Znacie Państwo to powszechne przekonanie Polaków, iż przeciętny Amerykanin jest takim idiotą, iż nie potrafi umieścić na mapie świata nawet tych krajów, z którymi USA prowadzą właśnie wojnę. Niestety w przypadku polskich analityków – czy raczej komentatorów – wiedza bywa równie żałosna, jak ta ze stereotypu. Weekendowy komentarz jednej z firm doradczych zawiera zdanie, które zmusza do postawienia pytania, gdzie ich pracownicy uczyli się geografii i kiedy zaczęli zajmować się rynkiem ropy.
Zdaniem panów analityków w zeszłym tygodniu „powróciły istotne groźby nigeryjskich rebeliantów, którzy zapowiadają kolejne ataki na rafinerie w rejonie Delty Nilu”. Absurdalność tego zdania kuje w oczy. Najgorsze jest to, iż w jednym zdaniu można pomylić dwie wielkie rzeki Afryki – Nil i Niger – z dwoma regionami – Afrykę Północną na granicy z Azją z Afryką Zachodnią – i kraje – Egipt z Nigerią. Z tego wielbłąd-a analityków warto wyciągnąć jeden pozytywny wniosek – każdy, kto chce zajmować się rynkiem surowcowym powinien na własnej ścianie znaleźć miejsce na mapę świata.


@ Czytelnik To są interesujące pytania ale wymagają dobrej, "długiej", bazy danych z notowaniami amerykańskich spółek.