Jedną z nadziei byków w Warszawie – trudną do zabicia – jest powracające przekonanie o wzrostowej mieszance przeceny na GPW i słabości złotego, która ma być zaczynem gotowym do realizacji swojego potencjału. Gubi się w tej nadziei fakt, iż mocny dolar i bessa na globalnych rynkach akcji czyni atrakcyjnym wiele innych giełd, które mają znacznie ciekawszą ofertę od Warszawy.
Poniższy wykres pokazuje kondycję WIG20, koreańskiego KOSPI, japońskiego Nikkei i par USDPLN, USDKRW i USDJPY. Jak widać waluty polska, japońska i koreańska mają za sobą okres mocnego, choć różnego procentowo osłabienia, a akcje spadki, które są mniej łatwe do porównywania. Niemniej, imponująca słabość WIG20 i złotego czyni Warszawę tańszą dla inwestorów dolarowych o około 60 procent w perspektywie roku. W tym samym czasie akcje koreańskie tracą mniej, a japońskie znacząco mniej.
Problem w tym, iż atrakcyjność inwestycyjna spółek na tych trzech rynkach właściwie nie daje się porównać. W Polsce można zainwestować w banki, spółki surowcowe i może kilka, które spełniają definicję spółek wzrostowych, ale tylko dlatego, że przynależą do sektorów wzrostowych, a same w sobie raczej już wzrostowe nie są. W tym samym czasie globalny inwestor może kupić w promocji akcje japońskie czy koreańskie, z których wiele spełnia definicję globalnych graczy i firm o stabilnej pozycji rynkowej. Naprawdę, mocny dolar powoduje, iż na świecie jest ciągle znacznie więcej okazji niż w Warszawie.
za: stooq.pl


