W oryginale „One good trade” – to tytuł mojej urlopowej lektury (już tylko dlatego dobrze mi się kojarzy:-)), o której obiecałem napisać po powrocie i podzielić się doznaniami.
Zanim wziąłem ją do ręki wiedziałem, że to sprzedażowy bestseller, może nawet dlatego właśnie chciałem ją jak najszybciej posiąść. Pierwszy nakład zszedł w zawrotnym tempie i wydawca musiał zrobić dodruk. Biorąc się za czytanie miałem w zasadzie jasny plan- odkryć dlaczego ta książka zamieniała się tak szybko w hit. Myślę, że znalazłem odpowiedź, a w zasadzie kilka. A nawiasem mówiąc mam pewien niedosyt w kilku kwestiach po zakończeniu:)
A więc:
Primo
Subtytuł książki brzmi: “Inside the Highly Competitive World of Proprietary Trading” czyli mniej więcej “W środku wysoce konkurencyjnego świata prop tradingu”. Termin “prop trading” oznacza taki rodzaj spekulacji, którą firmy robią wyłącznie za własne, firmowe środki, wynajmując do tego ludzi z zewnątrz. Robiły to największe banki na Wall Street dopóki nie zabroniono tego „antykryzysową„ ustawą z tego roku, robi to do dziś setki małych firm prywatnych na całym świecie, również i w Polsce. Dla tysięcy młodych ludzi to przepustka do nauki, kariery i sprawdzenia się w tradingu. Rozmawiałem z ludźmi, którzy przeszli przez wiele tego rodzaju firm, które czasem bardzo diametralnie różnią się kulturą szkolenia, pracy, wynagradzania itd. Tę książkę pisze współwłaściciel jednej z nich – Mike Bellafiore i w mojej ocenie to co stworzył mieści się w topie tej branży. Ponieważ tysiące chętnych chciałoby w przyszłości dostać tego rodzaju pracę więc poznanie jej od kuchni, po raz pierwszy w formie książkowej, jest koniecznością
Na marginesie – jeśli ktoś oglądał serial „Wall Street Warriors” to bodajże w drugiej części występuje młoda, czarnoskóra absolwentka uczelni biznesowej, która dostaje się do takiej właśnie prop firmy i próbuje nauczyć się tradingu. To jest właśnie ta firma z książki! Nazywa się SMB Capital.
Secundo
Autor opisuje jak odnieść sukces w tym co sami robią czyli tzw. Tape reading. Nie jest to typowy trading na podstawie wykresów, bardziej liczy się tam obserwacja wolumenu, wielkość i budowa zleceń na widełkach, przebieg cen w układzie jednominutowym i charakterystyczne formacje, które się na podstawie wszystkich tych czynników układają. Książka nie zdradza wszystkich tajników choć odkrywa kilka pomysłów. To nie jest trading dla każdego – dziesiątki transakcji dziennie (tylko w akcjach), szybkie strzały, bardzo wąskie stopy, duża trafność ale i duże zyski. Nie padają tam wprost żadne wyniki ale można wywnioskować, że najlepsi notują trzycyfrowe stopy zwrotu licząc w procentach i przy użyciu kapitału wielkości 250 tys $. To działa na wyobraźnię oczywiście. Ale trudno pominąć naprawdę niezły akcent edukacyjny. Przy tym Mike znakomicie wykłada wszystkie inne składniki, konieczne do odniesienia sukcesu. Co ważne- sukcesu dostępnego dla każdego normalnego człowieka, który nie kończył Harvardu czy innych uczelni z Ivy League.
Tertio
SMB bardzo mocno istnieje w internecie. To doskonałe edukacyjnie materiały, niejednokrotnie miałem przyjemność je przeglądać. Poczynając od strony http://www.smbtraining.com , bloga, przez twittera, youtube, chaty a nawet CNBC, gdzie w okienku, które mają do dyspozycji nie bawią się w przepowiadanie przyszłości ale konkretne wskazówki inwestycyjne. SMB to już brand name a internet to w tym biznesie doskonały kanał reklamy jeśli firma ma się czym na co dzień pochwalić
Quatro
Lektura chwilami zwalnia tempo i wpada w dłużyzny by za chwilę zaoferować kilka prawdziwych smaczków. Jak choćby ten o tym jak przez ostatnie 10 lat ten styl gry ewoluował. Albo jak radzą sobie z algorytmami tradingowymi, które totalne zepsuły im rynek. Czy historia jednego z head traderów, który wpadł w spiralę strat i zdesperowany szuka pomocy psychologa sportowego a ten „wyleczył” go sposobem dziennika transakcji a więc pomysłem, który dopiero teraz po latach niewiary sam doceniłem.
„Jedna dobra transakcja” to filozofia owej firmy. Chodzi pokrótce o to by dla osiągnięcia skuteczności celem było nie gonienie za samymi pieniędzmi ale kolejnymi, zyskownymi transakcjami. Ciężko takie rzeczy wykłada się w najgrubszej nawet książce i wiem, że wielu czytelników nie zrozumie tej idei albo ją po prostu pominie. Wpadłem na pomysł jak wyjaśnić ją krótko:
Wyobraźmy sobie, że na naszym rachunku inwestycyjnym znajdują się same żetony, jak w kasynie, a my nie znamy wartości pojedynczego. Naszym zadaniem jest pomnażanie ich w ciągu wielu transakcji koncentrując się wyłącznie na optymalnych warunkach transakcji a nie wartości kosztów i zysków. Wartości paraliżują albo generują brawurę. A chodzi o to, że aby poradzić sobie ze stoma tysiącami musimy najpierw nauczyć się pomnażać sto dolarów.
Czy warto sięgnąć po tę pozycję? Ja zrobiłem to dla ciekawości a przede wszystkim pasji. Pasjonatom powinna się spodobać. Krótkoterminowym traderom również. Typowym inwestorom może wydawać się zbytnim hardcorem 😉
—***Kat***—


Dodaj komentarz