Pamiętacie Państwo z ubiegłego roku taką sytuację ? GUS po raz kolejny ogłasza dane o inflacji, z których wynika że nie rośnie, tymczasem nasze powszechne odczucie jest takie, że wydajemy coraz więcej w sklepach. Głównie na żywność. W pewnym momencie pojawiła się nawet grupa analityków i ekonomistów, tłumacząca dlaczego nie należy się obawiać wzrostu inflacji, mimo że ceny różnego rodzaju produktów na giełdach rosną. Chodziło na początku o ropę i nośniki energii, później zaś o żywność.
Dziś nie ma już wątpliwości, że wcześniej czy później rosnące ceny produktów rolnych i energetycznych przełożą się na wskaźniki statystyczne (ogromnie polecam przy okazji tekst w jaki sposób w Polsce liczona jest inflacja).
Jednak przy tej okazji zastanawiam się jak często część analityków patrzy wyłącznie na liczby, nie zaprzątając sobie głowy rzeczywistością. Mówiąc inaczej, wolałbym żeby na pytanie o ceny jabłek i cebuli odpowiadali nie szefowie partii przy okazji wyborów, ale analitycy piszący o rynku żywności.
Zwracałem już kiedyś uwagę na raport dotyczący firmy Makarony Polskie, gdzie analityk opisywał jakąś inną rzeczywistość, uwzględniając w analizie spółkę, która praktycznie zniknęła z rynku (Malma), jako jednego z największych konkurentów, albo branże producentów makaronów rozszerzając na słodycze, czy produkty rybne. Ostatnio wpadł mi w ręce raport ING Securities dotyczący spółki Alma i znów się zastanawiam, czy autor analizy był kiedykolwiek, choć w jednych delikatesach prowadzonych przez tę firmę?
Od razu zastrzeżenie, zarówno analityk piszący, jak i ja jesteśmy subiektywni. Ja dlatego, że od chwili gdy kilka lat temu Alma zaczęła ekspansję ze swoimi delikatesami zachwyciłem się ich działalnością (w centrum handlowum, gdzie ma lokalizację jeden ze sklepów, moja żona powtarza, że może oblecieć wszystkie znajdujące się tam sklepy, a ja nadal będę oglądał i wyszukiwał nowych ciekawych rzeczy do jedzenia w Almie). Jestem subiektywny, bo swoje wnioski wyciągam na podstawie jednej tylko placówki (choć mam informacje o tym jak wygląda to w innych miejscach). Jestem subiektywny, bo uwielbiam jeść i gotować i gdy Alma wprowadza kolejny rodzaj oliwy na półki lub jakiś produkt, którego wcześniej nie mogłem znaleźć to już mnie mają 😉 .
Pierwsza sprawa ? w analizie zwraca się uwagę na fakt, że spółka nie uruchomiła tylu sklepów ile zapowiadała (tylko o 30% mniej), co jest niekorzystnym zjawiskiem. Osobiście wolałbym wiedzieć, czy nie uruchomiła 1 z 3 zapowiadanych placówek, czy 100 z 300. To naprawdę zupełnie co innego, choć w obu przypadkach jest to 30%. Z drugiej strony zauważam, w samej Warszawie kilka nowych placówek z należącą do Almy marką ?Krakowski Kredens?.
Kolejna sprawa to koszty nakładów inwestycyjnych w przeliczeniu na metr kwadratowy. Tu ciekawe porównanie z konkurencyjnymi delikatesami Bomi. W przypadku Almy 3.100 zł, dla Bomi 1.900 zł. W zasadzie nie jest to zaskakujące. W Almie widać dbałość o wystrój i przestrzeń (a w tym komfort klienta), w Bomi (znam przynajmniej kilka placówek) ? wystrój jest w klasie supermarketowej, a w kilku przypadkach nie ma praktycznie żadnej ekspozycji. Oczywiście, można powiedzieć, że to jednak przekłada się na zyski. Naturalnie, tylko od kilku lat widzę coraz większą liczbę kupujących w Almie (i niestety coraz większe kolejki przy kasach), zaś Bomi (które również mają bogaty asortyment), jakby zatrzymały się w miejscu.
Następny punkt analizy:
?Spółka posiada w swoim portfelu dwie sieci sklepów i zapowiedziała wprowadzenie kanału sprzedaży internetowej.
Rozproszenie to wraz z zaangażowaniem w projekty deweloperskie, zwiększa ilość czynników ryzyka.?
To ciekawe ? rozproszenie działalności zwiększa czynniki ryzyka? Analitycy jednak są subiektywni. Aha, raport pochodzi ze stycznia, w tym czasie sklep internetowy Almy już od kilku miesięcy działał (a o ile kojarzę wcześniej można było również składać zamówienia, choć nie w klasycznej formie sklepu on-line). Czyżby więc piszącemu raport nie chciało się sprawdzić, jak wygląda to obecnie?
Właściwie to już cała analiza (jest jeszcze porównanie do branży – ale praktycznie bez liczb). Nie miałem na celu dyskutować z jej autorem, czy zgadzam się z wyceną czy nie. Czy uważam, że warto kupować, sprzedawać, czy może trzymać. Tak jak wspomniałem na początku ? zastanawiałem się na ile wnioski są wyłącznie pochodną liczb, a na ile obserwacjami rzeczywistej działalności.
I już kończąc ? bardzo lubię czytać raporty dotyczące spółek spożywczych 🙂


Dodaj komentarz