Po poprzednią notką na temat emigracji finansowej pozwoliłem sobie na tezę, iż raczej kwestią czasu jest, kiedy w polskiej gospodarce pojawi się kryzys gospodarczy. Spójrzmy zatem na szerszy obraz, który uzasadnia tezę, iż zawsze powinniśmy mieć w głowie tego typu wydarzenie.
Zacznijmy od przypomnienia fantastycznej (naprawdę nie jest fantastyczna do czytania, bo to w sumie praca akademicka, a nie publicystyczna) książki autorstwa Carmen Reinhart i Kennetha Rogoffa This Time Is Different. Eight Centuries of Financial Folly. Książka pojawiła się na rynku 2009 roku i data publikacji może sugerować, iż odnosi się do wydarzeń z roku 2008, ale autorzy pisali książkę kilka lat i koincydencja z ostatnim kryzysem była w sumie przypadkowa. Zwyczajnie autorzy-akademicy zajmowali się kryzysami w swojej karierze przez lata. Na potrzeby notki całość książki daje się sprowadzić do banalnej tezy – większość ludzi i rządów zwyczajnie nie wierzy w to, że za ich życia dojdzie do kryzysu finansowego. Stąd właśnie tytuł Tym razem jest inaczej. Osiem wieków finansowego szaleństwa.
W istocie mamy fałszywe przekonanie, iż żyjemy w czasach lepszych niż w przeszłości. Wszak jesteśmy bardziej racjonalni, lepiej wykształceni i zwyczajnie lepiej nauczeni na błędach z przeszłości. Naprawdę jednak żyjemy w trudniejszych czasach i jesteśmy równie głupi finansowo, jak nasi przodkowie, a kryzysy są dziś zjawiskiem znacznie częstszym niż były w przeszłości. Poniższy wykres z tekstu Financial Crises: Explanations, Types, and Implications (Stijn Claessens and M. Ayhan Kose, 2013) wylicza średnią liczbę kryzysów (z podziałem na typy) w poszczególnych dekadach. Jak widać znacznie bezpieczniej żyło się w czasach zanim większość czytających te słowa mogła zarządzać swoimi pieniędzmi.
Opinie na temat przyczyn wzrostu liczby kryzysów są oczywiście różne. Jedni powiadają, iż płacimy cenę za odejście od systemu Bretton Woods i radykalnego zliberalizowania światowych finansów. Inni widzą korzenie we wzroście liczby gospodarek rozwijających, które mają tendencję do częstszego popadania w kryzysy niż gospodarki rozwinięte. Kolejni szukają w chorobie współczesnej demokracji, która zabija na scenie politycznej każdego, kto chce zaciskać pasa i racjonalizować wydatki. Nie brakuje oczywiście głosów, iż kryzys jest wbudowany w system pieniądza papierowego i odejścia od standardu złota. Niezależnie od trudnego znalezienia wspólnego mianownika żyjemy w czasach, w których napięcia finansowe są standardem i kwestią czasu jest, kiedy przyjdzie nam zmierzyć się z kryzysem w Polsce.
Ciekawostką jest to, iż wykres pokazuje, iż we współczesnym świecie największe ryzyka związane są z czymś, co w literaturze ekonomicznej określa się mianem sudden stop. Paradoks polega na tym, iż właśnie gospodarki rozwijające się i otwarte na świat ponoszą największe ryzyko zderzenia się z tego typu wydarzeniem. Dynamiczny wzrost gospodarczy i łatwość napływu i odpływu kapitałów ułatwia bowiem zarówno szybkie przesuwanie się pieniądza, jak i zadłużanie się rządu i firm na rynkach zagranicznych. Kiedy zaczyna się ucieczka kapitału radykalnie redukowane są rezerwy walutowe – banki centralne zwykle wystrzeliwują się wówczas z rezerw broniąc lokalną walutę – i ucieczka inwestorów zmienia się w kryzys bankowy, a z czasem w kryzys zadłużeniowy. Nie pocieszaj się zatem czytelniku statystykami, iż polskie dane są lepsze od danych innych krajów. Kroczymy bowiem po cienkim lodzie zaufania.
Przed nami Argentyńczycy lata na zakupy do Nowego Jorku, a dziś znów stoją w kolejce po pomoc do MFW. Grecy byli członkiem elitarnego europejskiego klubu, a spadli do grona gospodarek rozwijających się. Brazylia miała być fundamentem koszyka BRIC – którego każda część ma teraz swoje własne kłopoty – a dziś staje przed perspektywą politycznego samobójstwa w postaci wyboru kolejnych kuriozalnych polityków na prezydenta. RPA popadła w recesję mimo tego, iż ma chyba najbardziej popularną wśród inwestorów i spekulantów walutę z gospodarek rozwijających się. Wymieniać można dalej – Turcja, Indonezja, Filipiny. Idzie naprawdę o to, iż kryzys jest wbudowany w bycie członkiem klubu emerging markets i jak nie chcesz zaczynać wszystkiego od zera, to lepiej zakładaj, iż za twojego życia będziesz miał okazję przetestować swoją odporność na podobne wydarzenie.



Dodaj komentarz