Najnowszy raport MFW „Global Financial Stability Report” jest pięknym przykładem angielskiego powiedzenia be careful what you wish for.
W ostatnich dniach w sieci pojawił się raport Międzynarodowego Funduszu Walutowego, z którego na pierwsze strony serwisów przebija się teza o zagrożeniach dla rynków związanych z iluzją płynności. MFW wskazuje, iż rosnące znaczenie high-frequency trading (HFT) miesza się dziś z coraz większą automatyzacją handlu i spadkiem znaczenia market makingu. Konsekwencją ma być właśnie iluzja płynności, która połączona z obserwowaną większą korelacją pomiędzy różnymi klasami aktywów owocuje specyficznym wzmocnieniem szoków rynkowych. Brzmi groźnie, ale jak prześledzi się argumentację MFW, to sprawa wydaje się stosunkowo czytelna.
MFW konstatuje, iż ostatnie skoki zmienności na rynkach uruchomione min. wydarzeniami takimi, jak wycofanie się Szwajcarów z bronienia kursu franka (styczeń 2015) czy skokowy wzrost rentowności amerykańskiego długu (październik 2014) były wywołane głównie spadkiem płynności, jakiej nie obserwowano – odpowiednio – w czasie kryzysu zaufania do strefy euro w okresie 2011-2012 i upadku banku Lehman Brothers. Kluczem do takiego zachowania rynków na być spadający udział w nim wielkich graczy, których pokryzysowe regulacje – od większych wymogów kapitałowych po zakaz tzw. proprietary tradingu – zwyczajnie wypchają z systemu.
Inaczej mówiąc, to co miało być lekarstwem na rynkowe szoki, a więc zakazy i związanie rąk największym spowodowało, iż ich miejsce zajęły inne podmioty, które nie są w stanie wypełnić luki, jaka pojawiła się w systemie i całość zdaje się być fundamentem pod jeszcze większe zamieszanie. Warto teraz sięgnąć po przykład chińskiej Kampanii Walki z Czterema Plagami, w ramach której nakazano wybijać masowo wróble wyjadające ziarna na polach. Spadek populacji wróbli spowodował, iż pola zostały zaatakowane przez owady, których wróble były naturalnymi wrogami. Podobny mechanizm obserwujemy dziś na rynkach, gdzie zła diagnoza sytuacji przed rokiem 2008 spowodowała pęd do nadmiernej regulacji po 2008 roku.
Rolę wróbla z chińskiej kampanii przypisano sektorowi finansowemu, który stał się kozłem ofiarnym całego zamieszania. Do dziś w prasie publikowane są różnego rodzaju bzdury w postaci przyczyn kłopotów gospodarczych w rosnącej finansjalizacji, które pozwalają przykrywać realne problemy, z jakimi nie potrafi poradzić sobie elita polityczna. Nie chcę sięgać szeroko po rodzime przykłady z bliskiej przeszłości, ale wszyscy wiemy, że konsekwencjami zmian w OFE jest faktyczna oraz postrzegana marginalizacja GPW i zerowy wzrost zabezpieczenia emerytalnego obecnego pokolenia 40-latków. Spodziewam się, że moda na regulacje i antyrynkowe fobie będzie trwała do czasu kolejnego kryzysu, po którym okaże się, że żaden z problemów nie został rozwiązany.
Polecam lekturę całego raportu MFW, ale leniwym głównie rozdział When Market Liquidity Vanishes (s. 31), w którym są fantastyczne wykresy pokazujące zmiany na rynku, jakie zaszły w pokryzysowym świecie.


Dodaj komentarz