Po kilku latach blogowania w serwisie blogi.bossa.pl między piszącymi, a czytelnikami zaiskrzyła swego rodzaju „chemia” (czasem pozytywna, czasem nie) dzięki której możemy śmiało mówić o powstaniu społeczności Bossa. Ta społeczność była już wcześniej widoczna na różnych listach dyskusyjnych, zaś obecni blogerzy byli kiedyś wyłącznie klientami DM BOŚ. Dzięki temu wiele wpisów, które pojawiają się na blogach odwołuje się do wcześniejszych, zarówno autorzy jak i komentatorzy często w „lot” chwytają aluzje lub odniesienia wykorzystywane wcześniej. To niewątpliwa zaleta, ale też wada.
I na to zwrócił uwagę jeden z nowych czytelników naszych blogów pisząc, że czasami nie czuje się najlepiej w naszym towarzystwie. Wpisy i późniejsze wymiany zdań w komentarzach owszem podobają mu się, ale ma wrażenie, że gdy zacznie zadawać zbyt proste pytania, to się ośmieszy.
Oczywiście bywają sytuację, gdy komentatorzy na blogach przekraczają granicę „przekomarzania się”. Staramy się pilnować kultury dyskusji, ale też widzimy, że nasi czytelnicy doskonale rozumieją, że wysoki poziom to dodatkowa wartość, ale nie przypominam sobie, żeby ktoś został w jakikolwiek sposób „poniżony”, za zbyt głupie, czy banalne pytanie.
Wiem też, że pisząc od wielu lat o rynku giełdowym wpada się często w pułapkę „o tym już pisałem”. Trochę to może być krępujące w obecności aktywnych i wieloletnich komentatorów, ale przecież pojawiają się cały czas nowi (ten sam syndrom mają dziennikarze). Dlatego wspomniana rozmowa zainspirowała mnie do powielenia pewnego pomysłu sprzed lat, a równocześnie powrotu do podstaw działania na giełdzie. Tych najprostszych i banalnych zasad, o których starzy wyjadacze wiedzą i przechodzą nad nimi do porządku dziennego, a dla nowych mogą być bardzo ważnym odkryciem, oszczędzającym czas i pieniądze.
Dodatkowo formuła blogów pozwala na to, by właśnie doświadczeni inwestorzy/gracze/spekulanci podzielili się własnymi przemyśleniami na dany temat.
W „Analizie technicznej rynków terminowych” Jack Schwager przedstawił osiemdziesiąt dwie reguły i wskazówki transakcyjne. Nie zamierzam zajmować się wszystkimi, ale w kilku kolejnych wpisach, spróbuję przytoczyć w mojej opinii najciekawsze, najbardziej kontrowersyjne lub najbardziej inspirujące licząc na to, że pomogą „nowicjuszom” i wciągną do konstruktywnej dyskusji tych z większym doświadczeniem.
Zaczynamy:
[Otwieranie pozycji]
Reguła 1
„Należy odróżniać pozycje długoterminowe od krótkoterminowych. Przeciętne ryzyko związane z transakcjami krótkoterminowymi (wynikające z liczby akcji lub kontraktów i poziomu linii obrony) powinno być wyraźnie mniejsze. Trader powinien się koncentrować na pozycjach długoterminowych, ponieważ to one decydują zwykle o sukcesie inwestycyjnym. Wielu uczestników rynku popełnia błąd polegający na tym, że starają się oni uchwycić mniejsze ruchy cenowe (ponosząc koszty prowizji i poślizgów) oraz tracą z oczu główne trendy.”
Choć w swoich kolejnych częściach rozmów z traderami w serii „czarodzieje rynku”, Schwager pokazuje różne podejścia do handlu na giełdzie nie wartościując, czy lepszy jest szybki handel, czy też długoterminowe podejście, to jednak w pierwszej regule wyraźnie widać fascynację strategiami „podążania za trendem”.
Można się też spierać co do tego mniejszego ryzyka związanego z transakcjami krótkoterminowymi. Przynajmniej jeśli chodzi o handel w ciągu dnia – eliminujemy wówczas ryzyko luk i można sobie wyobrazić, że podniesiemy ryzyko jednostkowej transakcji np. z 2% kapitau do 3% (a może nawet więcej).
Reguła 3
„Wejście w istotny trend powinno być przemyślane i starannie zaplanowane. Nie należy tego czynić pod wpływem doraźnego impulsu.”
Ta reguła wygląda na banał, jednak z moich wieloletnich rozmów z uczestnikami rynku na różnym etapie doświadczenia wynika, że bardzo często pierwotne plany idą do piachu, w wyniku jakiegoś impulsu. Powiedzmy, że jesteśmy przekonani, że kontrakt jest w średnioterminowym trendzie spadkowym. Do wyraźnej zmiany tego trendu (a równocześnie naszego nastawienia) czekamy na spełnienie kilku warunków. I w pewnym momencie w mediach/na wykresie pojawia się jakaś informacja, która sprawia, że zaczynamy myśleć „a może jednak nie ma sensu czekać, bo stracimy kawałek ruchu”. Specyficzną wersją tego postępowania było zachowanie pewnego czytelnika dziennika, w którym pracowałem wiele lat temu. Przysłał on do redakcji swoją wielomiesięczną prognozę zachowania indeksu WIG, bazując na teorii fal Elliotta. Jak to w przypadku wyznawców tej teorii bywa, wszystko było bardzo dokładnie i precyzyjnie rozpisane – wszelkie korekty, zniesienia itp.
Dzień później przysłał mail, z prośbą o wstrzymanie publikacji, bo po tej jednej sesji musi dokonać bardzo ważnych korekt. Przy czym zaznaczę, że nie była to sesja jakoś specjalnie zmieniająca obraz nawet krótkoterminowy.


Dodaj komentarz