Na ile skomplikowane jest nabycie umiejętności inwestowania/tradingu od innych?
Mała rekapitulacja na początek.
W ostatnich wpisach tego cyklu próbowałem pokazać, że nasze inwestowanie oraz w szczególności trading nie rozgrywają się na realnych czy wirtualnych parkietach giełd, nie na elektronicznych panelach do odbioru notowań i zleceń, nie na naszych rachunkach, nie na wykresach i nie w naszych urządzeniach podłączonych do sieci. Wszystko rozgrywa się w naszych głowach. Składa się na to w szczególności: nasza percepcja tego co widzimy w przebiegach notowań, zachowaniach innych inwestorów i rynkowym otoczeniu; selekcja i analiza informacji wszelkiego rodzaju i na wszelkie sposoby; przefiltrowanie wszystkiego przez nasz system przekonań a potem ubranie w kontekst specyficzny dla każdego z nas by na końcu podjąć decyzję, a wszystko w pulsującym anturażu naszego systemu emocjonalnego. Wlatuje więc informacja i obserwacja a po licznych torturach z tego śmietnika musi powstać jak najlepsza decyzja lub raczej ich szereg w każdej transakcji.
Pomocnymi narzędziami w tych torturach mają być choćby Analiza techniczna lub fundamentalna i tylko w naszych głowach i na swoje ryzyko decydujemy jak je do tego celu użyć. Ponownie dla celów tego wpisu użyję dużo popularniejszej AT, choć wnioski obejmować będą analizy każdego innego rodzaju.
Wiemy więc, że AT puszczona na autopilocie (wszystkie decyzje obiektywne i mechaniczne) omija proces wspomnianych tortur w czasie rzeczywistym, przenosząc je na okres poprzedzający wszystkie transakcje, zamykając zawczasu wszystko w kontrolowalne i replikowalne liczby i wymuszając tylko jedną, bezalternatywną decyzję. Dodając jednak do AT każdorazowo nasze własne interpretacje przechodzimy na metafizyczny poziom – wielotorowe tortury w czasie rzeczywistym, z których nigdy nie wiemy co może wyjść, a możliwych decyzji można spodziewać się tym razem dziesiątki do wyboru, choć nadal trzeba z nich wybrać tę jedną.
I w tym miejscu powtórzę pytanie zadane na wstępie: w jaki sposób ktoś obcy może pomóc nam w tych warunkach wtłoczyć do głowy stosowną wiedzę i potrzebne kompetencje analityczne i emocjonalne?
Stosunkowo proste wydaje się to w przypadku tej pierwszej – automatycznej, obiektywnej Analizy technicznej (OAT). Dostajemy wędkę wraz z całym przetestowanym systemem łowienia na nią ryb, który musimy jedynie skalibrować na nasz użytek a przy tym mamy pełną kontrolę nad jego działaniem. Tu muszę przywołać kanoniczny już przykład „zespołu Żółwi” sprzed 3 dekad, który idealnie nadaje się do ponadczasowego tworzenia porównań, odniesień a przede wszystkim inspiracji. Oto grupa ludzi z naboru dostała od swoich dwóch pryncypałów, a przy tym jednocześnie nauczycieli, w pełni gotowy zestaw instrukcji tego jak krok po kroku dokonywać transakcji, które z sukcesem przez kolejne 4 lata wykorzystali. Szkolenie trwało 2 tygodnie, kolejnej grupy tylko tydzień. Nie miała przy tym aż tak wielkiego znaczenia prywatna skuteczność obu mentorów – Dennisa i Eckhardta, ani talenty, wiedza i umiejętności samych uczniów, których zadaniem miała być w zasadzie jak najbardziej poprawna replikacja otrzymanych zasad gry, które okazały się wysoce efektywne w uzyskaniu zyskowności przy niespecjalnie zresztą wysokiej trafności. Mamy więc klarowny proces edukacyjny, którego osnową są mechaniczne zasady gry proste w implementacji i nie wymagające intelektualnych wyzwań ze strony użytkownika.
Sprawa komplikuje się gdy przechodzimy do subiektywnej wersji AT (w skrócie SAT), gdzie narzędzia wymagają sporego, każdorazowego nakładu intelektualnej obróbki z pogranicza wiedzy, intuicji i emocjonalnych kompetencji, gdzie na każdą decyzję wpływ może mieć nawet najmniejszy drobiazg, często wymykający się racjonalnemu określeniu. Jak w tych unikalnych co rusz i nieokreślonych jednoznacznie warunkach można tego rodzaju umiejętności przekazać? Jak nauczyć intuicji w komplecie z wiedzą? Jak nauczyć łowienia w środowisku w którym przyczyna i efekt za każdym razem przybierać mogą inne kierunki?
Do wędki trzeba więc tym razem dołączyć kompleksowo złożony sposób myślenia, którego powielić nie da się w prosty sposób, głównie dlatego, że część decyzji powstaje na poziomie podświadomości. Potrzeba więc setek godzin praktyk i doświadczeń. I gdyby potem skonfrontować wyniki ucznia i nauczyciela, bez wątpienia będą się różnić, w skali zależnej od złożoności rynku i metody. I przy tym konieczny jest jeden dodatkowy warunek: nauczyciel musi być praktykiem z sukcesami, nie tylko opartymi na losowości i szczęściu. Jak bowiem przekazać styl myślenia jeśli mistrz nie potrafi sam skutecznie go użyć? Skąd miałby bowiem wiedzieć, które elementy są istotne i w jaki sposób je komponować i wykorzystać?
Sprawę komplikuje tu jednak fakt działania w obszarze dwóch Systemów – logicznej świadomości i impulsywnej podświadomości. Dotrzeć do tej drugiej w sposób celowy i zorganizowany nie sposób, a działa ona nieustannie i ponoć to tam powstają wszystkie decyzje zanim je wyartykułujemy. Dlatego powody wielu zachowań pozostają poza kontrolą świadomego mózgu i nie sposób odtworzyć oraz przekazać je w racjonalnym, logicznym porządku.
Świetny przykład, już wcześniej przez mnie przywoływany, podsuwa Lehrer w doskonałej książce „How we decide”. Doskonały golfista postanowił zanalizować i wycyzelować swoje metody uderzeń. Kiedy zaczął głęboko nad nimi się zastanawiać, próbując nazwać i określić źródła poszczególnych ruchów, nagle cały jego talent prysł, zaczął przegrywać kolejne turnieje. Skupiając się bowiem nad ową analizą przestał panować nad swoimi wyrobionymi ruchami ciała związanymi z pamięcią motoryczną i emocjonalną, stracił kontakt ze swoim wyuczonym czy wrodzonym i ukształtowanym talentem. Dokładnie to samo przydarzać się może w świecie inwestycji czy tradingu. Nawet doskonały trader może nie być w stanie przekazać swoich umiejętności analitycznych z tej właśnie przyczyny, że nie zawsze potrafi do nich świadomie dotrzeć.
Pozostaje więc tylko pewnego rodzaju indukcja, nadzieja na to, że obcowanie z kimś takim przez dłuższy czas uformuje pewne zręby prawidłowego myślenia. Cóż, w większości wypadków jednak trzeba uzbierać sporą kolekcję wędek i w żmudnym doświadczaniu przetestować je samemu w poszukiwaniu swojej drogi. Bez gwarancji sukcesu. Ale to, że początku są trudne to norma, nie wyjątek.
Na marginesie lecz nadal w temacie:
Z 4 książek J. Schwagera z serii „Market Wizards” myślę, że wielu przeczytało kiedyś chociaż jedną. To smakowicie i barwnie podana życiowa wiedza o inwestowaniu w formie wywiadów z luminarzami rynków, którzy głównie rozpamiętują swoje błędy i opisują drogę do sukcesu. A czy ktokolwiek pamięta by nauczył się z nich konkretnych wskazówek odnośnie praktycznego myślenia i działania?
–kat—


Dodaj komentarz