Wielkie problemy małych spółek

1400 proc. w osiem lat. Taką stopą zwrotu uraczyły nas małe firmy z USA w latach 1975-1983. A premiera supertaniego funduszu Vanguard FTSE Global All-Cap UCITS ETF zaostrzyła apetyty na równie wysokie zyski, bo małych firm jest w nim aż 3700. Jednak Big Tech (m.in. Meta, Nvidia, Amazon) całkowicie zmieniły zasady gry dla „maluchów”.

W 1981 r. absolwent University of Chicago, Rolf W. Banz, opublikował przełomowy artykuł „The Relationship Between Return and Market Value of Common Stocks”, czyli „Związek między stopą zwrotu a wartością rynkową akcji zwykłych”. Był on przełomowy, ponieważ po raz pierwszy w historii autor udokumentował istnienie tzw. efektu małych firm – czyli tego, że spółki o niższej kapitalizacji przynoszą wyższe stopy zwrotu.

Banz miał dostęp do świeżo zebranych danych przez Center for Research in Security Prices, czyli Centrum Badania Cen Akcji na swojej macierzystej uczelni. Pochodziły one z lat 1926–1980 i dotyczyły nowojorskiej giełdy New York Stock Exchange. Naukowiec wyliczył, że 20 proc. najmniejszych spółek generowało średniorocznie o 4 punkty procentowe wyższy zysk niż 20 proc. największych firm.

Zaczęto szukać uzasadnienia dla tej anomalii i zauważono, że małe spółki są bardziej ryzykowne. Najważniejszy czynnik ryzyka to niższa płynność. Małymi spółkami handluje się rzadziej. Jeżeli ktoś chce nagle sprzedać większą liczbę ich akcji, musi liczyć się z tym, że ich cena gwałtownie spadnie. Ważne jest także to, że mniejsze firmy mają mniejsze zapasy gotówki i trudniej jest im uzyskać finansowanie. Wreszcie mniejszy rozmiar oznacza mniejszą skalę działalności, a więc mniejszą dywersyfikację produktów i usług, które sprzedają, a także mniejszą liczbę klientów. To wszystko sprawia, że w trudnych czasach bankrutują one częściej niż te duże. W efekcie powinny one oferować wyższą stopę zwrotu jako rekompensatę za wyższe ryzyko.

Jeremy Siegel w książce „Stocks for the Long Run”, czyli „Akcje na długi okres” (wydanie szóste z 2021 r.), zwraca jednak uwagę, że ta wyższa stopą zwrotu małych spółek z USA nie była stała. „Maluchy” dobrze sobie poradziły po Wielkim Kryzysie i w czasie II wojny światowej. W latach 1946–1974 rosły jednak wolniej od większych firm. Nagle w latach 1975–1983 ich ceny eksplodowały o 35,3 proc. rocznie. To było ponad dwa razy więcej, niż wynosił wynik dużych firm (15,7 proc.). W tym ośmioletnim okresie stopa zwrotu z małych firm wyniosła ponad 1400 proc.

Co ciekawe, jeżeli wyeliminujemy ten ośmioletni okres z analizy, to okaże się, że od 1926 do 2021 r. małe spółki przyniosły mniej więcej taką samą stopę zwrotu jak S&P 500. Autor tłumaczy, że jednym z możliwych wyjaśnień nagłego wzrostu cen małych firm w latach 1975–1983 było uchwalenie przez Kongres w 1974 r. Employee Retirement Income Security Act, czyli „Ustawy o zabezpieczeniu dochodów emerytalnych pracowników”, która znacznie ułatwiła funduszom emerytalnym kupowanie akcji małych firm. Innym powodem mogły być słabe wyniki w tym okresie tzw. Sprytnej Pięćdziesiątki (ang. Nifty Fifty), czyli grupy 50 dużych firm, m.in. American Express, Coca-Cola, Johnson & Johnson czy McDonald’s.

Z drugiej strony małe spółki mają w długim okresie lepsze stopy zwrotu od dużych i średnich także poza USA, a tam te jednorazowe czynniki – takie jak w Ameryce – nie wystąpiły. Siegel konkluduje, że dyskusja odnośnie tego, czy mała kapitalizacja firm oznacza wyższe stopy zwrotu, wciąż nie jest rozstrzygnięta. Choć w ostatnich latach giełda dostarcza argumentów zwolennikom tezy, że małe spółki nie mają dodatkowego potencjału do zysku. W ostatnich 5 latach indeks małych spółek FTSE Global Small Cap zanotował 38,9 proc. zysku, podczas gdy indeks dużych spółek FTSE Global Large Cap – aż 76,5 proc. Tak więc inwestorzy obstawiający w ostatnim czasie mniejsze firmy nie wyszli na tym dobrze.

Tabelka 1. Stopa zwrotu i zmienność indeksów FTSE na 31 sierpnia 2026 r.

Źródło: FTSE Russell Factsheet

W internecie można znaleźć obecnie wiele artykułów z wariacjami tytułu „Śmierć premii małych spółek”, pełnych pesymistycznych argumentów uzasadniających, dlaczego małe spółki nigdy nie pobiją pod względem stopy zwrotu tych dużych. Niektóre z nich dają do myślenia. Przykładowo Benjamin Silluzio, założyciel firmy z sektora fintech Onesto, twierdzi, że amerykańskie giganty, takie jak Meta, Amazon czy Alphabet, zmieniły zasady gry. Generują ogromne ilości gotówki i są w stanie przejąć każdą małą firmę, zanim ta zdoła stać się ich konkurentem.

Szef Mety, Mark Zuckerberg, miał powiedzieć: „Nigdy nie zdarzyło nam się kupić firmy dla samej firmy. Kupujemy spółki dla świetnych pracowników”. Jeżeli Silluzio ma rację, to małe firmy nie będą miały szansy przekształcić się w gigantów, bo ich twórcy staną się pracownikami Big Techów. Meta, Microsoft, Alphabet (właściciel Google), Amazon, Nvidia i Apple przejęły w ostatnich dwóch dekadach 88 firm z sektora AI i uczenia maszynowego.

Inne odnoszące sukcesy spółki okres, gdy były małe, spędziły poza giełdą. To firmy takie jak chociażby Airbnb, Robinhood, Uber, Lyft, Coinbase czy Palantir. Gdy już zadebiutowały, ich kapitalizacja sprawiła, że zaliczono je od razu do średnich albo dużych spółek. Rynek private equity ma tyle pieniędzy, że „maluchy” z potencjałem nie muszą się spieszyć z giełdową premierą.

Jeszcze do niedawna obowiązywała zasada, że – od pewnego poziomu – wraz ze wzrostem wielkości spółki spowalniało tempo jej wzrostu. Tymczasem giganty technologiczne są w stanie zwiększać liczbę klientów przy koszcie krańcowym bliskim zeru. Google Search czy Microsoft 365 nie potrzebują fabryk ani sieci dystrybucji, by zwiększać sprzedaż. Nvidia na każdym 1 USD sprzedaży ma 55–60 centów czystego zysku. Tak wysoka rentowność była do niedawna zarezerwowana wyłącznie dla „maluchów”.

Z drugiej strony rynki rozwijają się w cyklach. Skoro w ostatnich latach małe spółki miały słabsze wyniki, możliwe jest, że – zgodnie z zasadą powrotu do średniej – nadrobią one dystans do dużych i nagrodzą tych, którzy w nie uwierzyli. Historia pokazuje także, że często szczyt pesymizmu odnośnie perspektyw jakiegoś rynku zbiegał się z odwróceniem trendu. Warto przypomnieć chociażby tekst „Śmierć akcji” (ang. „Death of equities”) z 13 sierpnia 1979 r. z magazynu „Business Week”, po którego publikacji rozpoczęła się jedna z najdłuższych hoss na parkiecie.

Co z tego wszystkiego wynika? To, że nie ma jednoznacznych dowodów na tezę, iż małe spółki powinny mieć w długim okresie wyższą stopę zwrotu niż duże. Ich gorsze wyniki w ostatnim czasie zwiększają prawdopodobieństwo tego, że dogonią one pod względem stopy zwrotu duże firmy, ale na giełdzie nie ma rzeczy pewnych.

Tak więc oczekiwanie wyższej stopy zwrotu z „maluchów” nie powinno być głównym powodem kupowania funduszu Vanguard FTSE Global All-Cap UCITS ETF. Najważniejszy powód jest taki: jeśli ktoś uważa się za inwestora pasywnego, który kupuje „wszystko”, to ten fundusz oferuje obecnie najlepszą kombinację ekspozycji na cały świat (dokładnie rzecz biorąc 98–99 proc. rynku) i niskiej ceny (koszty zarządzania TER to 0,07 proc.).

***

Obraz wygenerowany przy użyciu sztucznej inteligencji (AI).

Podziel się tym artykułem:

Polecamy

Autorzy

Najnowsze komentarze

  1. @ Czytelnik To są interesujące pytania ale wymagają dobrej, "długiej", bazy danych z notowaniami amerykańskich spółek.

  2. 1. Czy takie same zależności/zachowania kursów można zaobserwować w przypadku pojedynczych akcji? Mam tutaj wątpliwości. 2. Kiedy po kilkuletnim boomie…

  3. To jest bardzo ciekawy komentarz, dziękuję. Zastanawiam się teraz, skoro taki spadek oczekiwanych zysków (do 3% w IIQ-2027) jest spodziewany,…

  4. Tak. 12345678901234567890 (te cyferki są tylko dlatego, że tak krótki komentarz nie był akceptowany) 🙂

Tagi

Najnowsze wpisy

Komentarze

5 odpowiedzi na “Wielkie problemy małych spółek”

  1. Awatar SaaS

    "powinny one oferować wyższą stopę zwrotu jako rekompensatę za wyższe ryzyko"
    To jest błędne postawienie sprawy. Ta zależność ma sens, gdy transakcja jest negocjowana, czyli gdy inwestor może powiedzieć spółce "jesteś ryzykowna, oczekuję wyższych odsetek od twoich obligacji", ale to nie działa na giełdzie, bo niby jak? Przychodzi inwestor i mówi do spółki: "sporo ryzykuję, a więc dawaj wyższe stopy zwrotu"?

    1. Awatar Aleksander Piński
      Aleksander Piński

      Dlaczego nie miałoby działać na giełdzie? Po prostu inwestorzy, oczekując wyższej premi za ryzyko, płacą mniej za takie spółki.

    2. Awatar investor_ts
      investor_ts

      Kluczowe jest tutaj rozróżnienie między negocjowaniem oprocentowania konkretnego instrumentu a tym, jak rynek wycenia ryzyko poprzez wymaganą stopę zwrotu.

      To nie jest kwestia tego, że inwestor na giełdzie przychodzi do spółki i mówi: „jesteś bardziej ryzykowna, więc daj mi wyższą stopę zwrotu”. Nikt nie musi tego negocjować bezpośrednio ze spółką. Ta zależność działa poprzez wycenę rynkową aktywa.

      Dobrym przykładem są akcje i obligacje tej samej spółki. Akcje są z reguły bardziej ryzykowne niż jej obligacje, więc inwestorzy wymagają od nich wyższej stopy zwrotu. Nie oznacza to oczywiście, że akcje faktycznie w każdym okresie przyniosą wyższy zwrot; chodzi o wymaganą stopę zwrotu ex ante, która stanowi rekompensatę za ponoszone ryzyko.

      I dokładnie ten sam mechanizm działa przy wycenie różnych spółek. Wymagana stopa zwrotu jest stopą dyskontową, za pomocą której wyceniamy przyszłe przepływy pieniężne. Innymi słowy:

      wyższe ryzyko → wyższa wymagana stopa zwrotu → wyższa stopa dyskontowa → niższa bieżąca wartość tych samych przyszłych przepływów pieniężnych.

      Zatem inwestor nie negocjuje wyższej stopy zwrotu ze spółką. Po prostu przy wyższym ryzyku nie jest skłonny zapłacić za te same przyszłe przepływy tyle samo co za aktywo o niższym ryzyku.

  2. Awatar investor_ts
    investor_ts

    1. Premia za size jest relatywnie słaba, jeśli analizujemy ją w izolacji. Wyniki są znacznie bardziej przekonujące po uwzględnieniu jakości spółek. Polecam C. S. Asness et al., „Size Matters, If You Control Your Junk” (2015).

    2. Samo posiadanie szerokiego indeksu obejmującego spółki o różnej kapitalizacji nie oznacza jeszcze istotnej ekspozycji na size factor. Aby uzyskać rzeczywistą ekspozycję na premię za size, należy małe spółki przeważyć względem ich udziału w kapitalizacji rynku (w klasycznym ujęciu long small / short big).

  3. Awatar Aleksander Piński
    Aleksander Piński

    Dziękuje za polecenie pracy! Już sobie zaznaczyłem, żeby ją przeanalizować.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *