Wybierz swoją truciznę

Od dłuższego czasu na rynku trwa dyskusja o wysokich wycenach, euforii inwestorów i potencjalnej bańce w segmencie AI. W otoczeniu informacyjnym rynku łatwo znaleźć argumenty na to, że „na rynku jest drogo” albo że „apetyt na ryzyko jest ekstremalnie wysoki”.

Ta dyskusja może być zasadna. Argumenty rynkowych „realistów” mogą być poprawne. Diagnoza o spekulacyjnej bańce może trafiać w sedno.

Problem polega na tym, że z takiej konkluzji nie wynika jeszcze dobra decyzja inwestycyjna. Inwestor nie musi odpowiadać tylko na pytanie: „czy rynek jest drogi?”.

Trafna diagnoza to jeszcze nie dobry timing

Musi odpowiedzieć na dużo trudniejsze pytanie: czy z rynku należy wyjść, a jeśli tak, to kiedy?

Należy bowiem uczciwie przyznać, że ostrzeżenia przed spekulacyjną bańką w segmencie AI nie pojawiły się wczoraj. Ta dyskusja trwa już co najmniej od półtora roku.

Na chwilę przykryło ją tąpnięcie związane z ryzykiem wybuchu totalnej wojny handlowej w kwietniu 2025 roku. Rynek szybko zaadaptował jednak „logikę TACO” i powrócił do wzrostów.

Można argumentować, że dyskusja o wysokich wycenach na rynku akcji w USA trwa już ponad dekadę, a zaczęła się, gdy na rynku nie dominowała „wspaniała siódemka”, lecz FANG (Facebook, Amazon, Netflix, Google) i jego różne wersje: z Apple, z Microsoftem, bez Netflixa i tak dalej.

Od 2016 roku S&P 500 znajduje się ponad poziomem jednego odchylenia standardowego od historycznej średniej wskaźnika CAPE, czyli dostosowanego o cykle koniunkturalne wskaźnika C/Z stworzonego przez prof. Roberta Shillera.

Za JP Morgan

Od początku 2024 roku S&P 500 niemal przez cały czas utrzymuje się ponad poziomem jednego odchylenia standardowego od popularnego wskaźnika C/Z dla prognozowanych zysków na następne 12 miesięcy.

W takim otoczeniu rynkowym wielu inwestorów odczuwa presję, by „coś zrobić”: sprzedać część akcji i zredukować ekspozycję, wyjść z rynku i przesunąć portfel w gotówkę, zostać poza rynkiem i czekać na lepszy moment albo po prostu „nie dać się złapać bessie”.

Część inwestorów znacząco lub całkowicie wyszła z rynku tygodnie temu, część miesiące temu, część kwartały temu. I w tym miejscu zaczyna się problem: rynek nie musi spaść tylko dlatego, że inwestor wyszedł z niego z rozsądnych powodów.

Rynek nie spada dlatego, że inwestor wyszedł

Świetnie ilustruje ten fakt najgorętszy obecnie segment rynku: sektor półprzewodników. Indeks PHLX Semiconductor Sector od dołka pod koniec 2022 roku, w okresie nieco ponad trzech lat, do końca 2025 roku zyskał ponad 220%.

Na początku 2026 roku był notowany przy wysokich wskaźnikach wyceny, a segment półprzewodników był najgorętszym miejscem na rynku. Nie brakowało powodów do realizacji zysków.

Jednak od początku 2026 roku indeks zyskał dodatkowe 80%, wliczając w to ostatnią przecenę. Oznacza to, że inwestorzy, którzy zostali dłużej na rynku, mogą sobie pozwolić na ponad 40% spadek i ciągle będą mieć większy kapitał niż ci, którzy „wysiedli z pociągu” na początku 2026 roku.

To tylko jeden, wybrany pod tezę przykład, który nie dowodzi, że nigdy nie należy wychodzić z rynku. Pokazuje za to, jak dużo może kosztować pomyłka po stronie timingu, nawet gdy diagnoza o wysokiej wycenie była prawidłowa.

Nie ma ucieczki od ryzyka

Inwestor nie wybiera pomiędzy ryzykiem a brakiem ryzyka. Wybiera pomiędzy różnymi rodzajami ryzyka.

Ma do wyboru cztery scenariusze:

  • ryzyko bessy: zostaje na rynku i zalicza obsunięcie
  • ryzyko kapitulacji: zostaje na rynku, ale nie wytrzymuje obsunięcia i sprzedaje w złym momencie
  • ryzyko FOMO: wychodzi z rynku za wcześnie, obserwuje kontynuację wzrostów i ponownie wchodzi na rynek, na wyższych poziomach
  • ryzyko złego timingu: wychodzi z rynku zbyt wcześnie i zostawia na stole sporo potencjalnych zysków albo wraca na rynek zbyt późno po bessie

Inwestorzy nie mogą uniknąć trucizny. Mogą co najwyżej wybrać tę, na którą są — ich zdaniem — bardziej odporni.

W debacie o tym, co robić w dojrzałej fazie hossy, często udajemy, że jedna strona ostrzega przed ryzykiem, a druga je ignoruje. W rzeczywistości obie strony ostrzegają przed innymi ryzykami.

Wyjście z rynku, a więc ucieczka przed ryzykiem kapitulacji, ściąga na inwestora ryzyko nieudanego timingu i ryzyko FOMO.

Pozostanie na rynku, czyli unikanie ryzyka złego timingu i FOMO, oznacza wzięcie na siebie ryzyka nieprzeczekania bessy, kapitulacji i długotrwałego „zniechęcenia się do rynku”.

Ryzyko można rozpisać na scenariusze

Skłonność do kapitulacji jest bardzo indywidualna. Zależy od konstrukcji emocjonalnej, sytuacji życiowej, doświadczenia, wielkości portfela, horyzontu czasowego, lewara, płynności, ale także od tego, jakimi inwestorami otacza się inwestor.

Timing łatwiej jest badać statystycznie. Można stworzyć realistyczne scenariusze zachowań inwestora, policzyć wyniki, porównać je ze strategią kup i trzymaj i wyciągnąć wnioski.

Można także potraktować ryzyko kapitulacji jak ryzyko złego rynkowego timingu i odpowiedzieć na pytanie, co się dzieje, gdy inwestor nie wytrzymuje bessy i wychodzi w bardzo złym momencie.

W następnym tekście pokażę kilka interesujących scenariuszy. Na przykład argumentujący, że nawet idealne wyczuwanie dołków bessy nie wygra z „kup i trzymaj” jeśli inwestor przesiedzi poza rynkiem więcej niż połowę hossy.

4 Komentarzy

  1. Grzegorz Link

    Super ciekawy artykuł – dla mnie tym bardziej, że bardzo mocno inaczej to widzę 🙂

    Postaram się ująć kontrargumenty krótko:

    Przeciwstawiając ryzyko bessy ryzyku złego timingu i FOMO (i tego, że pociąg nam ucieknie), wprowadzamy tak naprawdę symetryzm i niepotrzebną presję na samego siebie. Jeśli w każdym momencie rynkowym musimy mieć pozycję (bo albo ryzyko bessy, albo ryzyko, że nam ucieknie do góry), to siłą rzeczy zawsze będziemy niezadowoleni (poza raczej nieistniejącymi przypadkami ludzi, którzy zawsze time'ują rynek idealnie).

    Można przyjąć też inny punkt widzenia: że rynek akcyjny jest nieobowiązkowy, że nie ma presji i konieczności bycia na nim, że tylko od czasu do czasu oferuje nam jakąś okazję inwestycyjną i wtedy warto z niego korzystać.

    A w takim ujęciu sprawy mniej człowieka martwi, że SOXXy mu właśnie uciekły – bo skoro uciekły, i nie był w stanie wcześniej dostrzec w nich okazji, to znaczy, że ta inwestycja nie była optymalna dla niego, dla jego akceptacji ryzyka, dla jego metody inwestycyjnej. I nie ma wobec tego sensu z nią się porównywać i martwić, że uciekła. Nie trzeba każdego pojedynczego tematu, który obecnie grzeje, gonić.

    To, co faktycznie „zawsze” nam zagraża, to inflacja – bo zjada nasze oszczędności, więc ją musimy pokonać, i (stała?) pozycja akcyjna jest jednym z takich możliwych przeciwdziałań. Ale nie jedynym. Można np. wybrać obligacje inflacyjne, i też w dużej mierze inflację pokonamy (nie zawsze i nie w 100%, ale już w dużej mierze).

    Inną metodą to jakieś systematyczne reguły brania / niebrania ryzyka, czym akurat sam się zajmuję najbardziej, ale to już dygresja i nie chcę tu promować swoich metod. Po prostu chcę zauważyć, że te cztery scenariusze, które przedstawiasz, to trochę fałszywa dychotomia, fałszywa symetria.

    Więc wracając do akcji – nie wiem, jak mają inni, ale ja tak mam (przy swojej awersji do ryzyka, swojej strategii inwestycyjnej, swoich celach inwestycyjnych), że dużo bardziej wolę być poza rynkiem w sytuacjach rozgrzanych (która teraz niewątpliwie trwa – i może spokojnie trwać dużo dłużej!), niż mieć presję ciągłego wyboru między bessą a hossą.

    Akcje czasem stanowią super okazję (i to zwykle te niskie regiony wycen, na wykresie, który przytaczasz, choć nie tylko), ale nie są instrumentem obowiązkowym dla każdego inwestora.

    1. trystero (Post autora)

      @ Grzegorz Link

      Proszę, zwróć uwagę na trzy zagadnienia.

      Po pierwsze, nawet w Twoim podejściu inwestycyjnym, zakładającym przerzucanie środków z obligacji w akcje i z powrotem, kwestia timingu ma znaczenie, jeśli zależy Ci na maksymalizacji długoterminowej stopy zwrotu. Ty też wybierasz pomiędzy: robię aktywny timing, trzymam określony portfel, np. 60/40, albo trzymam określony portfel i tylko rebalansuję co roku.

      Po drugie, część ludzi, duża część polskiego FinTwit, wybrała rynek akcji jako główną destynację dla swoich oszczędności. Masz rację, że nie musiała, ale tak zrobiła. Oni mają dokładnie ten wybór, który opisałem.

      Po trzecie, ignorowanie rynku akcji przy zdecydowanej historycznej przewadze stóp zwrotu z tego rynku może być po prostu dużym błędem finansowym dla wielu ludzi. Zwłaszcza średnio i mało zarabiających. Bo lokaty i obligacje mogą nie wystarczyć do zbudowania kapitału emerytalnego.

      1. Grzegorz Link

        Zgadzam się z punktem pierwszym, ale wybór, o którym mówisz (60/40, timing, czy cokolwiek innego) to jest po prostu wybór strategii inwestycyjnej, którą generalnie stosujemy. To wykonuje się raz, najlepiej na początku (w praktyce po jakichś tam już doświadczeniach z rynkiem i z własnymi emocjami na nim), nie przy każdym nowym sygnale z rynku.

        Ale nadal uważam, że Twój punkt 2 i 3 wpisuje się w pewną (niezdrową dziś) narrację fałszywej dychotomii: „jesteś na rynku, albo umierasz!”

        To jest taka fałszywa presja, którą możemy sobie zrobić, i która sama może nas wepchnąć w jeszcze większe kłopoty na rynku, niż potencjalny błąd „nie bycia na nim”. W większe błędy behawioralne.

        Punkt 3 na przykład jest bardzo teoretyczny – teoretycznie ignorowanie rynku akcji jest ryzykowne. Pytanie w porównaniu z czym? Z inflacją? Z obligacjami – ok. Ale z własną karierą na przykład? Zdecydowanie lepszą stopę zwrotu da inwestycja w rozwój kariery, nowe umiejętności, sieć kontaktów, niż śledzenie modnych tematów i martwienie się tym, czy nam SOXX uciekł a my powinniśmy na nim być 🙂

        Chodzi o to, że niepotrzebne robimy sami sobie presję z tą hossą i koniecznością bycia w niej, presję dokonania wyboru. I presję gonienia modnych tematów (bo a nuż obniży to nam przyszłą stopę zwrotu!).

        Moim zdaniem zdrowiej jest dokonywać wyboru tylko wtedy, kiedy to jest konieczne, tj. kiedy coś uznajemy za jednoznacznie korzystną (z punktu widzenia naszej strategii, apetytu na ryzyko itd.) decyzję.

        Zamiast frame'owania każdy brak decyzji jako jakąś nieoptymalną decyzję, bo z jakiegoś punktu widzenia może tak być, ale to wg mnie niezdrowy punkt widzenia.

        Proponowałbym inne podejście: zakładaj zawsze (w miarę możliwości), że jesteś poza rynkiem, i zadaj sobie pytanie: czy w tej chwili zaczynając inwestowanie, otwierając nową pozycję, wiedząc wszystko co wiem o rynku, chciałbym w nim być?

        Dla mnie odpowiedź jest: w tej chwili raczej nie, raczej byłbym ostrożny. Nawet na SOXXach pół roku temu była „nie”.

        Może po prostu optymalizuję coś innego niż stopa zwrotu? Może minimalizuję tym obciążenie informacyjne i decyzyjne.

        1. trystero (Post autora)

          @ Grzegorz Link

          Ja też nie uważam, że obowiązkiem inwestora jest gonienie SOX, AI czy innych modnych tematów. To droga do underperformance.

          Natomiast obecność na rynku akcji nie oznacza gonienia modnych tematów. Może oznaczać fundusze indeksowe albo selekcję małych i średnich spółek z GPW i długoterminowe trzymanie ich w portfelu.

          Mój tekst dotyczył ludzi, którzy już uznali akcje za ważną część portfela i zastanawiają się, czy „siedzieć na akcjach przez cały cykl”, czy próbować market timingu. Bo tacy ludzie zastanawiają się, czy wychodzić z rynku, gdy jest „rozgrzany”. Wyjście jest decyzją inwestycyjną, a nie stanem neutralnym.

          Ten wybór ma koszt i to pokazuje mój tekst.

          A to, czy akcje powinny być w portfelu, to jest zupełnie inna dyskusja, w której zajmuję pozycję: „powinny”. Jednocześnie zgadzam się z Tobą, że można optymalizować „święty spokój”.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *


Twoje dane osobowe będą przetwarzane przez Dom Maklerski Banku Ochrony Środowiska S.A. w celu: zapewnienia najwyższej jakości naszych usług oraz dla zabezpieczenia roszczeń. Masz prawo dostępu do treści swoich danych osobowych oraz ich sprostowania, a jeżeli prawo na to pozwala także żądania ich usunięcia lub ograniczenia przetwarzania oraz wniesienia sprzeciwu wobec ich przetwarzania. Masz także prawo wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Więcej informacji w sekcji "Blogi: osoby komentujące i zostawiające opinie we wpisach" w zakładce
"Dane osobowe".

Proszę podać wartość CAPTCHA: *

Opinie, założenia i przewidywania wyrażone w materiale należą do autora publikacji i nie muszą reprezentować poglądów DM BOŚ S.A. Informacje i dane zawarte w niniejszym materiale są udostępniane wyłącznie w celach informacyjnych i edukacyjnych oraz nie mogą stanowić podstawy do podjęcia decyzji inwestycyjnej. Nie należy traktować ich jako rekomendacji inwestowania w jakiekolwiek instrumenty finansowe lub formy doradztwa inwestycyjnego. DM BOŚ S.A. nie udziela gwarancji dokładności, aktualności oraz kompletności niniejszych informacji. Zaleca się przeprowadzenie we własnym zakresie niezależnego przeglądu informacji z niniejszego materiału.

Niezależnie, DM BOŚ S.A. zwraca uwagę, że inwestowanie w instrumenty finansowe wiąże się z ryzykiem utraty części lub całości zainwestowanych środków. Podjęcie decyzji inwestycyjnej powinno nastąpić po pełnym zrozumieniu potencjalnych ryzyk i korzyści związanych z danym instrumentem finansowym oraz rodzajem transakcji. Indywidualna stopa zwrotu klienta nie jest tożsama z wynikiem inwestycyjnym danego instrumentu finansowego i jest uzależniona od dnia nabycia i sprzedaży konkretnego instrumentu finansowego oraz od poziomu pobranych opłat i poniesionych kosztów. Opodatkowanie dochodów z inwestycji zależy od indywidualnej sytuacji każdego klienta i może ulec zmianie w przyszłości. W przypadku gdy materiał zawiera wyniki osiągnięte w przeszłości, to nie należy ich traktować jako pewnego wskaźnika na przyszłość. W przypadku gdy materiał zawiera wzmiankę lub odniesienie do symulacji wyników osiągniętych w przeszłości, to nie należy ich traktować jako pewnego wskaźnika przyszłych wyników. Więcej informacji o instrumentach finansowych i ryzyku z nimi związanym znajduje się w serwisie bossa.pl w części MIFID: Materiały informacyjne MiFID -> Ogólny opis istoty instrumentów finansowych oraz ryzyka związanego z inwestowaniem w instrumenty finansowe.