Wskaźniki nastrojów, lub jak kto woli – sentymentów, to jeden z ważniejszych czynników odpowiadających za koniunkturę giełdową.
Taki wskaźnik regularnie ogłaszany USA ostatnio narobił nieco szumu w finansowych social mediach. Chodzi o University of Michigan Consumer Sentiment Index (UMCSI). To jeden z najważniejszych wiodących wskaźników makroekonomicznych w USA, publikowany od 1952 roku.
Co mierzy? Mierzy stopień optymizmu (lub pesymizmu) amerykańskich gospodarstw domowych odnośnie stanu ich własnych finansów oraz ogólnej kondycji gospodarki, zarówno w krótkim, jak i długim terminie.
Opiera się na comiesięcznym badaniu telefonicznym przeprowadzanym na reprezentatywnej próbie co najmniej 500 amerykańskich gospodarstw domowych. Zadaje się im pytania o zmianę ich własnej sytuacji finansowej, o ocenę warunków ekonomicznych w kraju i czy to dobry moment na większe zakupy typu dom lub samochód. Odpowiedzi są ważone i indeksowane.
Poniższy wykres pokazuje ten wskaźnik (niebieski) na tle zmian indeksu giełdowego S&P 500 (pomarańczowy):

Co uderza w przebiegach obu? Otóż historyczny dołek (All Time Low) na nastrojach mierzonych wspomnianym wskaźnikiem i zupełnie skrajna sytuacja indeksu S&P 500, który jest bliski ATH i po serii rekordów wszech czasów. Sytuacja wręcz ekstremalna i bez precedensu.
Ludzie wpadli w mocny pesymizm, głębszy niż podczas bess i recesji. I to w sytuacji, gdy giełda rośnie jak na drożdżach, bezrobocie jest niskie, USA są nadal największą gospodarką świata, a ogromna część mieszkańców Ziemi marzy o tym, by właśnie w USA mieszkać. Połowa gospodarstw w USA ma jakieś zaangażowanie w akcje, rosnące szybko ceny powinny cieszyć. Więc co się stało, że się… zdołowało?
Powodów jest kilka i nie wymienia się ich nigdy przy forwardowaniu powyższego wykresu:
1. Efekt ceł Trumpa
Konsumenci obawiają się wzrostu cen i perturbacji w gospodarce z powodu ceł. A rynek akcji wycenia za to scenariusz, że cła są przejściową, a nie trwałą polityką. Powstaje ciekawy efekt, czyli recesja w głowach ludzi, ale nie w danych makro.
2. Rosnąca inflacja
Konsument odczuwa wzrost cen, szczególnie ropy, choć Trump próbuje mu wmówić, że spadają. Indeks Michigan mierzy zresztą subiektywne odczucia, nie matematyczną inflację. Tymczasem S&P 500 reagował na zwalniającą inflację, co jest pozytywne dla wycen.
3. Polaryzacja polityczna i geopolityka
Trump skutecznie skłócił i spolaryzował społeczeństwo, które w coraz większym stopniu neguje jego działania. Social media pogłębiają podziały i rozsiewają hejt. Do tego nieustanne konflikty, teraz Iran i Chiny. Giełda nic sobie z tego nie robi, zyski spółek rosły bowiem w niespotykanym tempie.
4. Pogłębiające się nierówności
Bogatsi stają się coraz bogatsi. Szczególnie baronowie spółek technologicznych. Doły społeczne tracą dystans coraz bardziej. Tymczasem indeks odzwierciedla przede wszystkim rosnące zasoby big-techów.
5. Rynek pracy to 2 różne rzeczywistości
Ludzie obawiają się, że AI zabierze im pracę. A dopiero co Musk zrobił sporą czystkę etatów w administracji. Indeks natomiast wycenia zyski korporacji, nie sytuację pracowników.
I tak można by mnożyć, sięgając choćby do kryzysu mieszkaniowego, brak perspektyw odczuwanych przez młodych, ubożejącą klasę średnia czy pesymizm generowany przez media.
Jaki wpływ ten rozjazd ma dla rynku akcji?
Wskaźniki nastroju są zwykle sygnałem kontrariańskim. Albo nastroje społeczne się poprawiają (to rynek ma rację), albo rynek akcji się koryguje (konsumenci mają rację). Jest w tym jedno bezprecedensowe ALE:
Tak niskie odczyty wskaźnika nastrojów następowały w dołkach bess, a tymczasem mamy przecież szczyt hossy!!!
W tej sytuacji nie bardzo wiadomo jak to interpretować. Nie ma precedensów do porównania.
Coraz wyższe ceny akcji nie poprawiają już od lat spadających nastrojów, więc dlaczego miałoby się to zmienić? Być może części społeczeństwa jest żal, że z tej hossy nie skorzystali. Czy rynek może dalej rosnąć przy słabych nastrojach? Może. Chyba, że rzeczywistość konsumpcyjna nieubłaganie zapuka do drzwi giełdy. Czy spadek indeksu poprawiłby nastroje? Nie bardzo, wręcz przeciwnie.
Mamy więc kolejne „tym razem jest inaczej”. I w pewien sposób dowód na to, że pieniądze (z giełdy) szczęścia powszechnego nie dają.
—kat—


Niezależnie, DM BOŚ S.A. zwraca uwagę, że inwestowanie w instrumenty finansowe wiąże się z ryzykiem utraty części lub całości zainwestowanych środków. Podjęcie decyzji inwestycyjnej powinno nastąpić po pełnym zrozumieniu potencjalnych ryzyk i korzyści związanych z danym instrumentem finansowym oraz rodzajem transakcji. Indywidualna stopa zwrotu klienta nie jest tożsama z wynikiem inwestycyjnym danego instrumentu finansowego i jest uzależniona od dnia nabycia i sprzedaży konkretnego instrumentu finansowego oraz od poziomu pobranych opłat i poniesionych kosztów. Opodatkowanie dochodów z inwestycji zależy od indywidualnej sytuacji każdego klienta i może ulec zmianie w przyszłości. W przypadku gdy materiał zawiera wyniki osiągnięte w przeszłości, to nie należy ich traktować jako pewnego wskaźnika na przyszłość. W przypadku gdy materiał zawiera wzmiankę lub odniesienie do symulacji wyników osiągniętych w przeszłości, to nie należy ich traktować jako pewnego wskaźnika przyszłych wyników. Więcej informacji o instrumentach finansowych i ryzyku z nimi związanym znajduje się w serwisie bossa.pl w części MIFID: Materiały informacyjne MiFID -> Ogólny opis istoty instrumentów finansowych oraz ryzyka związanego z inwestowaniem w instrumenty finansowe.