Żal (ang. regret) – potrafi sparaliżować inwestora lub prowadzić do skrajnie nieracjonalnych decyzji.
Czym jest, jak objawia się w procesie inwestowania i tradingu?
To emocjonalna reakcja, ból, frustracja, odczuwane wobec pojawienia się negatywnych efektów podjętej decyzji (lub działania) w sytuacji:
– straty w przeprowadzonej transakcji
bądź też
– braku pozytywnych wyników (np. kurs stoi w miejscu gdy reszta rynku rośnie).
Druga jego nie mniej istotna forma: katusze jakie pojawiają się kiedy nie „pociągniemy za cyngiel” czyli wówczas gdy nie zdecydujemy się na transakcję, która mogła, widziana post factum, przynieść nam profity.
Łatwo go rozpoznać w sensie fizjologicznym– ukłucie w sercu, ścisk w żołądku, skurcz mięśni na samym końcu przewodu wydalniczego, winda w przełyku, pieczenie policzków, mrowiący ruch hormonów w czubku głowy, intensywny pot, pojawiające się czasem w towarzystwie słów powszechnie uważanych za niecenzuralne (werbalnie lub myślowo).
Wobec tak nieprzyjemnych doznań tłumaczenie angielskiego „regret” jako zwykły ‘żal’ to za mało. Trzeba by wyraźnie odróżnić go od melancholijnego żalu odczuwanego np. z odchodzącym latem, i nazwać wręcz boleścią, której towarzyszy natrętne poczucie winy. Lub też ból i żal połączyć w jedno nowe słowo, bliższe rozgoryczenia niż rozczarowania.
Z dwóch wspomnianych rodzajów inwestycyjnego żalu zwykle ten odczuwany w wyniku NIE podjętych działań ma niższe natężenie, boli mniej, ale przede wszystkim trwa o wiele krócej. Kiedy bowiem w drugim przypadku czyli w wyniku podjętej przez inwestora decyzji, pozycja wchodzi w obszar strat, musi się on zmierzyć z emocjonalnym bólem czasem przez wiele miesięcy bessy w długoterminowym zaangażowaniu na rynku. To m.in. dlatego zaleca się jak najrzadsze sprawdzanie notowań.
Behawioryści wykryli pewien efekt, będący konsekwencją opisanego wyżej procesu – po angielsku to tzw. „aversion to regret” czyli „awersja do żalu”. Najprościej rzecz ujmując to strach, obawa przed doznaniem bólu z powodu możliwości pojawienia się żalu, który już znamy i traumatycznie pamiętamy z przeszłych transakcji. Mając już jako takie doświadczenia z przeżywaniem strat, znając poczucie żalu i nie przerobiwszy w sobie porządnie tej emocji, wiemy już z góry co może nas czekać, jak nasze życie może zamienić się na jakiś czas w udrękę. Szczególnie mocno owa awersja daje o sobie znać po kolejnej stracie lub ich serii. Po części dochodzi nam tutaj inny efekt – awersji do strat lub generalnie ryzyka – ale jak pisałem wcześniej należałoby wszystkie emocje i ich źródła solidnie zidentyfikować aby je w dalszej kolejności „przepracować”, jak mówią psychologowie, i poddać pewnej kontroli.
Literatura behawioralna podaje kilka praktycznych objawów „awersji do żalu”, z których wynotowałem 4 warte uwagi:
1/ Skłonność do opóźniania decyzji kosztem utrzymywania status quo.
Bierze się to z asymetrii emocjonalnej wspomnianej wyżej – więcej bólu przyprawia potencjalnie zła decyzja niż jej niepodjęcie, prowadzące często wręcz do paraliżu.
2/ Unikanie sprzedawania papierów, które przynoszą aktualnie straty. Lub w tradingu – nie honorowanie stop-lossów.
Nakłada się bowiem na to kolejny poziom żalu – tego, który pojawi się gdy po zamknięciu stratnej pozycji kurs jednak odbije.
Tu szczególnie możemy dojść do bardzo nieracjonalnych działań, mocno nacechowanych emocjonalnym bólem – im głębiej zanurzamy się w straty, tym staje się on bardziej nie do zniesienia w pewnym momencie i dochodzi do kapitulacji czyli zamknięcia pozycji w ogromną stratą.
3/ Gonienie uciekającego pociągu.
Rozterki z powodu zbyt długiego czekania przed wejściem na pozycję (aż do paraliżu) lub niezauważenia w porę okazji, prowadzą do rozładowania napięcia przez zakup papierów gdy kurs przebył już spory dystans. Dlatego sugeruję od zawsze rozważenie skalowania (ang. scaling-in) czyli budowania pozycji na wiele rat, o ile to możliwe.
4/ Efekt stadny.
Kupujemy to co cieszy się dużym powodzeniem reszty inwestorów zamiast skupić się na tym co sami uznajemy za warte zainwestowania. Obniżamy w ten sposób nasz potencjalny żal działając w grupie, mogąc ewentualnie przypisać winę innym, a wówczas żal zmienia się w nieco lżejsze „rozczarowanie”.
Chyba, że okazujemy się tym inwestorem, który „gasi światło” czyli kupuje jako ostatni, na górce – wówczas żal się nasila.
Owa awersja dobrze zanalizowana i poddana tuningowi może być podglebiem dla uczynienia nas mądrzejszymi, bardziej świadomymi inwestorami. Z drugiej strony, niekontrolowana może prowadzić do ZWIĘKSZENIA RYZYKA zamiast jego kontroli (np. powiększanie pozycji zamiast uhonorowanie stopa) lub też do PODEJMOWANIA nierozsądnych decyzji (np. odpalenie stopów zanim kurs rzeczywiście do nich dotrze).
Przeciwna strona żalu to duma. Z osiągniętego zysku oczywiście. W pełni racjonalny inwestor nie odczuwa żadnej z nich. Inwestor „behawioralny”, czyli w jakimś stopniu nie do końca racjonalny, odbiera oba te rodzaje emocji z różnym natężeniem, z inną wrażliwością na nie pomiędzy różnymi ludźmi. Kahneman i Tversky udowadniali w eksperymentach, że o ile ból żalu z potencjalnej inwestycji staje się wyższy subiektywnie niż spodziewana duma, wówczas do transakcji często nie dochodzi.
I najważniejsze – co ma to wszystko wspólnego z mechanicznymi, systematycznymi strategiami, takimi jak wspominane poprzednio DCA czy Rebalancing? Otóż automatycznie podejmowane decyzje, które nie wymagają każdorazowej analizy w sytuacji skażonej szeregiem emocji, stresem i niepewnością, pomagają zredukować poczucie żalu, osłabiają negatywne cztery objawy awersji wymienione wyżej. Szczególnie jeśli poddać je kompletnemu automatyzmowi tj. zlecenia generować z komputera bez angażowania się w każdorazowe decyzje (z tego co wiem niektórzy brokerzy wręcz sami oferują usługę uśredniania w ramach metody DCA).
–Kat—


Dodaj komentarz