Nadeszła 1.30 a.m. polskiego czasu i oczekiwane głosowanie w amerykańskim senacie. Czekam i czekam… ale głosowanie opóźnia się, więc umieszam komentarz „przed decyzją”, aby nie czekać do rana :-). Przy okazji, czas na krótki quiz! – trzy pytania, trzy krótkie odpowiedzi. 1.Czy plan ratunkowy dla amerykańskiego systemu finansowego jest w ogóle potrzebny? – TAK/NIE. 2.Czy może być przedmiotem gry politycznej? – TAK/NIE. 3.Czy jego wprowadzenie powinno budzić nadmierne nadzieje? – TAK/NIE. Każdy niech zaznaczy pożądaną przez siebie odpowiedź i pomyśli, dlaczego tak wybrał.
Plan ?B”
Po odrzuceniu ?Planu Paulsona” przez Izbę Reprezentantów w ostatni poniedziałek sprawa wydawała się przegrana. Wydarzenia toczą się jednak wyjątkowo szybko. Nad własnym planem pracują republikanie, powstał też specjalny zespół w Senacie. Można to zrozumieć, albowiem najbliższe wybory są tuż tuż. Już ?za chwilę” George Bush przestanie być przecież prezydentem, a Henry Paulson – sekretarzem stanu. Już dzisiaj głosowanie tego ?nowego planu” przez Senat, a jeśli przejdzie,wówczas jutro – przez Izbę Reprezentantów. Polityczna zakulisowa gra, w świetle fleszy wygląda nieco inaczej. Obaj kandydaci do Białego Domu w zbliżających się wyborach, demokrata Barack Obama i republikanin John McCain, zgodnie zaapelowali we wtorek do kongresmanów o porzucenie partyjnych sporów jak najszybsze uchwalenie planu ratunkowego dla sektora finansowego.
Za kurtyną z pewnością próbują jednak obaj jak najwięcej ugrać na rzecz wzrostu własnej popularności i zdobycia dodatkowych punktów. McCain dużo stracił poprzez szczerość, mówiąc, iż nie zna się na ekonomii. Obama za to gra szybko i ostro – jak mówi ?Nadejdzie czas ukarania tych, co wzniecili ten pożar, ale teraz musimy razem go ugasić” (..) ?Chociaż jest wielu winnych (powstałej sytuacji) na Wall Street i w Waszyngtonie…na nas wszystkich ciąży odpowiedzialność przezwyciężenia tego kryzysu, ponieważ dotyka on finansowej kondycji każdego Amerykanina”. Jakbym oglądał ?Dzień niepodległości”! A tłum ?przeciętnych zadłużonych amerykanów” stojących w długich kolejkach po paliwo na stacjach benzynowych i protestujący na Wall Street pod hasłami, aby to ich długi wykupić, a nie banków, które są winowajcami całego kryzysu ma sporo racji. Co zrobił Senat o 1.30 rano polskiego czasu? O tym będziemy wiedzieć rano tuż po przebudzeniu….
Kryzys zaufania i narodziny „IMPERIUM”
Szczegóły planu ratunkowego określanego ?Planem Paulsona” lub „Drugim planem Paulsona” (w sprawach kluczowych różni się przede wszystkim ulgami dla biznesu i posiadaczy kredytów mieszkaniowych oraz kwotą udzielanych gwarancji na jedno depozytowe konto bankowe – 250, a nie 100 tys USD) wszyscy znają – wiąże się z nim jednak szereg faktów, równie ważnych, które schodzą na dalszy plan. Kryzys amerykański to już nie tylko kryzys na rynku nieruchomości, ale przed wszystkim kryzys zaufania, szczególnie na rynku międzybankowym. Ten kryzys zaufania dość mocno rozlał się także w Europie. Banki bardzo mocno ograniczyły wzajemne pożyczki windując ich koszt, a dodatkowe środki kierowane przez banki centralne dla ratowania płynności uzyskują na organizowanych przetargach horrendalne rentowności. Ten wymiar w sferze mentalnej jest o wiele groźniejszy niż w sferze materialnej. Kryzys finansowy będzie jednym z tematów najbliższego szczytu UE, który odbędzie się w dniach 15-16 października w Brukseli.
Przewodniczący Komisji Europejskiej Jose Barroso ujawnił, że w UE trwają rozmowy nad „wspólnymi działaniami”, które w dobie kryzysu finansowego pozwolą lepiej zagwarantować oszczędności Europejczyków zdeponowane w bankach. KE prowadzi rozmowy nad lepszymi gwarancjami wkładów osób fizycznych, zdeponowanych w bankach, tak by ich oszczędności nie ucierpiały w wyniku kryzysu (obecna unijna dyrektywa z 1994 roku w sprawie gwarantowania depozytów zapewnia w razie upadku banku zwrot 90 proc. wartości wkładu, ale nie więcej niż 20 tys. Euro). O krok do przodu poszła Irlandia. Irlandzki rząd ogłosił we wtorek, objęcie państwowymi gwarancjami na dwa lata depozytów w sześciu krajowych bankach o wartości 400 mld euro. W środę komisarz ds. konkurencji Neelie Kroes poinformowała, iż na czas kryzysu finansowego została przez KE upoważniona do podejmowania osobiście pilnych decyzji w sprawie ratowania instytucji sektora bankowego, bez konieczności długotrwałych procedur i formalnej zgody pozostałych 26 komisarzy. Ma to robić w ścisłym kontakcie, wyłącznie z przewodniczącym Barroso, a także komisarzem McCreevym i komisarzem ds. finansowych i gospodarczych Joaquinem Almunią. Jeśli ktoś oglądał ?Gwiezdne Wojny” to pamięta, iż w podobnych warunkach chaosu i przy podobnym przekazywaniu władzy (dla jej usprawnienia) powstawało mroczne ?Imperium”
Pomoc publiczna a sprawa Polska.
Na tle kryzysu finansowego warto zauważyć problem polskich stoczni. Czym się różnią polskie stocznie od europejskich banków – to pytanie skierowane dzisiaj do unijnej komisarz ds. konkurencji wywołało nieco konsternacji. Jak to jest, że polskie stocznie mogą upaść z powodu braku pomocy, a banki mogą być w podobnej sytuacji ratowane? Dziwne, prawda? Unijna komisarz do spraw konkurencji Neelie Kroes zamierza zaproponować Komisji Europejskiej odrzucenie programów restrukturyzacyjnych polskich stoczni Gdynia, Gdańsk i Szczecin. Komisja Europejska zatwierdziła brytyjskiego środę plan ratowania brytyjskiego banku Bradford and Bingley, zaledwie w dwa dni po jego expressowej nacjonalizacji przez rząd w Londynie. (procedura zatwierdzania przez KE pomocy publicznej trwa w normalnym trybie o wiele dłużej). Jak informuje dziennik.pl: ?Jeśli unijna komisarz do spraw konkurencji Neeli Kroes zamierza nakłonić Komisję Europejską do wydania decyzji o zwrocie państwowej pomocy dla stoczni, to można spodziewać się „traktatowego szantażu” ze strony Polski i międzynarodowej awantury w skali całej UE (…) Senator Platformy Obywatelskiej Krzysztof Zaremba twierdzi, że jeśli to lobbing może pogrążyć plan Polski w sprawie ratowania stoczni, to nasz kraj powinien wstrzymać się z ratyfikacją Traktatu z Lizbony”. Jeszcze raz spytam – czemu ratować brytyjskie czy niemieckie banki a nie polskie stocznie?
Szukanie sensacji ?po polsku” !
Polskie banki nie inwestowały znaczących kwot na rynkach lub w aktywa, które są obecnie zagrożeniem dla sektora finansowego. Trwa jednak szukanie ?czarnych owiec”. Szacuje się, iż ok. 2 procent aktywów polskich banków to aktywa ?skażone”. To naprawdę niewiele i rację mają ci, którzy twierdzą, że nie mamy się czego bać. Polskie banki mają świetne wyniki finansowe i wysokie zyski oraz dużą zdolność kredytową zabezpieczoną w depozytach. No, ale nawet tutaj można próbować zbijać punkty w sondażach albo zaszkodzić innym, aby to oni nie zdobywali tych punktów. Podczas gdy wszyscy (rząd i minister finansów oraz gospodarki w szczególności, Prezes NBP, KNF, eksperci) uspokajają społeczeństwo, iż jesteśmy ?bezpieczną oazą” są i oznaki całkiem innych postaw. Wyjątkowo nieroztropnie wygląda dzisiejsza propozycja jednej z naszych partii opozycyjnych, aby powołać gremium złożone z przedstawicieli wszystkich partii politycznych dla przeciwdziałania kryzysowi finansowemu w Polsce. Tylko gdzie ten kryzys jest? Dla mnie to wyraz totalnego ekonomicznego analfabetyzmu albo celowe i całkowicie nieuzasadnione podsycanie strachu w obywatelach w sobie tylko wiadomym celu. Największy kryzys przechodzi chyba sam autor tego pomysłu i ci, którzy go rozpowszechniają jako dobry pomysł. Co prawda, Franklin Delano Roosevelt powiedział niegdyś ?jedyną rzeczą, której powinniśmy się bać jest sam strach”, ale jemu chodziło o co innego….
Co dalej?
Plan – czy będzie czy nie, to kluczowe problemy i tak pozostają. Uleczenie sektora finansowego w USA nie uleczy bowiem finansów obywateli. Jeśli ceny nieruchomości będą nadal spadać, konieczny będzie kolejny ?Plan C” potem ?Plan D” itp. W krótkim terminie banki mogą jednak złapać nieco oddechu i zdobyć się na odrobinę zaufania względem siebie, dzięki gwarancjom rządowym. Na rynku amerykańskim może nasilać się znany nam od niemal roku problem – umorzenia w funduszach. Sporo mówi się i pisze o polskich TFI i posiadaczach jednostek w naszym kraju. Tymczasem środki uciekają z funduszy także w USA i to zapewne w bardziej dotkliwy dla rynku sposób niż w Polsce. Gospodarka USA, to gospodarka w recesji (nie bójmy się tego słowa), w której brak oszczędności będzie powodował, iż będzie ona przez pewien czas konsumować samą siebie.
Poza tym, w portfelach międzynarodowych funduszy inwestycyjnych, emerytalnych, czy w portfelach indywidualnych inwestorów znajduje się masa akcji firm, które mogą upaść. Ryzykowne są, zatem już nie tylko papiery oparte na kredytach hipotecznych, których wartość spada niemal do zera, ale także wycena akcji firm, które w razie upadku także będą w portfelach stanowić – ZERO. Wyceny będą spadać a stopy zwrotu – podobnie. W połączeniu ze wzrostem bezrobocia w USA i rosnącymi kosztami obsługi zadłużenia amerykanów, może to zachęcać lub nawet zmuszać ich do umorzeń posiadanych aktywów, co nie zostanie bez wpływu na notowania cen akcji.
Nam pozostaje liczyć, że tak jak jesteśmy oazą na wzburzonym morzu finansowym, tak samo pozostaniemy oazą pośród innych giełd, i zaczniemy wykazywać większą siłę relatywną naszego rynku względem Wall Street czy londyńskiego Citi.


Dodaj komentarz