Pozostało jeszcze poszukanie odpowiedzi na drugie pytanie z wpisu inicjującego kwestie linii trendu: skąd taka atencja względem tego narzędzia u analityków i jak praktycznie wycisnąć z niego jakieś brzęczące lub szeleszczące korzyści.
Ja również jestem gorącym miłośnikiem Analizy Technicznej więc jeśli ktoś podejrzewa, że chciałbym dokonać w niej rewolucji albo ukraść należny jej respekt, to niestety jest w głębokim błędzie 🙂 Ja tylko chciałbym przywrócić w niej i wobec niej prawidłową równowagę. Co to znaczy – odpowiedź na końcu.
Wróćmy jednak w tym celu do naszej technicznej linii trendowej. Już wiemy, że jest tylko odległą kuzynką metody statystycznej, że precyzja jej rysowania to wolna amerykanka i że ogromny wpływ na jej przebieg ma sposób kompilacji danych w wykres. To gdzieś są w takim razie ukryte konfitury ? Dlaczego pojawia się z taką namiętnością w większości analiz?
Oto kilka na ten temat, niekoniecznie alternatywnych, obserwacji:
1/ Linia trendu ma określać kierunek rynku: spadkowy, wzrostowy lub boczny (beztrendowy)
Zaraz, zaraz, skąd analityk wie, że jest trend boczny ? Linia trendu biegnie równolegle do poziomej osi wykresu? Ciężko mi nawet sobie taki fakt z przeszłości przypomnieć… A jeśli jest nieco wobec osi nachylona to jaki kąt owego nachylenia odróżnia trend od beztrendzia? Czy ktoś kiedyś widział jakieś zalecenia odnośnie tego kąta? A więc mamy problem… Trzeba by posłużyć się intuicją? Jednym z najzawodniejszych instrumentów w inwestowaniu giełdowym ? Niekoniecznie – są inne narzędzia. Linią trendu określimy jedynie, i to w przybliżeniu, sam wzrost lub spadek. Mam lepszy pomysł. Ów czerwony bohomaz poniżej to moja prywatna linia trendu. Ona nawet czasem biegnie równolegle do podłogi. Czyż nie jest użyteczniejsza w określeniu kierunku od z takim trudem rysowanej prostej ? Każda inna krzywa jest w tym od linii trendu lepsza.
2/ Linia trendu jest nieelastyczna i dlatego czasem następują jej przebicia, określające zmianę trendu.
Trend to opoka A.T., w długim terminie częściej ma on zapędy do kontynuacji niż zmiany kierunku. Czy na pewno? Spójrzmy na wykres poniżej. Pokazuje on jak w miarę rozwoju trendu przebijane i rysowane są z konieczności od nowa kolejne linie trendowe. Oczywiście z perspektywy czasu widzimy tylko tę ostatnią, przebitą na dobre. Nikt nie zawraca sobie już głowy tymi wcześniejszymi, tzw. fałszywymi wybiciami. A one były kosztowne. I było ich po drodze więcej ale postarałem się wyodrębnić sekwencję w jakiej mogły po kolei powstawać te najważniejsze.
Nad tym grobem panuje jednak zwykle cisza. W A.T. historia się powtarza, z fałszywymi przebiciami niestety również. W tym trendzie spadkowym wyszły circa 4 fałszywki i 1 wybicie prawdziwe. Trafność – 20%. Bardzo marnie. To pierwsza bolesna lekcja jaką odbiera adept A.T. Ale nie analityk…
3/ Linia trendu działa jako wsparcie podczas wzrostów i opór w spadkach
Sytuacja podobna jak paragraf wyżej-jak sobie narysujesz tak będzie cię wspierać i oporować, każdemu ów poziom wyjdzie więc z różną dokładnością. A milimetr niedokładności w rysowaniu na pierwszym ekstremum oznacza pół centymetra różnicy w poziomach po 100 dniach na wykresie. Fałszywe przebicia wyrysowane wyżej są właśnie owymi obszarami opór/wsparcie ale problem pozostaje ten sam – najlepiej widać je z perspektywy czasu, gdy ?poprawną” linię trendu rysuje się na nowo a wówczas trafność skacze nam do 80%. Na papierze. W czasie rzeczywistym jest sporo niższa.
4/ Linia trendu to wdzięczny obiekt analitycznej twórczości
Pobłażliwość dla braku precyzji jej rysowania (mimo jednoznacznej definicji) powoduje, że w analizie można wcisnąć dowolny jej przebieg, wielokrotnie poprawić tłumacząc to fałszywym wybiciem, zmieniać kąty, dodawać inne linie niższego rzędu, stworzyć niemal pole bitwy wokół jej przebić, wybić, odbić, muśnięć i ślizgów. Dość spora subiektywność tworzenia daje bogactwo możliwości interpretacji, złudzenia kontroli nad rynkiem i co najważniejsze – nie wymaga określenia szczegółowych ustawień. Bo już każdy inny wskaźnik wymaga podania choćby okresu wziętego do jego wyliczenia przez co łatwo zweryfikować skuteczność jego i analityka. Nikt nie zweryfikuje linii trendu bo nikt się nie bawi w kodowanie i testowanie tak zawodnego narzędzia, którego nie stosuje się w systemach, a we wszelkich strategiach używa się całej palety innych metod pomiaru trendu ale nie tą. Linia trendu to więc jedynie elegancki i efektowny gadżet analityczny gdyż jego wartość użytkowa w tradingu jest niewielka. Nie daje żadnej przewagi nad rynkiem a wręcz sam tworzy nieefektywności po stronie inwestora zamiast eksploatować te po stronie rynku.
Wszystkie te drobiazgowe rozważania miały na celu wskazanie dwoistej natury Analizy Technicznej. Linia trendu przynależy do tej ciemniejszej strony, którą cechuje duża subiektywność, niereplikowalność i w rezultacie zawodność, z ograniczoną możliwości weryfikacji. Ale te wady są właśnie parawanem dla niezasłużonej popularności, pozornej prostoty i zwodniczego poczucia kontroli. Wszystkie te elementy rzutują jednak na całość odbioru Analizy Technicznej i one właśnie rzucają na nią długi cień ułomności oraz stanowią cel krytyki jej przeciwników. Wynoszenie tego typu narzędzi do rangi sztuki jest niczym innym jak rąbaniem drzewa siekierą z ruchomym trzonkiem – czasem uda się kawałek odrąbać ale więcej w tym filozofii niż efektywności!
–*Kathay*–




Analiza Trystero opiera sie o indeks ważony kapitalizacją. Czyli spółki uczestniczące w boomie mają największy wpływ na najbliższe lata. Rotacja,…