Przy okazji „filmowego” wpisu wyszedł temat używek na Wall Street. Proponuję jako ciekawostkę podrążyć temat nieco głębiej, z uwzględnieniem również innych chemicznych wspomagań w inwestycjach.
Niejednokrotnie czytałem lub słyszałem (jak w filmie „Inside job”), czy o zgrozo nawet sam pisałem na temat narkotyków w giełdowym biznesie. Powszechnie znanym faktem była ich popularność na Wall Street w latach 80-tych, dwie dekady później są tam nadal swoistym acz nieoficjalnym oczywiście elementem modelu kultury towarzyskiej – rozrywki i spotkań pobiznesowych. Teza o ostatnim kryzysie spowodowanym przez zamroczonych maklerów i quantów z wiecznie „białymi nosami” sprzedaje się nieźle, i pewnie tkwi w niej jakieś ziarnko prawdy aczkolwiek bliżej jej do zamachów na samoloty w sztucznej mgle niż solidnej faktografii. A tej ostatniej pod dostatkiem znajdziemy w gorącym jeszcze, 650-cio stronicowym dokumencie, sporządzonym 13 kwietnia przez senat USA w oparciu o wielomiesięczne śledztwo, i zatytułowanym „WALL STREET AND THE FINANCIAL CRISIS: Anatomy of a Financial Collapse”, który możemy przeczytać w oryginale tutaj na przykład.
Nawet nie znający angielskiego nie powinni mieć problemu ze zrozumieniem tego tytułu. I wprawdzie nie padają w owym raporcie słowa o narkotykach, nie znaczy, że finansiści stoją daleko od podejrzeń. Jesienią 2010 roku przez media amerykańskie przetoczył się obszernie cytowany i komentowany cykliczny raport firmy Sterling Infosystem, która zajmuje się wyrywkowym badaniem populacji pod kątem zażywania proszków i ziół umilających egzystencję. Na Wall Street wyglądało to w liczbach mniej więcej tak:
– próba kontrolna objęła 5900 zatrudnionych w 270 finansowych placówkach
– 2% z testowanych pozytywnie przeszła test co świadczy o kontakcie z narkotykami; to jednak nieco mniej niż średnia 3,6% w całej populacji zatrudnionych w USA (najwięcej „wciągających” złapano w sklepach sprzedaży detalicznej – 4,1%)
– tendencja wskazuje, że „spożycie tego towaru” w finansach spada od 10-15 lat, firmy coraz bardziej przywiązują wagę do reputacji
– obecność kokainy wykryto u 7% złapanych finansistów (spadek z 16% od 2007 roku)
– marihuana wyraźnie zdobywa rynek po skoku z 64% do 80% w tym samym okresie (trend ogólnokrajowy jest odwrotny), a 10 lat temu w podobnym badaniu tylko 9,6% testowanych gustowało w tym środku odurzającym
– amfetamina pnie się w górę z 3% poprzednio do 10% obecnie
– czy kogoś zdziwi, że najczęściej złapanymi byli ci od inwestycji w sektorze nieruchomości? (stąd pewnie powiązanie z kryzysem)
– ale jak przyznaje się – najczęściej złapać dają się nowo zatrudnieni i to ich weryfikowano najczęściej więc możliwe, że w grupie od lat okupującej parkiety w Nowym Jorku rzeczywisty odsetek „przyjmujących” jest wyższy.
Nie potrzeba daleko sięgającej filozofii, wystarczy choćby krótki okres obcowania z giełdą by zdać sobie sprawę, że w tym biznesie powodów pozarozrywkowych dla sięgnięcia po narkotyki jest aż nadto: stres (szczególnie gdy rachunek zanurza się w straty), odpowiedzialność, zmienność rynku, cała paleta negatywnych emocji, ryzyko i codzienna niepewność, naprawdę ogromne, często powierzone pieniądze, walka o mega bonusy, napięcie nie tylko podczas godzin pracy ale związane z 24 godzinnym funkcjonowaniem rynków na całym świecie, czy choćby prozaiczny ‘wyścig szczurów’.
A jaka byłaby korzyść z przyjmowania tych substancji przed albo podczas dokonywania transakcji? Takimi zależnościami zajmuje się Richard Peterson w książce, do której nawiązywałem już wcześniej: „Inside investor’s brain”. Interakcje zachodzące w odurzonym mózgu zaburzają przede wszystkim postrzeganie ryzyka, niestety nie dotarłem jeszcze do żadnych badań, które dowodziłyby wzrost umiejętności dostrzegania inwestycyjnych okazji, istotnego poprawienie trafności i zyskowności 🙂
THC, aktywny składnik marihuany, powoduje zachowanie znane jako ‘brawura’ – wybieranie opcji inwestycyjnych o wysokiej zmienność ale zerowej lub ujemnej wartości oczekiwanej ponad wariantami o niewielkich wygranych ale pozytywnej wartości oczekiwanej. Co gorsza mózg nafaszerowany THC „zakrzywia się” w ten sposób, że nawet jeśli rozpozna tę strategię o dodatniej wartości oczekiwanej to nadal trzyma się tej o dużej zmienności. Ludzie o naturalnej skłonności do poszukiwania ryzyka stają się wówczas demonami szybkości pojawiania się w najbardziej ryzykownych transakcjach bez względu na istnienie w nich przewagi. Czym kończą się tego typu ataki kawalerii łatwo sobie wyobrazić. Natomiast kokaina i amfetamina, działające na wzmożone wydzielanie hormonu szczęścia- dopaminy, od dziesięcioleci jest zażywana w czasie pracy dla wzmocnienia motywacji, koncentracji, wzbudzenia większego zaufania do własnych pomysłów i metod, podwyższenia poziomu energii.
O innych używkach w kolejnym wpisie.
—*Kat*—


Dodaj komentarz