Inwestorzy wpadają w osłupienie i konsternację widząc jak rozjeżdżają się co do kierunków gospodarka niemiecka i najważniejszy indeks jej giełdy.
Wielokrotnie wskazywałem na blogach i na naszym twitterze @blogibossapl ów rozjazd. Przede wszystkim przywołując wskaźniki ekonomiczne – na które by nie spojrzeć, widać, że gospodarczo szykuje się jakaś katastrofa. PKB o włos o recesji, wskaźniki zaufania tragiczne, produkcja kolejny mieciąc w dół, co widać na tym diagramie:

Tymczasem oglądając jedynie sam wykres indeksu DAX można by pomyśleć, że mamy do czynienia z kwitnącą, silną gospodarką. Inwestorzy otwierali jednak szeroko oczy widząc, że towarzyszą temu coraz gorsze dane ekonomiczne, im gorsze tym bardziej indeks piął się w górę. Można oponować, że indeks nie wskazuje przecież stanu całej ekonomii krajowej, lecz przede wszystkim kondycję najlepszych spółek, ale przecież co chwilę słychać o ogromnych kłopotach Deutsche Bank czy Bayera, albo o cłach na samochody w USA czy aferze spalinowej Volkswagena.
To spójrzmy na ów wykres DAX, który przyozdobiłem nieco technicznymi błyskotkami:

Skąd to rozdwojenie? W co wierzyć? Jak w tym dysharmonijnym środowisku inwestować i nie zwariować?
Wszak wszelkie podręczniki uczą, że jeśli chcesz zyskiwać, poznaj od podszewki fundamenty gospodarki i bilanse oraz perspektywy spółek. W tym wypadku należałoby może już dawno zamknąć pozycje albo je ubezpieczyć (hedge) lub wręcz nie bać się gry na krótko!
Akurat właśnie to ostatnie dało sporo popalić traderom, co obserwuję przeglądając grupy internetowe lub dostając z nich informacje. Ponieważ spora część traderów obstawia dość intuicyjnie, więc nie ma się co dziwić, że złe doniesienia z otoczenia skłaniają ich do gry na spadki i zwielokratnianie stratnych pozycji.
Jak tu żyć/tradować ?
No więc nie ma jednej dobrej podpowiedzi, jest kilka przybliżonych, które zebrane w kupę wyjaśniają nieco ten dysonans. W skrócie je przedstawię, choć nie dam głowy, że będzie to pełna lista.
Ogromne znaczenie mają przepływy kapitału i trendy je kształtujące.
Z jednej więc strony mamy wprowadzony ponownie przez odchodzącego Mario Draghiego program skupu aktywów, który już wcześniej pokazał swoją skuteczność w nadmuchiwaniu rynków drukowanym bezkarnie pieniądzem bez inflacji i rozbudzaniu apetytów inwestorów (hazard moralny).
Z drugiej strony mamy ujemne stopy procentowe, które skłaniają ku ryzykownym aktywom, tym bardziej, że bank centralny UE był gotowy ciąć dalej w każdej chwili.
Zresztą widać ów wpływ na inne europejskie indeksy czy szerzej STOXX Europe 600.
Dalej – sympatia z indeksami w USA, którym narracja o złych Chinach i dobrym Trumpie (lub odwrotnie) przestała przeszkadzać. Sprawą dyskusyjną jest to, czy rzeczywiście idzie to w dobrym kierunku, ważniejsze jest to, że giełda zaczęła to w szybkim tempie ignorować. Wręcz zdaje się, że rynki pożądają jakiegoś złego newsa w sprawie wojny celnej, to bowiem okazja do kupna dołka, strategii przez rok zapomnianej. W ostatnim tygodniu najpierw pojawiła się wiadomość z Chin, że taryfy będą po obu stronach zdejmowane w miarę postępu negocjacji, co indeksy przyjęły hurraoptymistycznie, a dzień potem, gdy Trump ogłosił, że nic takiego nie mają zamiaru robić, spadek trwał 30 całe sekund.
Ta wojna dotyczy Niemców bezpośrednio – im słabsze Chiny tym mniejszy popyt stamtąd, a przecież dodatkowo sami Niemcy doznali upokorzenia cłami nałożonymi przez Trumpa. Ważne jest jednak jedynie to, jaki mamy klimat inwestycyjny w świecie, a ta wojna spowszedniała i przestała mieć znaczenie w obliczu ogromnego apetytu na ryzyko, który zaczyna przypominać perwersyjną chciwość.
Kolejna sprawa – do Europy odpływał kapitał inwestycyjny z USA, a ponieważ Niemcy były uważane za najsilniejszą gospodarkę a przy tym giełda wyglądała dość tanio na tle regionu, więc trend sam się zaczął kreować.
Technika również sprzyjała kupowaniu – widać na wykresie wyżej wyjście z wielomiesięcznej konsolidacji górą. Owa konsolidacja ma kształt odwróconej formacji RGR, która często działa właśnie jak kontynuator wcześniejszego trendu. Obecne tempo wzrostów jest zbyt mocne, nie do utrzymania na dłużej, nie pojawiła się jednak do tej pory żadna techniczna przesłanka odwrotu.
A wreszcie pewne nowum w samej gospodarce. Niemieckie władze pozwoliły sobie na pewien eksperyment, w którym postawiono na stabilne finanse zamiast rozpaczania nad stanem PKB i innymi wskaźnikami koniunktury. Inwestorom nie trzeba było więcej, skoro władza ignoruje archetypiczne podejście do kondycji gospodarki, to czym się przejmować? I ten dysonans – giełda w górę, PKB w dół – szybko stał się obowiązującą narracją, dając jeszcze więcej paliwa i łamiąc ostatnie skrupuły.
Czy czasem nie jest to jakaś zaślepiająca racjonalne myślenie tłumów wolta? Trzeba przepisać po raz kolejny podręczniki, czy ta nowość wypali się jednak wraz kolejną recesją, która pokaże, że tym razem nie jest wcale inaczej? Przepisywaliśmy już niedawno podręczniki po wprowadzeniu gigantycznego programu skupu aktywów, a przecież ten eksperyment jeszcze trwa i nie znamy jego ostatecznego rezultatu. Co jeszcze uda się wymyślić nowego, żeby nie zrobić w żadnym razie krzywdy rynkom?
Na koniec – stymulacja finansowa ze strony państwa. Liczono na to od dawna i rzeczywiście władze wyasygnowały jakieś niezłe sumy na zbożny cel – zielone środowisko. I w tym miejscu narzekać nie będę.
Oczywiście ów wzrost indeksu nie będzie trwał wiecznie, choć zaczyna to na całym świecie przypominać gigantyczną bańkę, a ta niemiecka wygląda naprawdę nieprzyzwoicie. Ale póki nie nadejdą objawy przegrzania giełdy, nie ma się co pchać wbrew tłumowi.
—kat—


Dodaj komentarz