Jestem pod wrażeniem. Tak w dużym skrócie mogę opisać spotkanie z Peterem Brandtem. Autor Dziennika profesjonalnego gracza giełdowego, przyjechał na zaproszenie DM BOŚ do Polski. Wystąpił w dwie majowe soboty w Krakowie i Warszawie.
Peter od początku opowiadał o swoich zaskoczeniach.
Jego pierwsze zdziwienie związane z Polską (w której był 10 lat temu) pojawiło się, gdy dostał informację od wydawcy, że chcą jego książkę wydać po polsku. Hiszpania, Chiny, Niemcy – OK. Ale Polska? Swoją drogą mówił, że był również zaskoczony tym, że jego książka stała się bestsellerem. Został do niej namówiony przez amerykańskiego wydawcę, a później z powodów zdrowotnych skomplikował się cały projekt (dlatego dziennik obejmuje tylko 5 miesięcy), a nie dało się niestety zmienić umowy. Więc nie sądził, żeby spotkała się z jakimś większym odzewem.
Drugie zdziwienie to zaproszenie na wykłady do Polski. Peter Brandt jest traderem, a nie szkoleniowcem. Jego metoda to klasyczna analiza techniczna, bez magicznych formuł i dodatków i systemów do sprzedaży. Dla osób, które szukają szybkich i cudownych sposobów na łatwe miliony na pewno nie będzie to nic atrakcyjnego.
Rozmawialiśmy również o polskim rynku i jego promocji. Peter powiedział, że zaraz po zaproszeniu zainteresował się polskim rynkiem, jednak żaden z jego brokerów nie dawał dostępu do polskiego rynku. Ani akcji, ani kontraktów terminowych. W kontekście podejmowanych od lat prób zainteresowania przez GPW naszym rynkiem zagranicznych inwestorów, to dość znamienne. Co z tego, że będziemy chodzić wokół wielkich instytucji, jeśli nas po prostu nie ma na „ich mapach”.
Peter sądzi, że jedyną drogą dla naszego rynku to wchłonięcie przez większy organizm (np. Eurex). Również się do tego przychylam. Czas zakończyć marzenia o środkowoeuropejskiej potędze. To nie ma najmniejszego sensu.
Rozmawialiśmy też na temat promocji rynku kapitałowego w Polsce. W jaki sposób sprawić, żeby ludzie przestali o giełdzie myśleć w kategoriach hazardu, ruletki, banksterach, którzy chcą wydoić leszczy. Mimo, że obaj jesteśmy technikami, zgodziliśmy się, że za mało pokazuje się korzyści jakie giełda przyniosła w ostatnich latach firmom. Za mało się mówi o tym, że bez wejścia na rynek giełdowy wiele spółek, o których 10 lat temu nie sądzilibyśmy, że zostaną międzynarodowymi markami, po prostu bez giełdy by tego nie dokonały.
Rzuciłem w pewnym momencie pomysł, związany z jedną z naszych znanych marek – Wiedźminem. Czyli produktem flagowym CD Projekt. Pomysł rzucony na gorąco nie okazał się dobry – odwoływałem się do dywidend, których CD Projekt nie płacił dotychczas. Nie wiedziałem o tym. Jednak wracając do domu myślałem nad tym banalnym pomysłem.
Wiedźmin zadebiutował pod koniec 2007 roku. Wiedźmin 2 w maju 2011, Wiedźmin 3 w maju 2015. Przypuśćmy, że po sukcesie pierwszej części, ktoś zechciał również sam cieszyć się powodzeniem spółki i w maju 2011 za 119 złotych (czyli tyle ile kosztowała druga część gry w dniu premiery) postanowił kupić akcje CD Projekt. Cena była wówczas dość wysoka – wynosiła ok. 9 złotych. W ciągu kilku następnych miesięcy spadła poniżej 4 zł. Ale, żeby nie było zbyt optymistycznie, że nasz zachwycony produktem gracz Kowalski, kupił 13 akcji CD Projekt. W chwili premiery trzeciej części, czyli Wiedźmin3 – Dziki Gon sprzedając swój pakiecik akcji mógł „za darmo” mieć trzecią część i jeszcze zostałoby mu około 185 złotych.
Tak właśnie wygląda uczestnictwo we wzroście gospodarczym i sukcesach spółek.
(faktury za pomysł na promocję wystawiam 😉 )
Pewnie będę jeszcze wspominał różne wątki, które wyniknęły przy okazji wizyty Petera Brandta w Polsce. Nie jestem obiektywny w ocenie całego wydarzenia z różnych powodów. Ale było naprawdę inspirujące.


Dodaj komentarz