Troszkę bez echa przeszły nowe prognozy Komisji Europejskiej odnośnie wzrostu gospodarczego na 2016 i 2017. Komentatorzy skupili się raczej na fakcie obniżenia części prognoz niż niepopularnej tezie, iż w nowych danych kolejne 18 miesięcy jawią się raczej w kategoriach pozytywnych niż negatywnych.
Prawdą jest, iż w prognozy Komisji Europejskiej uzupełnia kilka ważnych ryzyk, które – gdyby miały się zmaterializować – czynią całość przedstawionego właśnie obrazu zdecydowanie mniej różowym. Jeśli jednak przypomnieć sobie niedawne strachy, iż świat zmierza do kolejnej recesji, która spadnie na globalną gospodarkę w kontekście mocno już wyeksploatowanych narzędzi polityki monetarnej i przy często biernych postawach rządów państw, których zadłużenie nie pozwala uruchomić nowych programów stymulujących, to przedstawione liczby w dużym stopniu przeczą tym obawom.
Rzućmy okiem na poniższy wykres, który przedstawia szacowane dane dla całej UE, strefy euro, Francji, trzech państw ze słynnych PIIGS-ów i Polski. Pomijam tu gospodarkę niemiecką, gdyż – jak zawsze – uważam, że niemal w każdym przypadku poradzi sobie lepiej lub gorzej, ale zawsze poprawnie. W każdym z wybranych szacunków mamy do czynienia z projektowanym wzrostem PKB w 2016 roku i przynajmniej poprawnym zachowaniem dynamiki w 2017 roku. W skrócie rzecz ujmując prognoza mówi, iż ważne, obok niemieckiego, silniki gospodarki strefy euro nie powinny pogrążyć się w recesji w kolejnych 18 miesiącach.
(źródło: Unia Europejska)
Zrealizowanie tego scenariusza oznaczałoby, iż na giełdach nie będzie również bessy, której tak bardzo oczekują zmęczone rynkiem byka niedźwiedzie. Jeśli optymistyczny scenariusz zostanie zrealizowany, to przez kolejne kilkanaście miesięcy na giełdach strefy euro będziemy operowali w kontekście niskiej inflacji, darmowego kredytu i wszystkiego tego, co znamy z ostatnich lat, jak brak konkurencji dla akcji ze strony długu, który zwyczajnie nie będzie płacił wiele więcej niż dzisiaj. Paradoksalnie rzecz ujmując obniżone, ale ciągle wzrostowe prognozy dla europejskich gospodarek oznaczają, iż w kolejnych miesiącach będziemy mieli więcej znanego niż nowego.
Na koniec odnotujemy jeszcze jeden paradoks. Wedle ostatnich szacunków amerykańska gospodarka rozwijała się w I kwartale 2016 roku w tempie 0,5 procent, gdy dane dla strefy euro pokazują wzrost o 0,6 procent. Oczywiście, annualizowany szacunek PKB, jakiego używa się w USA jest nieco inną miarą niż dane ze statystyki europejskiej, ale nie zmienia to faktu, iż również na tym polu pojawiają się sygnały, iż z Europą nie jest tak źle, jak chcieli pesymiści. Dla uczciwości trzeba jednak podkreślić coś ważne – rzeczywistość przyzwyczaiła nas do tego, iż jakikolwiek wzrost w strefie euro jest sukcesem, a amerykański wzrost o 0,5 procent to raczej stany niskie niż godne oklaskiwania. Tak, czy inaczej – kolejna zła wiadomość dla pesymistów.



Dodaj komentarz