Ostatnie miesiące na GPW trudno nazwać udanymi. Rynek oglądany przez pryzmat obrotu i zmian indeksu WIG20 jawi się jako zamrożony a w bliskiej perspektywie parkiet czeka zderzenie z finalnym aktem w postaci strachu przed wygaszeniem OFE. Ciekawsze jednak zdają się być również inne procesy, które do dziś nie znalazły miejsca na blogach bossy.
Zacznijmy od banalnej konstatacji, iż zabicie OFE zmienia radykalnie atrakcyjność polskiego rynku z punktu widzenia emitentów. Faktyczne zgaszenie II filara systemu emerytalnego, mizeria III filara oraz ciągle daleki od siły znanej z innych giełd rynek TFI powodują, iż GPW straci ważną przewagę, jaką miała na innymi rynkami w regionie. Zwyczajnie to, co przyciągało zagraniczne spółki na GPW przestaje istnieć. W praktyce oznacza to, iż GPW właśnie przestaje być rynkiem regionalnym a staje się znów rynkiem lokalnym, którego przyszłość w największym stopniu zależy od oferty rodzimej gospodarki. Inaczej rzecz ujmując to, czy pula spółek będzie na GPW rosła zależy teraz głównie od liczby przyszłych debiutów kreowanych przez polską gospodarkę.
Jeśli jednak spojrzeć na to, jak dziś prezentuje się WIG20, to okazuje się, iż kluczowe spółki w prestiżowym indeksie sięgają korzeniami państwowej własności i ledwie kilka to prywatne przedsięwzięcia, które rozrosły się na tyle, by dostąpiły łaski dużej kapitalizacji i godnej płynności. W praktyce oznacza to, iż gospodarka nie zdołała wytworzyć – albo giełda przyciągnąć – masowo czegoś, co równałoby się firmom sięgającym poza 1990 rok. W istocie rząd sprzedał już większość rzeczy, które miał do sprzedania, więc może z czasem proporcje ulegną zmianie. Na dziś nie widać na horyzoncie firm, który zagroziłby w WIG20 spółkom sprywatyzowanym lub stale w pewnym sensie państwowym mimo ich upublicznienia.
Oczywiście częścią procesu jest kryzys roku 2008 na świecie, który obniżył koszty finansowania działalności firm poza rynkami giełdowymi i zwyczajnie taniej jest dziś sięgnąć po kredyt czy emisję długu niż „babrać się” w upublicznianie spółki czy wpuszczanie do firmy zewnętrznego kapitału. To jednak proces wspólny dla wszystkich giełd, więc narzekanie na układ sił byłby zwyczajnym nieporozumieniem. Tani kredyt, łatwa emisja obligacji i droga obecność na rynku dają mieszankę, z której każdy przedsiębiorca wybierze łatwiejszą i tańszą ścieżkę. Ofiarami jest większość giełd na świecie i GPW przypadła tu tylko rola asystenta procesu jeśli nie w skali globu, to na pewno w skali europejskiej. Pytanie tylko, czy kiedy tani kredyt się skończy GPW zdoła przywrócić swoją atrakcyjność?
Równolegle do procesu marginalizowania GPW w kontekście gospodarki – czyli roli, która sprowadza się do dostarczania kapitału dla firm w ramach IPO – zachodzi inny proces, który można nazwać rewolucją na rynku samych giełd. Po okresie masowych połączeń i walk o powiększenie wpływów giełdy stanęły twarzą w twarz rewolucją technologiczną, która ograniczyła potrzebę istnienia rynków już nie tylko zorganizowanych w sposób analogowy, ale też w sposób scentralizowany. Okazało się, iż w czasach rewolucji technologicznej można handlować akcjami taniej i często szybciej nie przejmując się specjalnie prestiżem i historią rynku. Świat już wie, że rosnąca popularność ATS-ów czy MTF-ów uderza w największe giełdy spadkiem prowizji i wymusza obniżki cen.
GPW zdaje się być ciągle zbyt mała, by pojawił się tu naprawdę duży gracz chętny do ugryzienia kawałka tortu, ale nie ma wątpliwości, iż sukces na polu IPO i wzrost kapitalizacji w przyszłości wzbudziłby większe zainteresowanie MTF-ów. Możliwe zatem, iż w bliskiej perspektywie GPW znajdzie się pomiędzy dwoma ogniami, które na 25-lecie polskiego rynku kapitałowego upieką jej prezent w postaci oczekiwanej śmierci II filara i wysuszenia części pierwotnej oraz spadku atrakcyjności części wtórnej. Szczęśliwie dla krasnali czas monopolu GPW jest już przeszłością. Powszechnie dostępny rynek FX dzięki kontraktom (CFD), rosnąca oferta ekspozycji na rynki zagraniczne i wreszcie dostępność internetu powodują, iż GPW przestała być jedynym rynkiem, na jakim może szukać swojej szansy. Każdy, kto chciałby mieć akcje dużego banku, silnej spółki paliwowej, kopalni miedzi czy węgla i ciągle nieobecnych masowo na GPW spółek technologicznych czy biotechnologicznych może to zrobić bez wychodzenia z domu.
Jeśli spojrzeć na korzenie tego całego zamieszania, to bez trudu można postawić tezę, iż częścią procesu, który izoluje GPW od gospodarki jest sytuacja konfliktu giełd jako takich z innymi częściami rynku finansowego. Koszty, jakie ponosiła przez lata brokerka i banki inwestycyjne za faktyczny monopol giełd na obrót akcjami, aż prosiły się o alternatywę. Konkurencja już powstała i w przyszłości będzie ich zapewne jeszcze więcej. Projekty typu BATS Chi-X Europe ciągle nie wzbudzają większych emocji w polskim środowisku giełdowym, ale platformy FX również były egzotyczne a dziś najważniejsi gracze oferują CFD i GPW jako rynek obrotu walutami jest martwy.
Z obowiązku czuję się przypomnieć, choć zwykle tego nie robię, że tekst nie ma żadnego związku ze strategią biura. Jest w 100-procentach zbudowany na osobistym punkcie widzenia i nie powinien być traktowany inaczej. Moja przygoda z GPW trwa dłużej niż większość rzeczy w moim życiu i czuję się przywiązany do polskiego rynku. Nie ukrywam jednak, iż równolegle czuję się coraz bardziej wypychany na rynki zagraniczne również przez jakość oferty pierwotnej i wtórnej. Możliwe, iż na 25 urodziny GPW spora część z nas będzie traktowała Warszawę jako rynek, na którym robiliśmy pierwsze kroki, ale przyszłość oprzemy już na parkietach, które są większe niż kryzysy gospodarcze i ciągle silniejsze niż rodzime czy regionalne procesy polityczne.


Dodaj komentarz