Zamieszanie polityczne wokół Krymu spowodowało, iż na rynkach szybko pojawiły się wizje kryzysu paliwowego lat 70 i zwyżek cen ropy do nieba.
Gdzieś w tle przemknęła jednak informacja o uwolnieniu części rezerw paliwowych przez USA. W pierwszym odruchu poczytano krok jako próbę ukarania Rosji i wyciszenie rynkowych obaw. Naprawdę jednak wielu komentatorów przegapiło zmianę, jaka zaszła na świecie. Kraj rysowany jako oil-junky, który w stereotypowym ujęciu za pomocą US Army musiał pilnować ropy na całym świecie, zwyczajnie nie potrzebuje już tak dużej rezerwy paliwowej, bo kryzys lat 70 jest niemożliwy. Idealnie zmianę uchwycił jeszcze ciepły tygodnik Barron’s. Wnioski z tezy o braku potrzeby tak dużej strategicznej rezerwy uzupełnia okładką z ropą po 75 dolarów za baryłkę. Jakże mocno kontrastuje to z okładkami z 2008 roku, którym nawet poświęciliśmy kiedyś notkę na blogach?
Dlatego w weekend medytujemy na pięknym wykresem EIA, który w opublikowanej prognozie pokazuje szacowany wzrost produkcji paliw w USA. Tylko w bliskim terminie (18 miesięcy) produkcja paliw płynnych wzrośnie w USA o około 2 mln baryłek dziennie. Naprawdę dzięki eksploatacji niekonwencjonalnych źródeł już dzisiaj USA produkują blisko 10 procent ropy na świecie. Konsekwencje gospodarcze są oczywiste – w USA spadnie zapotrzebowanie na import ropy z innych krajów. Jeszcze w 2005 roku USA pokrywały z importu 60 procent zapotrzebowania na swoją ropę. W przyszłym roku udział importowanej ropy w konsumpcji spadnie do 25 procent i – wedle szacunków EIA – będzie najniższy od 1971. Inaczej mówiąc dekada lat 70 jest już niemożliwa.
Przy okazji warto zastanowić się nad jeszcze jednym problemem. Minęło ledwie 6 lat od ropy po 150 dolarów i wizjach wielkiego głodu paliwowego. Mieliśmy przejść na biopaliwa i przez obsadzanie pól roślinami na potrzeby biopaliw zagłodzić połowę świata wysokimi cenami zbóż. Mieliśmy mieć wielki rozwój alternatywnych źródeł energii. Mieliśmy nawet wszyscy jeździć elektrycznymi samochodami, bo świat nie zniesie głodnych konsumpcji Chińczyków. Pamięta ktoś jeszcze ideę peak oil? Nie minie dekada a większość tych wizji będzie tylko bajkami, które nie uwzględniły kreatywności ludzkości i dynamiki postępu technologicznego. Prognozowanie cen ropy na kilka lat do przodu staje się zadaniem dla szaleńców, ale wygląda na to, że obecna dekada może być okresem taniej ropy i związanych z tym konsekwencji.




Dodaj komentarz