Inwestowanie mechaniczne – psychologia decyzji 5

To ostatni wpis tego mini cyklu, z pewnością jednak nie zamykam nim tematyki mentalnych kompetencji.

 

Co jest najsłabszym ogniwem mechanicznych strategii? Oczywiście człowiek je programujący (nie zawsze poprawnie), który stosując je samodzielnie bez udziału komputerów transakcyjnych naraża się na dobrze znane błędy typu: brak konsekwencji, reinterpretacja reguł czy działanie obok nich. To w zasadzie zaproszenie do kłopotów i oddanie pola wszystkim możliwym błędom poznawczym w momencie gdy aktualny sygnał do zajęcia lub opuszczenia pozycji zaczyna kłócić się z naszym osądem stanu i perspektyw rynku oraz przekonań co do jego kolejnych ruchów. W ten sposób jedna z największych zalet automatycznych strategii – niewrażliwość na informacyjny szum i ludzką nieracjonalność- traci owe immunologiczne właściwości.

Inwestorzy są podatni w swych opiniach i decyzjach na pewne zakrzywienie poznawcze generowane przez samo zjawisko trendu, o którym pisałem przy okazji nawiązań do książki „Brain of the market”. Mianowicie ok. 60% badanych co do preferencji kupna akcji zależnie od aktualnej tendencji (choć nie mieli świadomości, że akurat to jest przedmiotem eksperymentu) wolało wchodzić na wyraźnie rosnący rynek, gdy tymczasem pozostałe 40% skłania się do zachowań antytrendowych czyli zakupu akcji podczas spadków. Podobne zachowania, jako pesymizm i optymizm, przypisuje się analitykom. To zaburza racjonalną ocenę pozostałych posiadanych informacji, mogących mieć wpływ na opinię o przyszłym kursie danego papieru. Nie jest to natomiast zjawisko nieznane zwolennikom Analizy Technicznej, to bowiem nic innego jak podążanie za skłonnością rynku do kontynuowania dotychczasowej tendencji. Większa część uczestników rynku ma więc ciągoty do ekstrapolacji aktualnego kierunku ruchu na przyszłość i skłaniania się do wiary w to, że ostatnio dominujące tendencje zostaną kontynuowane.

Proponuję sprawdzić własne preferencje pod tym właśnie kątem. Czy nie zaburza nam owo zjawisko konsekwencji stosowania strategii, czy nie wykrzywia samego procesu jej budowy, czy nie przeszkadza mentalnie w stosowaniu takich a nie innych automatycznych strategii (lub w pełni mechanicznych systemów). Moje skłonności mają różny znak zależnie od rynku. W przypadku forexu zdecydowanie akceptuję mentalnie strategie kontynuacji trendów czyli wszelkie metody „podążania za trendem”, choćby najmniejszym (ang. trend following). Inaczej odbieram rynki akcji – silniej preferuję wchodzenie na pozycje podczas spadków, ale jedynie wówczas gdy widzę objawy zatrzymania lub delikatnego odwrotu w górę. Oceniając swoje poczynania w przeszłości dostrzegam podświadome wówczas działania właśnie w tych kierunkach podczas budowania własnych systemów.

Nie ma się jednak co oszukiwać- stuprocentowo racjonalny inwestor czy trader pozostaje niewrażliwy na tego rodzaju odchylenia. Liczy się przede wszystkim przewaga (the edge) a wszelkie rozterki moralne załatwia się pełną automatyzacją handlu.

Ilustrując w tym cyklu poszczególne procesy związane z emocjami posługiwałem się strategią cyklicznych zakupów kolejnych transz akcji czyli DCA. W przeciwieństwie do klasycznych systemów ma ona tzw. „nie sekwencyjny” charakter co podkreśla Meir Statman w swojej pracy na ten temat: „A behavioral Framework for DCA”. Oznacza to jej pełną niewrażliwość na informacje rynkowe, a więc bez względu na to jakiego rodzaju newsy i raporty pojawiają się w serwisach i niezależnie od tego jak reagują na nie inwestorzy „sekwencyjni”, DCA nakazuje kupno kolejnej transzy akcji, dopasowując jedynie swoimi regułami ich ilość. A ponieważ większość zysków pochodzi tu właśnie z zakupów taniejących papierów dlatego takie w pełni automatyczne podejście uczy w najprostszy sposób samodyscypliny, a przy okazji odejścia od kontrolowania i analizowania bieżącego strumienia newsów. To ogromna zaleta podkreślana przez ekspertów od teorii finansów, którą trzeba jednak sobie dobrze uświadomić, pozwala bowiem zwalczyć pokusy i błędy poznawcze, zwykle bowiem spadki cen w świetle wcześniejszych rozważań zmieniają preferencje inwestorów aż do porzucenia pomysłu zakupu akcji w ogóle.

Podsumowując krótko:

Matematyczna przewaga strategii nie musi być jedynym czy najważniejszym wyznacznikiem zastosowania jej do własnych celów. Strategie mniej optymalne statystycznie lub pozornie nieatrakcyjne mogą ukrywać spory potencjał przewagi psychologicznej i podsunąć broń do kontroli emocji o ile cały proces zostanie właściwie zanalizowany i zrozumiany. Będę do tego wielokrotnie wracał, gdyby o sukcesie decydowała sama matematyka krajobraz giełdowy wyglądałby zupełnie inaczej.

Na koniec chciałbym podkreślić, że nie miał być to materiał reklamowy dla strategii DCA oraz Rebalancingu i porzucenia dla nich dotychczasowych zasad. Uważam natomiast, że są ona bardzo dobrą alternatywą dla wszystkich początkujących, a także tych średnio zaawansowanych, którzy nie mają czasu lub zacięcia do nauki bardziej zaawansowanych metod analizy danych i informacji. To również dobry pomysł dla wszystkich inwestujących w ratach (np. IKE) lub zamiast klasycznego „kup i trzymaj”. W wielu przypadkach wyniki mogą okazać się dużo lepsze niż inwestycja w fundusze, lub wręcz nawet dobrym sposobem skupowania jednostek funduszowych. Natomiast własne usprawnienia tych metod mogą całkiem skutecznie zastąpić niezyskowny timing, zastępując w nim analizę informacji przez analizę ilościową samych cen.

—Kat—

[Głosów:0    Średnia:0/5]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proszę podać wartość CAPTCHA: *