Pozwolę sobie na koniec podsunąć kilka wskazówek i podsumować krótko ten mały cykl znajdowania skuteczności w A.T.
Jeden z uroków A.T. polega na tym, że w jej obrębie istnieje przeogromna paleta dostępnych narzędzi, a serie kolejnych można stworzyć samemu bez oglądania się na podręczniki (sam taką drogą poszedłem). Bogactwo jednak często nie przekłada się na efektywność – 80 czy 90% poległych na rynku jest w dużym stopniu wynikiem pielęgnacji wizji, miraży i przemilczeń propagowanych w literaturze a ostatnio również coraz powszechniej w internecie. Kolejne pokolenia traderów jedynie ugruntowują a nie zmieniają istniejący problem.
Jak pisałem w wątku o literaturze już samo umieszczenie dziesiątków technicznych narzędzi w książkach stwarza wyolbrzymione nadzieje zyskowności, podczas gdy podręczniki owe uczą o A.T. a nie o zarabianiu. Wg mojej opinii błędem jest nie podejmowanie w nich choćby tematu statystycznej ‘przewagi’ albo brak dekompozycji czynnika losowości i uznaniowości.
//Z wyjątkami oczywiście, które zawsze chętnie w historii bloga wspominałem i pokazywać nie przestanę.//
Miałem okazje rozmawiać z wieloma technikami, którzy prosili mnie o wytłumaczenie problemu braku skuteczności. Większość tych rozmów miała pewien wspólny charakter – użytkownicy poszczególnych narzędzi i strategii nie mieli gruntownego pojęcia o tym skąd się bierze przewaga w grze. Zaufali książkom, internetowi, gazetom, bez dotarcia do sedna tego o czym właśnie rozmawiamy, nie potrafili identyfikować problemów losowości i subiektywności. Brnąc dalej taką drogą byli bezradni w wychwytywaniu, ocenie i poprawianiu własnych błędów.
Dzisiaj i tak mamy luksus – powstają coraz lepsze podręczniki, mamy dostęp do softu i baz danych, pomagających w testach historycznych, mamy coraz doskonalsze formy uczestnictwa w społecznościowych grupach samodoskonalenia. Niestety zmieniają się również same rynki, i to nieliniowo, co również rzadko znajduje swój wyraz w literaturze.
Jak w praktyce radzić sobie z problemami (nie)działania A.T.? Czy w ogóle ruszać na rynek nie mając wiedzy o tym, czy nasza strategia posiada jakąkolwiek statystyczną przewagę nad rynkiem czyli konkurencją? Podrzucę kilka najprostszych podpowiedzi, których najczęściej (o paradoksie !) nie byli świadomi ci, z którymi o problemach A.T. rozmawiałem:
1/ Wielokrotnie zachęcałem do testów pomysłów na danych historycznych, nie tylko dlatego by stworzyć automatyczne systemy, ale aby OBYĆ SIĘ z mechaniką rynków, sprawdzić w jakich obszarach zmiennych parametrów pomysły dają szanse na zysk albo je w ogóle odesłać w niebyt, zainspirować się do nowych rozwiązań.
To może być oczywiście nawet test wykonany ręcznie. Ale robienie tego w specjalnych programach nie jest już wiedzą tajemną i niedostępną. Program ‘Amibroker’ można dostać za darmo w pakiecie Bossy, dane również, w sieci istnieją setki gotowych systemików, którymi można się po prostu przy okazji dobrze bawić, przekopiowawszy je do analizatora.
2/ Trading na papierze ma wiele niedocenianych zalet. Prawdą jest, że nie oddając prawdziwego środowiska gry w stresie i pod presją czasu nie pozwala w rezultacie przetestować własnej odporności emocjonalnej i wrażliwości na ból strat. Ale ma służyć innemu celowi: właśnie sprawdzenia czy w ogóle jesteśmy w stanie wygenerować z A.T. i swoich umiejętności jakąkolwiek przewagę, którą potem można sprawdzić w ogniu inwestycyjnym. Nawet wniosek, że emocje nie pozwalają nam później owej przewagi kontynuować w realu jest istotny dla dalszej pracy. Papierowe transakcje pomagają też poczuć puls rynku, jego meandry, szybkość i zmienność a także nasze dopasowanie psychologiczne, szczególnie co do częstotliwości i długości transakcji.
3/ Proponuję rozważyć inwestowanie realne na małe stawki w proporcji do kapitału, dla przetestowania wszystkich elementów własnej strategii i naszego przystosowania mentalnego. Jednorazowe ryzyko w wysokości 2% kapitału jest dobre, ale dla doświadczonych traderów, znających siebie i własne strategie na wylot.
4/ Prowadzenie dziennika uważane jest dziś za anachronizm. To jednak kwestia indywidualnych potrzeb, a przede wszystkim celu! Ja przez lata zbierałem jedynie rozrysowane w komputerze strategie, opatrzone komentarzem co do skuteczności, pomysłów, dalszych testów. Później już tylko w formie samych systemów z kolejnymi numerami wariacji. Wielokrotnie mi się to przydawało
5/ Rynek akcji wybacza błędy znacząco częściej niż derywaty czy forex i ma już w sobie wbudowaną pierwotną przewagę (wznoszący dryf poparty rozwojem spółek i inflacją). Takiej przewagi nie mają waluty czy towary, nawet grane bez lewara. Warto sprawdzić się więc najpierw w akcjach by znaleźć swój rytm, słabości, umiejętności techniczne i psychologiczne.
W zasadzie podobną listę błędów i powodów braku skuteczności odnajdziemy w Analizie Fundamentalnej, chyba jeszcze bardziej uznaniowej w procesach decyzyjnych, z tym, że tutaj kwestia „działania” zostaje przeniesiona na samego inwestora w dużo większym stopniu. A nikt jakoś nie stawia pytań czy „A.F. działa ?” 🙂
Na koniec jeszcze chwilę o proporcjach ‘przewagi’ do ‘psychologii’, o których dyskutowaliśmy pod wpisem o „Inner voice” (głosie wewnętrznym). Być może nie każdemu było jeszcze dane to poczuć, ale siła psychologiczna płynie właśnie z wypracowania własnej przewagi. Jeśli znamy możliwości naszej strategii, wiemy jak zarabia i dlaczego traci, to tylko krok dzieli od uzmysłowienia sobie jak ważne jest dla sukcesu konsekwentne jej stosowanie. Na tym można budować emocjonalną równowagę, bez tego nie sposób. Nie znam natomiast przypadków odwrotnych czyli kogoś kto silny w swych emocjach, poczuciu wartości i poukładanym świecie swojego psyche, znający swoje słabe i silne strony, przychodzi na rynek i buduje fortunę znajdując przewagę. Nie znam takich przypadków choć ich nie wykluczam 🙂
Tyle na razie…
—Kat—


Dodaj komentarz