Wszystkie mechaniczne strategie, w tym i systemy i Analiza Techniczna, opierają się na tej samej idei: powtarzalności określonych układów cen lub pochodnych cen (np. wskaźników).
Przy tym nie sama ilość powtórzeń ma znaczenie lecz siła ich następstw. Jedyne narzędzie jakim dziś dysponujemy by sprawdzić jedno i drugie to test na danych historycznych. Co zresztą Collins robi w swojej książce w pokaźnych ilościach, podsumowując na koniec radą:
10. Zasadniczo pomysły muszą być solidnie przetestowane na dość szerokim zbiorze rynków i środowisk tradingowych aby były uważane za godne zaufania.
Pytanie, które słyszę regularnie i które pewnie stawia sobie większość z Czytelników, posługujących się systemowymi metodami:
Czy dany system/strategia powinien działać zyskownie na wielu rynkach?
Odpowiedź najprostsza: świetnie gdyby tak było ! 🙂
Odpowiedź praktyczna: rynki różnią się motoryką, zmiennością, płynnością, wielkością i ilością trendów/szumów co powoduje, że system z jednym zestawem parametrów różni się zyskownością i obsunięciami w teście na każdym z nich. Widać to zresztą w testach ze wspomnianej książki, wie to każdy kto systemy sam testował i tworzył. Zmiana samych parametrów indywidulanie na każdy rynek może jednak spowodować, że system zaczyna pracować skutecznie. Ale jak w takim razie podejść do tego w sposób najbardziej sensowny i racjonalny?
Nie ma jednej, uniwersalnej i poprawnej odpowiedzi choć istnieje kilka opcjonalnych rozwiązań i powtarzających się obserwacji:
– testy na danych historycznych pokazują jedynie tylko to co działo się w przeszłości i co może się już nie powtórzyć z taką samą lub zbliżoną skutecznością, albo po prostu cykliczność działania zostaje nawet na dłuższe okresy zaburzona (niestacjonarność, nieliniowość) i gdy jedne rynki nadal działają na przyjętych parametrach inne wpadają w spiralę obsunięć
– miarą skuteczności powinna być raczej stabilność nie zyskowność; system działający na portfelu kilku rynków dużo gorzej niż tylko na jednym, wybranym rynku ma jednak szansę wytrzymać próbę czasu z większym prawdopodobieństwem niż tylko na owym jednym rynku, bez względu jak mocno ten ostatni wypadł w testach
– nie ma przeciwskazań by wyrzuć z portfela rynki, które w testach danego systemu sprawowały się najgorzej (stratne lub obsunięcia były zbyt duże w relacji do zysków) ale co jakiś czas warto je przetestować ponownie, rynki to organizmy żywe, które podlegają ewolucji; wiem jednak, że niektórzy systemowcy stosują jeden system o identycznych parametrach na wiele rynków, wśród których są również właśnie takie nie działające w testach zbyt zyskownie;
– jeden z powodów takiego podejścia: jeśli nie jest ów „nie pasujący” rynek mocno skorelowany z pozostałymi (lub nieskorelowany w określonych warunkach) to może przyczynić się do obniżenia zmienności portfela (np. krzywa kapitału z tego rynku rośnie gdy pozostałych spada)
– drugi powód: parametry nie były forsownie dopasowywane do danych historycznych a cały portfel mimo to działał stabilnie – brak przesady z optymalizacją ma szansę się odpłacić
– najsłynniejszy chyba dziś system Żółwi (wybicie z kanału cenowego) pracował zyskownie na tych samych parametrach na kilkunastu rynkach przez lata; rynki jednak ewoluowały i tamte parametry sprzed ćwierć wieku uległy degradacji więc to one wymagają okresowego tuningowania
– czy stosować jeden i ten sam system ale o różnej wartości parametrów na każdy rynek z osobna w portfelu? to po części niestety ściślejsze dopasowanie do danych z przeszłości, ale nie ma jednak jednoznacznych dowodów, że to podejście zapewnia stabilniejsze wyniki
– moje ulubione kombinacje: 2-3 różne systemy na 2-4 rynki o różnej motoryce; jestem zwolennikiem raczej dywersyfikacji strategii niż dywersyfikacji rynków (zaznaczę, że wspieram taki pogląd jedynie doświadczeniem 🙂 )
—-Kat—


Dodaj komentarz