Obsunięcia – korekty, bessy i rynkowe krachy – to cena, jaką inwestorzy płacą za zyski z rynku akcyjnego. Za owe „magiczne 10% rocznie”.
Rynkowe obsunięcia możemy opisać jedną liczbą pokazującą ich maksymalny zasięg. Będzie to jednak tylko metka.
Maksymalne obsunięcie – np. rekordowe 56,8% w czasie globalnego kryzysu finansowego 2007–2009 – nie pokazuje, jak długo trwał ból, jak szybko uderzał i ile czasu zajął powrót do zdrowia.
Dwa spadki o trzydzieści kilka procent mogą być bardzo różnymi przeżyciami.
Dlatego stworzyłem tabelę pokazującą podstawowe parametry 11 bess, które wystąpiły na amerykańskim rynku akcji od 1950 roku.*
Dwa wymiary
Tabela pokazuje, że bessy w USA drastycznie różniły się nie tylko maksymalnym obsunięciem, ale także czasem potrzebnym do osiągnięcia dołka i czasem potrzebnym do ustanowienia nowego szczytu.
Krach covidowy potrzebował miesiąca, by znaleźć dołek. W czasie krachu dot-com S&P 500 osiągnął dno po ponad 30 miesiącach.
Po krachu covidowym rynek ustanowił nowy szczyt w 5 miesięcy. Zdobywanie nowego szczytu po bessie inflacyjnej z lat 70. trwało 6 lat.
Tabela może okazać się przydatna dla młodych stażem inwestorów, którzy pamiętają tylko ostatnią bessę z 2022 i krach covidowy. Pokazuje, że zarówno pod względem maksymalnego obsunięcia, jak i okresu spędzonego pod wodą były to relatywnie łagodne i szybkie historie.
Emocjonalny terror
Uważnie przyjrzałem się 6 epizodom głębokich – ponad 30% – bess. Spadki mają odmienny charakter. Bywają szokami – jak w 2020 i 1987 roku.
Mogą mieć charakter długiego osuwania się, z wieloma odbiciami, które okazywały się pułapkami – jak w 2000 roku.
Zdarzały się spadki – lata 70. – które dla współczesnych inwestorów były maratonem rynkowego bólu.
Inwestor nie wybiera, na który wariant natrafi, a w trakcie bessy nie jest w stanie skutecznie prognozować, kiedy nastąpi dołek i ile potrwa odbicie.
Każdy rodzaj spadków testuje inne słabości. Szok testuje skłonności do impulsywnych odruchów. Osuwanie się i maraton testują inwestycyjną cierpliwość.
Życie pod wodą
W latach 1950–2026 indeks był na historycznych szczytach w 8% sesji. Moim zdaniem to świetny wynik.
Należy jednak pamiętać, że amerykański inwestor spędził w tym okresie jedną trzecią czasu w korekcie, czyli ponad 10% poniżej szczytu. Jedną szóstą czasu spędził w bessie.
Przełożyłem te dane procentowe na hipotetyczny okres 40-letniego oszczędzania na emeryturę.
Jest to „przeciętny okres 40-letniego oszczędzania”. Pechowy inwestor mógł na przykład trafić na dwie stracone dekady: lata 70. i pierwszą dekadę XXI wieku.
Czy to wszystko jest do wytrzymania? Myślę, że zdyscyplinowany, wierzący w siebie inwestor podoła temu wyzwaniu. Przyjdzie mu to łatwiej, jeśli wcześniej będzie wiedział, z czym może mu przyjść się zmierzyć.
Domyślnym stanem długoterminowego inwestowania nie jest odliczanie kolejnych rekordów, lecz nadzieja, że portfel do nich powróci. W długim terminie ta nadzieja nie zawodzi na amerykańskim rynku akcji.
By z tego skorzystać, trzeba przetrwać wiele emocjonalnie wymagających krótkich terminów.
* Dlaczego na amerykańskim rynku akcji? Bo to kluczowy rynek w indeksach globalnych, z ponad 60% udziałem, oraz dlatego, że zapewnia wiarygodną i sięgającą daleko w przeszłość bazę danych.
2 Komentarzy
Dodaj komentarz
Niezależnie, DM BOŚ S.A. zwraca uwagę, że inwestowanie w instrumenty finansowe wiąże się z ryzykiem utraty części lub całości zainwestowanych środków. Podjęcie decyzji inwestycyjnej powinno nastąpić po pełnym zrozumieniu potencjalnych ryzyk i korzyści związanych z danym instrumentem finansowym oraz rodzajem transakcji. Indywidualna stopa zwrotu klienta nie jest tożsama z wynikiem inwestycyjnym danego instrumentu finansowego i jest uzależniona od dnia nabycia i sprzedaży konkretnego instrumentu finansowego oraz od poziomu pobranych opłat i poniesionych kosztów. Opodatkowanie dochodów z inwestycji zależy od indywidualnej sytuacji każdego klienta i może ulec zmianie w przyszłości. W przypadku gdy materiał zawiera wyniki osiągnięte w przeszłości, to nie należy ich traktować jako pewnego wskaźnika na przyszłość. W przypadku gdy materiał zawiera wzmiankę lub odniesienie do symulacji wyników osiągniętych w przeszłości, to nie należy ich traktować jako pewnego wskaźnika przyszłych wyników. Więcej informacji o instrumentach finansowych i ryzyku z nimi związanym znajduje się w serwisie bossa.pl w części MIFID: Materiały informacyjne MiFID -> Ogólny opis istoty instrumentów finansowych oraz ryzyka związanego z inwestowaniem w instrumenty finansowe.




Jest jeszcze inny czynnik, którego ta tabela nie obejmuje: otoczenie informacyjne. To ono, moim zdaniem (z moich wspomnień 2008 czy 2020) jest kluczowym elementem presji na inwestora, żeby się poddał.
Chodzi o to, że w silnych bessach są bardzo przekonujące i sensowne narracje, dlaczego w najbliższych miesiącach, a może i latach będzie jeszcze gorzej. Cały ekonomiczny świat się wali, są napięcia polityczne i społeczne.
Ta tabela bólu w bessie jest o tyle przyjemna, że dziś wiemy na pewno, że ta bessa się skończyła i był nowszy szczyt. W bessach z kolei czasem jest przekonanie, że tego nowego szczytu już nigdy, albo przynajmniej przez wiele, wiele lat, nie będzie. Tak było choćby w okolicy upadku Lehman Brothers – narracje o końcu rynków finansowych jakie znamy, i konieczności ich reformy. W krachu covidowych z kolei były pomysły zamykania giełdy na stałe.
Nie ma powszechnego przekonania „o, pewnie za kilka lat będzie lepiej”, tylko „nawet jeśli będzie kiedyś lepiej, to na pewno najpierw będzie dużo, dużo gorzej”, i to „najpierw” jest tym, co powstrzymuje wielu nawet racjonalnych ludzi przed kupowaniem, kiedy jest taniej (albo wytrzymywaniem z już otwartymi pozycjami, gdy kupili już wcześniej).
W przypadku spadków na chińskim rynku akcji (tam silna bessa w latach 2021-24) panowała narracja, że z powodu potencjalnej wojny USA – Chiny, ci ostatni (a może nawet wcześniej ci pierwsi) odetną inwestorom dostęp do rynku, więc kupione akcje (lub ADRy) będą bezwartościowe. To były sensowne obawy, nie były wydumane. A jednak później rynek chiński mocno wzrósł, i rynki wschodzące wróciły do łask. Tylko, żeby być beneficjentem tych wzrostów, trzeba było podjąć odważną decyzję albo o polityce amerykańsko-chińskiej („nie będzie wojny”), albo o chęci trzymania aktywów, które mogą okazać się bezwartościowe.
To, co łączy te wszystkie sytuacje to silna, globalna narracja, mocno powtarzana i wzmacniana w mediach i sensownie uargumentowana, że rynek w jakiejś formie się skończy, i że inwestor nie odzyska całości lub części swoich pieniędzy. To jest dodatkowa presja, z którą w bessie trzeba się mierzyć.
I mam przekonanie, że w przyszłych bessach będzie tak samo, albo jeszcze mocniej, bo skoro dziś rynek akcyjny jest jeszcze bardziej rozrośnięty (% zaangażowania przez inwestorów indywidualnych w USA historycznie rekordowy), to będzie jeszcze większa presja polityczna, żeby tam ingerować, zmieniać, blokować, gdy będą kryzysy i bessy.
@ Grzegorz Link
Masz 100% rację. Wspomniałem o otoczeniu informacyjnym w poprzednim tekście i myślę nad tym jak na blogu oddać atmosferę z 2008 roku a nawet z krachu covidowego.