Pocztówka z nad krawędzi

Wyprawa w świat subiektywnego bezpieczeństwa.

Nie lubię ludzi, którzy upubliczniają swoje finanse, choroby, dzieci, małżonków, samochody i wszystkiego tego, na czym można budować iluzje instagramowo-facebookowe. Jeszcze bardziej nie lubię całej tej finansowej pornografii, na którą zrobiła się moda w sieci i na której część zbudowało swoje kariery. Jednak informacja o moim zakręcie i powrocie do zdrowia pojawiła się na Twitterze, powiedziałem też wielu znajomym, więc wie wystarczająco dużo osób, żeby wiedzieli wszyscy. W skrócie, w nocy z 28 lutego na 1 marca zapukałem do nieba bram, ale lekarze z Kardiologii Inwazyjnej ze szpitala w Grodzisku Mazowieckim zrobili świetną robotę (Podziękowania!) i wracam do gry. Wykorzystajmy zatem okazję do rzucenia okiem na całą sytuację z punktu widzenia właściwie nieobecnych wcześniej na blogach wątków pod dużą nazwą finanse osobiste.

Zarysujmy najpierw temat. Mamy zawodnika, który tylko w zeszłym roku przejechał na rowerze kolarskim ponad 8000 km (brzmi poważniej niż jest w rzeczywistości, to naprawdę regularne ćwiczenia kardio 5-6 razy w tygodniu, bez żadnych zawodów sportowych), w ostatnich latach miał dwie próby wysiłkowe, echo serca i regularne badania. Odżywia się zdrowo, nigdy w życiu nie palił, nigdy nie miał epizodów z narkotykami, właściwie nie pije alkoholu (dosłownie nie pije). Badania ma poprawne i jest w wieku, w którym ryzyka badań inwazyjnych są przez lekarzy postrzegane jako większe niż ryzyka nagłego zdarzenia kardio. W efekcie we wrześniu kardiolog z dużym doświadczeniem klinicznym mówi naszemu zawodnikowi „jest pan zdrowy”. A jednak 1 marca nasz bohater ma zawał i o 3:30 w nocy melduje się na SOR-e. Statystyka podpowiadała, że prawdopodobieństwo takiego zdarzenia było niskie, ale… sh.t happens.

Dostałem wiele pytań, jak czuję się po spotkaniu z krawędzią w relatywnie młodym wieku, co się wtedy czuje, jak się patrzy na rynek i inwestycje, o testament itp. Były też oczywiście pytania o drugą szansę, co chcę zmienić. No cóż, rozmawianie o drugiej szansie niespecjalnie mnie dotyczy, bo nie miałem poczucia, że marnuję pierwszą. Do zmiany w życiu mam niewiele, bo nie robiłem w życiu rzeczy głupich, zwłaszcza finansowo. Posiadane portfela inwestycji i części środków w gotówce zabezpieczało rodzinę w jakimś tam odcinku czasu, a pracująca żona gwarantowała, iż projekt „finanse rodzinne” jest uporządkowany i leci na dwóch silnikach. Naprawdę jednak najważniejszą zmienną dającą spokój było banalne ubezpieczenie na życie, które – z doświadczenia wiem – wielu moich znajomych traktowało jako niepotrzebne. Znałem kiedyś kilku jedynych żywicieli rodziny, którzy do rozmowy ze mną nie byli ubezpieczeni.

Ubezpieczyłem się na życie chwilę po tym, jak urodziło mi się dziecko. To dobry moment dla wszystkich, bo wasze życie przestaje być wówczas tylko wasze. Pamiętam, że szukając jakiegoś sposobu na ugryzienie tematu kopałem za optymalną strategią połączenia ubezpieczenia z inwestycjami, ale nic nie dawało możliwie wysokiego bezpieczeństwa, które zdefiniowałem najprościej z możliwych – jakąś tam równowartość miesięcznych zarobków. Zwyczajnie najlepsze okazało się rozwiązanie proste obejmujące ubezpieczenie na życie z dodatkową opcją śmierć lub inwalidztwo w następstwie nieszczęśliwego wypadku (utożsamiałem w wypadkiem komunikacyjnym). I mogę wam powiedzieć, że to była jedna z tych decyzji finansowych, za którą najbardziej sobie dziękowałem po 1 marca, kiedy biegało wokół mnie kilku całkiem obcych ludzi, żeby zminimalizować straty.

Spokój, jaki daje ubezpieczenie na życie w takich momentach, jest nieporównywalny z niczym. Im ubezpieczenie będzie wyższe, tym więcej zostawicie czasu rodzinie na spokojne uporządkowanie spraw i sklejenie życia w nowym układzie. Jak ubezpieczenie będzie obejmowało równowartość kilku lat waszych zarobków, to właściwie możecie zapewnić dziecku możliwość spokojnego skończenia studiów. Jak kupicie ubezpieczenie równe 12 pensjom, to dacie bliskim rok na spokojne pozamykanie procesów bez przymusu. Również na wyjście z inwestycji bez konieczności sprzedawania PKC. Oczywiście musicie znaleźć punkt równowagi, w którym nie będziecie ograniczali przyjemności życiowych bezpieczeństwem, ale tu akcenty każdy musi postawić sam. Niestety nie znalazłem nigdzie dobrego wzoru matematycznego, który pozwoliłby znaleźć punkt optymalny pomiędzy wielkością składki (liczoną procentowo do zarobków) i sumą ubezpieczenia – trudno przewidzieć ile będzie się zarabiało na odcinku 20 lat – więc musicie szukać sami i kupić taki poziom bezpieczeństwa, jakiego subiektywnie potrzebujcie.

Osobiście założyłem, że w pewnym momencie zwyczajnie przestanę płacić ubezpieczenie na życie. Punktem granicznym jest dla mnie usamodzielnienie się dziecka i zbudowanie takiego poziomu kapitału, przy którym samo ubezpieczenie nie będzie już miało większego znaczenia. Podsumowując, nie inwestycje, nie nieruchomości i ileś tam procent kapitału w gotówce, ale właśnie ubezpieczenie na życie okazało się jedną z najlepszych decyzji, jaką podjąłem przed wielu laty i której pilnowałem przez lata. DM BOŚ nie sprzedaje ubezpieczeń, więc z czystym sumieniem mogę powiedzieć: Ubezpiecz się! Ubezpiecz się sam, nie w żadnym programie korporacyjnym (dobre jako opcja dodatkowa), bo możesz z grupowego ubezpieczenia wypaść po kilkunastu latach i wówczas trudno będzie o dobre rozwiązania. Poszukaj informacji i zwyczajnie znajdź sposób.

A teraz wracamy do pracy i normalnych tematów. Proszę o nieskładanie kondolencji 🙂

11 Komentarzy

  1. Marek

    Bardzo dziękuję za ten wpis.

    Nie rozumiem tylko na czym może polegać brak dobrych rozwiązań po wypadnięciu z ubezpieczenia grupowego. Posiadam właśnie takie, żyłem w przekonaniu, że rodzina jest zabezpieczona, a teraz zadaję sobie pytanie, czy aby rzeczywiście.

    A zamiast kondolencji życzę wszystkiego dobrego 🙂

    1. Adam Stańczak (Post autora)

      Odejście z pracy może skończyć ochronę. Firma oferująca pracodawcy ubezpieczenie może się wycofać z umowy lub zmienić warunki. Trzeba dokładnie przeczytać, jaki jest w takim wypadku zakres ochrony, czy można dalej płacić składki. W skrajnym przypadku może być tak, że przepracuje się 20 lat w jednym miejscu, odejdzie z firmy i stanie się przed perspektywą szukania nowego ubezpieczenia na nowych warunkach i stawkach adekwatnych do wieku i stanu zdrowia.

  2. Jack

    Duzo zdrowia Adam! Najlepsze blogi wciaz przed Toba! Swiety Piotr chcial je miec na wylacznosc ale zwierzchnik mial na szczescie inne zadanie 😆 Ubezpieczenie to fajny produkt choc ja bym polecal wszystkim sledzenie co dokladnie obejmuje zakres ubezpieczenia i jakie sa wylaczenia bo ubezpieczycielom chodzi glownie o kase a nie o nasze zdrowie i zastawiaja sporo pulapek!

  3. _dorota

    Szkoda, że tutaj nie pisują lekarze, bo aż dzwoni w głowie pytanie, JAK to możliwe, żeby osoba w średnim wieku żyjąca modelowo doznała zawału serca – czy profilaktyka jest tak całkowicie nieskuteczna? Zdaje się, że swoim przodkom zawdzięczamy (lub nie) dużo, dużo więcej, niż przypuszczamy.

    A jako beneficjentka polisy na życie mocno radzę ubezpieczającemu, żeby z niej zrezygnował. Szkoda pieniędzy.

    PS. Czy incydent zawałowy spowodował jakieś zmiany w warunkach ubezpieczenia? Bo teraz ujawniło sie dla firmy dodatkowe ryzyko (kolejny zawał znacznie bardziej prawdopodobny niż pierwszy).

    1. Kornik

      Nie trzeba byc lekarzem, zeby znac odpowiedz. Wszyscy wiedza, ze aby do czegos dojsc, trzeba ciezko pracowac. Zwyczajna fizyka: aby wzniesc sie wysoko, trzeba w to wlozyc gigantyczna energie. To sie oczywiscie wiaze z ogromnymi obciazeniami dla organizmu, ktore calkiem swiadomie podejmujemy, bo jestesmy mlodzi, silni i zdrowi. Odwazna decyzja doroslych ludzi, ktorzy maja sile i charakter i postanawiaja przekuc to na sukces. Im wczesniej sie podejmuje takie wyzwanie, tym lepiej, a im czlowiek starszy, tym trudniej i wieksze ryzyko "wywrotki". Dlatego z czasem i wraz ze wzrostem pozycji, doswiadczenia i majatku nalezy stopniowo zwalniac. Problem polega na tym, ze niektorzy tego nie rozumieja – zamiast zwalniac wciaz utrzymuja to samo skrajnie wysokie tempo, albo nawet jeszcze przyspieszaja. I wydaje im sie, ze jak po calodniowej lub calotygodniowej harataninie w pozycji siedzacej i po hektolitrach wypitej kawy wsiada wieczorem albo w weekendy na "kolarke" i "trzasna" setke, dwie, albo nawet trzy, to w ten sposob zniweluja wszystkie negatywne skutki takiego postepowania – ze sie zrelaksuja, zadbaja o swoje zdrowie i kondycje… Nic bardziej mylnego. Lepiej by juz zrobili, gdyby po forsownym tygodniu pohulali w jakims lokalu i trzasneli setke albo dwie tego "zlowrogiego" alkoholu dla przeczyszczenia zyl i zresetowania mozgu. Zamiast tego wystawiaja swoj skrajnie wycienczony organizm na jeszcze wieksze przeciazenia. Mysla, ze zyja zdrowo, ale tak naprawde jada ostro po bandzie az do smutnego finalu. Wiem o czym pisze, bo z wlasnego otoczenia znam bardzo podobny przypadek – haratanina w pracy, haratanina na wyczynowym rowerze po pracy – efekt tego "modelowego" stylu zycia korpoludkow: ciezkie powiklania zdrowotne. Krotko mowiac przeszarzowali. Panom pozostaje zyczyc zdrowia, a innym wiecej rozwagi i rozsadku "na drodze".

      1. _dorota

        Trudno tak oceniać nie znając szczegółów konkretnego przypadku, ale odnosząc się do ogólniejszego zjawiska: ludzie rzeczywiście mają tendencję do życia na tak wysokich obrotach, że się "przepalają". Mój ojciec niedawno był na pogrzebie syna kolegi z pracy: młody kardiolog, błyskotliwa kariera, staż w Szwecji. Zmarł na zawał, na swoim oddziale kardiologii.

        Jednocześnie nie sposób przyznać się znajomym, że się nie żyje w ciągłym biegu. Spróbuj powiedzieć, że w weekend po prostu czytałeś, albo że spędzasz wakacje w Beskidach. Zobaczysz w oczach rozmówcy ironię: "degenerat", "no-life" 😉

        1. Kornik

          Kluczowe slowo: umiar. Trzeba uwaznie sluchac nie tylko rynku, ale i swojego organizmu.

          W pewnym momencie zrozumialem, ze swietne wyniki nie sa efektem szalenczego biegu ale spokojnego dlugiego marszu i zaliczania kolejnych punktow etapowych w zgodzie z tym na co aktualnie pozwala rynek i nasze wlasne ograniczenia.

          Rekordy to po prostu efekt zwiekszenia od czasu do czasu tempa, kiedy czujemy, ze wszystko gra idealnie i do zdobycia jest to, co dotychczas wydawalo sie byc poza zasiegiem.

          Inny sposob to szarzowanie, tyle ze szarzowanie wiaze sie z ogromnym ryzykiem (wiem to z doswiadczenia, bo swego czasu tez chcialem zdobyc szybciej to, co i tak byloby moje gdybym nie byl tak narwany).

          Na pewnym etapie trzeba tez wyhamowac, bo zycie ma sie tylko jedno i zamiast ruchu pionowego – przejsc do toru bardziej wyplaszczonego – zamiast zaliczac kolejne szczeble, szybowac sobie na wysokich poziomach i rozszerzac horyzonty. W sporcie oznacza to zastapienie forsownych treningow ich regularnoscia.

          A propos Beskidow. Uwielbiam.

  4. Adam Stańczak

    @ _dorota

    Mówią, że nie ma ludzi zdrowych, są tylko źle zdiagnozowani. Naprawdę jednak przypadek przypomina starą prawdę – są ryzyka, które postrzegamy jako większe niż są w rzeczywistości i takie, które uważamy za mniejsze niż są realnie. I zwyczajnie trzeba pamiętać, że mamy taką wadę w głowie.

  5. zebra

    Szybkiego powrotu do zdrowia życzę bo ono w życiu jest najważniejsze a nie pieniądze jak się wielu wydaje.

  6. Wojtek S.

    Ten wpis mnie poruszył, z kilku powodów:
    – wpisy pana Adama czytam tu od wielu lat, pewnie od ponad 10. Takiego autora traktuje się jak kogoś bliskiego. Cieszę się, że wraca Pan do zdrowia.
    – badanie przesiewowe nic nie wykazało wcześniej? To po co w ogóle robić takie badania?
    – temat ubezpieczeń, którymi interesuję się od wielu lat. Oczywiście, polisę na życie trzeba mieć, ale w Polsce są one koszmarnie drogie, nominalnie kilka razy droższe niż w Wielkiej Brytanii, a proporcjonalnie do zarobków pewnie z 10 razy. Dlatego wszystkim znajomym w Anglii, którzy pracują tam ponad 12 miesięcy doradzałem, aby kupili długoterminową polisę na życie, przynajmniej aż ich dzieci skończą 18 lat. Nawet jeśli wrócą do Polski, to mogą nadal opłacać polisę w brytyjskim TU, muszą tylko wcześniej opłacać ją przez 12 miesięcy w Anglii. I wypłata z takiej polisy będzie realizowana, nawet jeśli klient potem umrze w Polsce. Oczywiście teraz, kiedy nad Anglią wisi Brexit, wiele może się zmienić, ale moim zdaniem to najtańsza możliwość posiadania ubezpieczenia na życie.

    1. pit

      Życze powrotu do zdrowia.

      Znajdź jakiegoś lekarza.Najlepiej starej daty co pamieta fitoterapie zanim koncerny puściły to w niepamięć.
      Niech ci przepisze recepte na strofantyne g .

      STRODIVALmr.3 mg

      W Polsce raczej nie kupisz , ale w Niemczech jeszcze tak.

      Jakby coś to 2 tabletki pod język i w 2 minuty po objawach.

Pozostaw odpowiedź zebra Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proszę podać wartość CAPTCHA: *

Klauzula informacyjna

Administratorem Pani/Pana danych osobowych jest Dom Maklerski Banku Ochrony Środowiska S.A. („My” lub „DM BOŚ”) z siedzibą w Warszawie (ul. Marszałkowska 78/80, 00-517 Warszawa). Będziemy przetwarzać, Pani/Pana dane na potrzeby udzielenia odpowiedzi na Pani/Pana zapytanie, możliwości skorzystania z usługi oferowanej przez DM BOŚ, a także realizacji naszych prawnie uzasadnionych interesów, tj. rozpatrywania skarg oraz obrony przed roszczeniami. Ma Pani/Pan prawo dostępu do danych, żądania ich sprostowania, usunięcia, ograniczenia przetwarzania i przenoszenia. W dowolnym momencie może Pani/Pan także wnieść sprzeciw, z przyczyn związanych z Pani/Pana szczególną sytuacją, wobec przetwarzania Pani/Pana danych dla realizacji prawnie uzasadnionych interesów DM BOŚ. Może się Pani/Pan z nami skontaktować wysyłając e-mail na adres: makler@bossa.pl lub list na adres: ul. Marszałkowska 78/80, 00-517 Warszawa, dzwoniąc na infolinię pod numer + 48 225043104 lub odwiedzając jedną z naszych placówek (lista dostępna pod http://bossa.pl/dmbos/oddzialy/). Może Pani/Pan skontaktować z Inspektorem Ochrony Danych m.in. korzystając z e-mail: iod@bossa.pl lub listownie na nasz adres. Więcej informacji o przetwarzaniu Pani/Pana danych, czasie przechowywania, prawach i sposobach kontaktu znajduje się w naszej Polityce Prywatności.