W połowie kwietnia anglojęzyczne media biznesowe zajęte były wyśmiewaniem jednego ze start-upów z Doliny Krzemowej – producenta luksusowej sokowirówki. Z kilkudniowym opóźnieniem temat dotarł do Polski. Najpierw na specjalistyczne portale ale ostatecznie trafił także do szerokiego grona czytelników – o niewypale z Doliny Krzemowej napisał na przykład portal Fakt24.

Przypomnę na czym polegała ta jedna z najbardziej medialnych porażek z Doliny Krzemowej. Start-up Juicero zebrał od inwestorów 120 mln USD. Nie od byle jakich inwestorów bo między innymi od Alphabet GV i firmy Kleiner Perkins Caufield & Byers. Produkuje luksusowe sokowirówki. Sprzedawał je najpierw za 700 USD, potem cenę obniżono do 400 USD. Sokowirówki wyciskają sok  z dostarczanych przez Juicero torebek (od 5 do 8 USD za sztukę) zawierających pulpę z owoców (jedna wystarcza na szklankę soku). Torebki mogą kupić tylko właściciele sokowirówki.

Początkiem fali wyśmiewania Juicero był tekst w Bloombergu, któremu towarzyszył film pokazujący, że równie szybko i efektywnie można sok z torebki wycisnąć gołymi rękami. Mało tego, dwóch inwestorów w tym przedsięwzięciu dosyć naiwnie przyznało się reporterom Bloomberga, że nie mieli pojęcia, że do wyciskania soku z torebek nie jest potrzebne warte 400 USD urządzenie.

Nie zamierzam bronić Juicero ani jego modelu biznesowego. Zaznaczę jednak, że całe przedsięwzięcie jest dobrym przykładem strategii upodobniania się. Twórcy Juicero bez wątpienia inspirowali się odnoszącym sukcesy modelem sprzedaży produktów konsumpcyjnych z subskrypcją, którego najlepszym przykładem są automaty do kawy na kapsułki. Konsument nie tylko kupuje główne urządzenie, w gruncie rzeczy przywiązuje się także na dłuższy czas do niezbędnych do działania tego urządzenia półproduktów: kapsułek z kawą albo torebek z sokiem. Cóż, kopiowanie modelu biznesowego nie zawsze się udaje. Porażka nie oznacza jednak, że nie warto było podjąć próby.

Nie mam zamiaru pisać o Juicero lecz o medialnej reakcji na to przedsięwzięcie. Zainspirował mnie do tego Scott Alexander, który zebrał kilka najbardziej ostrych opinii o Dolinie Krzemowej, które wyciągnęli ze sprawy Juicero dziennikarze i którymi podzielili się z czytelnikami. Dla wielu dziennikarzy problemy Juicero nie były problemami jednego z tysięcy start-upów w Dolinie Krzemowej. Były świadectwem zepsucia całej Doliny Krzemowej, jej intelektualnego bankructwa a także niepodważalnym dowodem bańki spekulacyjnej w segmencie start-upów. Pozwolę sobie zacytować polskiego dziennikarza: Juicero to modelowy przykład startupu. Firma ta zebrała od inwestorów 120 mln dol. na stworzenie bezużytecznego produktu, który w dodatku nie spełnia swojej funkcji.

Modelowy przykład. Sami widzicie. Kupa pieniędzy dla bandy idiotów z debilnym pomysłem, który zresztą nie działa. Ot, cała Dolina Krzemowa.

Zanim przejdę do sedna problemu pozwolę sobie na małą uwagę w kwestii częstego zarzutu wobec Doliny Krzemowej, który z całą siłą ujawnił się w sprawie Juicero. Ludzie z segmentu nowych technologii mają być oderwani od problemów zwykłych ludzi i angażować gigantyczne pieniądze i gigantyczne zasoby ludzkie w produkowaniu gadżetów dla bogatych. Nie zamierzam zaprzeczać temu zarzutowi. Chciałbym jednak zwrócić uwagę, że wiele produktów uchodzących obecnie za niezbędne dla przeciętnego mieszkańca państw rozwiniętych było kiedyś gadżetami bogatych. Wystarczy obejrzeć dowolny film z lat 80′.

Za Mary Harron

Panele słoneczne i samochody elektryczne na naszych oczach zamieniają się z gadżetów dla bogatych w masowe produkty użytkowe. Ktoś złośliwy mógłby nawet zauważyć, że bogaci horrendalnymi kwotami wydawanymi na gadżety we wczesnej fazie rozwoju technologicznego finansują ich rozwój i przyczyniają się do ich popularyzacji. Ktoś bardziej złośliwy mógłby dodać, że coraz częściej wspomagani są rządowymi subsydiami – jak w przypadku samochodów elektrycznych.

Wróćmy do sedna problemu: Juicero to nie jest Dolina Krzemowa. Scott Alexander wykonał fantastyczną pracę i pokazał, że utożsamianie start-upów z serwisami społecznościowymi i gadżetami jest przedstawianiem rzeczywistości w krzywym zwierciadle. Dolina Krzemowa odgrywa kluczową rolę w rozwoju dwóch przełomowych segmentów gospodarki: energii słonecznej i samochodów elektrycznych. Jest jednym z liderów technologii kosmicznych, druku 3D i bezzałogowych pojazdów latających. Odgrywa coraz większą rolę w rozwoju badań medycznych: start-up pracujący nad sztuczną trzustką otrzymał 35 mln USD finansowania.

Alexander przyglądnął się najnowszej fali start-upów w jednym z najbardziej znanych inkubatorów: Y Combinator. Według niego z 52 biznesów:

  • 13 to zaangażowane społecznie, pro-rozwojowe inicjatywy takie jak konsultacje medyczne dla Afrykańczyków bez dostępu do lekarza (ale z dostępem do komórki)
  • 12 to przedsięwzięcia na skraju rozwoju technologicznego: druk 3D, sztuczna inteligencja w radiologii, bionika
  • 18 to w miarę standardowe, oparte na technologii usługi dla biznesu: programy i aplikacje wspomagające procesy biznesowe
  • pozostałe 9 to przedsięwzięcia pracujące nad mniej lub bardziej sensownymi gadżetami na czele z “Fitbitem dla krów” (czyli pewnie jakimś gadżetem do mierzenia ruchliwości zwierząt) i “Juicero dla smoothies”

Zgadnijcie, o którym przedsięwzięciu napiszą tabloidy? O kolejnej aplikacji wspomagającej programy lojalnościowe? O mikro-pożyczkach dla ubogich w państwach rozwijających się? Czy jednak o Fitbicie dla krów? Ja stawiam na to ostatnie.

Moim zdaniem warto sobie uświadomić, że obraz świata, który wyłania się z mediów jest bardzo często rzeczywistością w krzywym zwierciadle. Nie dzieje się tak z powodu jakiegoś spisku albo konspiracji. To efekt działania popytu i podaży. Czytelnicy i telewidzowie preferują nietypowe, ekstremalne informacje a media spełniają oczekiwania konsumentów. Nie jest to wielkim problemem jeśli konsumpcja mediów ma funkcję rozrywkową. Jeśli jednak służy wyrabianiu opinii, z których później korzysta się w procesie decyzyjnym, to może prowadzić do kosztownych błędów.

Myślę, że z konsumpcji mediów dużo łatwiej wyprowadzić opinię o bańce spekulacyjnej w sektorze nowych technologii niż z rygorystycznej analizy tego sektora. Na podstawie medialnych relacji stosunkowo łatwo jest uznać giełdę za kasyno, któremu tylko ludzie z duszą hazardzisty powierzyliby swoje oszczędności*. W przekazach medialnych sektor finansowy i inwestycyjny może się jawić jak zakazana, ciemna uliczka pełna zbirów czyhających na ofiary.

Rzeczywistość jest inna. Rynek akcyjny to dobre miejsce do gromadzenia oszczędności emerytalnych bez względu na zdarzające się na nim przekręty i afery. Sektor finansowy pełni użyteczną funkcję dla przedsiębiorców i konsumentów, dostarczając finansowania i możliwości inwestycyjnych, mimo obecnych w nim patologii. Pozwalanie by zakrzywione przekazy medialne kształtowały nasze decyzje może mieć negatywne konsekwencje finansowe.

* Zdaję sobie sprawę, że poświęcam aferom i kontrowersjom na rynku akcyjnym nieporównywalnie więcej uwagi niż jest ich udział w całokształcie tego rynku. Więc zarzut przedstawiania rzeczywistości w krzywym zwierciadle można też odnieść do mnie. Nie argumentuje jednak, że te kontrowersje są pełnym obrazem rynku akcyjnego. Przedstawiam je jak patologie, ekstrema.

[Głosów:13    Średnia:3.9/5]

20 Komentarzy

  1. Kornik

    > Rynek akcyjny to dobre miejsce do gromadzenia oszczędności emerytalnych.

    Pod warunkiem, że dysponuje sie odpowiednia wiedzą. Bez tego zastrzezenia Twoja teza niczym nie rozni sie od slynnej reklamowki sprzed lat, z Kondratem w roli glownej (moze tylko gaza jest inna).

    > Jeśli konsumcja mediow służy wyrabianiu opinii, z których później korzysta się w procesie decyzyjnym, to może prowadzić do kosztownych błędów.

    Tylko frajer podejmuje decyzje inwestycyjne na podstawie informacji medialnych, czy rad od "dobrych wujkow" z fejsa, twita czy innego blogu, ale trzeba byc niepowaznym, zeby calkowicie ignorowac nastroje ulicy (tlumu), wyrazane m.in. za posrednictwem portali spolecznosciowych, np. ogolne przeswiadczenie, iz gielda to kasyno i szulernia.

    1. trystero (Post autora)

      @ Kornik

      Nie sugeruję, że ktoś siada sobie wieczorem przed telewizorem i myśli sobie "o teraz wyrobię sobie zdanie o fazie cyklu koniunkturalnego na rynkach finansowych". Raczej fragmenty tego co czytamy lub oglądamy w mediach zostają gdzieś w naszym umyśle i wtedy gdy tworzymy jakiś pogląd, podejmujemy decyzje korzystamy z tych fragmentów zapominając, że to tylko kilka ekstremów, ciekawostek a nie rzetelny obraz świata.

      Ten efekt jest silnie widoczny w percepcji zagrożenia przestępczością – w wielu państwach percepcja zagrożenia i poziom przestępczości zupełnie się rozjechały i jednym z powodów może być właśnie zainteresowanie mediów przestępstwami i to tymi najbardziej brutalnymi.

      1. Kornik

        Chyba wiem, do czego zmierzasz. Chcesz powiedziec, ze percepcja swiata finansowego, jako siedliska patologii, to swiat w krzywym zwierciadle.

        Jesli dobrze Cie rozumiem, to nie zgadzam sie z Toba, poniewaz tego rodzaju opinia nie jest li tylko efektem myslenia zakrzywionego przez medialny szum – instytucje finansowe solidnie zapracowaly na taki wlasnie wizerunek.

        To sa wlasnie skutki tych wszystich mniejszych lub wiekszych swinstw, ktore pazerny (pol)swiatek finasowy wyrzadzil drobnym inwestorom.

        A mnie, jako graczowi, nie wolno o tym wszystkim zapominac, poniewaz masowe nastroje zwykle rodza masowe konsekwencje, jak na przyklad obserwowany spadek aktywnosci drobnych graczy, rozkwit pasywnych form inwestowania, wreszcie przedluzajacy sie okres anomalnie niskiej zmiennosci.

        1. GZalewski

          @Kornik – przeczytaj taką książkę Cukier, sól, tłuszcz. Zobaczysz nagle w innym świetle przemysł spożywczy. I też uznasz, że to przede wszystkim świat patologii. Mniejszych lub większych świństw wyrzadzonych konsumentom. I to będzie dotyczylo wszelkich branż. Ot jesteśmy tacy jacy jesteśmy

          1. Kornik

            Rozumiem Solidarnosc z kolega, ktoremu ze zmeczenia omskla sie reka i nacisnal nie ten klawisz.

            Natomiast zupelnie nie rozumiem solidarnosci z banda lobuzow, ktorzy traktuja klienta – drugiego czlowieka, jak antylope na sawannie.

            Ta zle pojeta solidarnosc zawodowa rujnuje reputacje calemu srodowisku i de facto psuje interesy.

            Obawiam sie, ze branza nie odzyska zaufania u ludzi i biznes nie zacznie sie krecic, dopoki jedyna odpowiedzia ludzi ze srodka bedzie: "macie zakrzywiona percepcje", albo: "a, bo gdzie indziej wcale nie jest lepiej".

          2. GZalewski

            ale ja nikogo nie bronię, raczej próbuję pokazać, że żadna branża nie jest mniej lub bardziej zepsuta. Wszyscy mają podobnie za uszami

          3. Kornik

            Hmm, okej, wszyscy maja podobnie za uszami, a czy mozna powiedziec, ze wszyscy sa w rownym stopniu odpowiedzialni?

  2. GZalewski

    generalnie to część szerszego problemu:
    https://www.nytimes.com/2017/04/28/arts/music/fyre-festival-ja-rule-bahamas.html?em_pos=large&emc=edit_ms_20170428&nl=louder&nlid=79019738&ref=headline&te=1

  3. Tommip

    To prawda o mediach – wystarczy sobie wejść na Onet /o2/WP albo dowolny portal.Po sekundzie traci się wiarę w człowieka.A wejście na liste popularności youtube wymusza już po chwili serię głebokich wdechów i wydechów w celu uspokojenia i zapobieżenia nerwicy.

    Co do miejsca giełdy jako oszczędzania na emeryturę to chyba najgorsze z możliwych wyjść.Wyjątkiem są tylko Niemcy i USA,każdy kto gdzieś indziej zainwestował w ciagu ostatnich dekad mógł równie dobrze wywalić pieniadze w błoto.

    1. trystero (Post autora)

      @ Tommip

      No nie, nawet w przypadku ostatnich dwóch dekad państwa gdzie powiedzmy było to wywalanie pieniędzy w błoto (Włochy, Portugalia) są w zdecydowanej mniejszości. Przy rozszerzeniu horyzontu do 4 dekadad sytuacja wygląda jeszcze bardziej korzystnie. Zerknij do raportu Credit Suisse

  4. Kornik

    Osobiscie jestem tylko wrogiem forexu. Gielde uwazam za dobre miejsce do oszczedzania, ale pod warunkiem, ze czlowiek jest swiadom wlasnych ograniczen (intelektualnych, finansowych, technologicznyh, czasowych) i na tej podstawie potrafi okreslic wlasciwe proporcje i priorytety.

    1. pit

      NO to jak jesteś wrogiem Foreksu to musisz byc wrogiem systemu opartego o fiat money dla którego foreks został stworzony by łagodzic naprężenia i dystrybuować ryzyko wywoływane działalnościa trustu BC opartego o rezerwę cząstkową.

      1. Kornik

        @Pit

        Po polsku do mnie mow. 🙂 Ja jestem prosty chlopak i nie wiem, czy jest jakies drugie, systemowe dno funkcjonowania tego rynku.

        Jestem wrogiem foreksu, poniewaz wysokie koszty, oraz brak mozliwosci ich kontrolowania, uniemozliwiaja graczowi "zdyscyplinowane respektowanie zasad kontroli ryzyka", co – jak slusznie zauwaza Schwager – jest tym zasadniczym elementem, ktory decyduje o koncowym sukcesie lub porazce w tej grze.

        Co wiecej, ten rynek jest tak sprytnie zaprojektowany, że koszty mozna ograniczyc, a nawet je kontrolowac, ale tylko za cene podjecia zachowan wysoce ryzykownych, co koniec koncow musi sie skonczyc zle.

  5. _dorota

    "obraz świata, który wyłania się z mediów"
    Fascynujący, rozległy temat. Bardziej o ludzkiej psychice niż o mediach.

    1. W swoim "Waldenie" Thoreau utyskuje, że zawsze, kiedy przychodzi do pobliskiego miasteczka, to mieszkańcy są zaaferowani "sensacjami" ze świata, kolekcjonują newsy. Przyznam, że to mnie kompletnie zaskoczyło; myślałam, że informacyjna bulimia to wynalazek naszych czasów.

    2. James Gleick "Informacja", r.13.: Codziennie nowe nowiny. Na str. 372 cytat z 1621 (!) Roberta Burtona (właściciela jednego z największych ówczesnych księgozbiorów, 1700 tomów): "Słyszę codziennie nowe nowiny i owe zwyczajne pogłoski o wojnie, zarazach, pożarach (…)". (i kilkanaście linijek brawurowej wyliczanki) "Ktoś ucieka, inny konno podąża, kłótnię wszczyna, zaśmiewa się, łzami zalewa etc. Takież co dnia słyszę i tym podobne sprawy".
    Generalnie polecam książkę, trzy ostatnie rozdziały is a must.

    1. GZalewski

      Dorota, błąd który często popełniamy – wydaje nam się,że to nasze czasy są patologiczne. A to tylko człowiek

  6. Warszawiak

    "Tylko frajer podejmuje decyzje inwestycyjne na podstawie informacji medialnych, czy rad od "dobrych wujkow" z fejsa, twita czy innego blogu…"

    Blog blogowi nierówny, jednak ważne jest, żeby blog nie był czegoś przedłużeniem, ponieważ wtedy blog może stać się grabiami a podobno grabie zawsze grabią do siebie…

    Serdecznie pozdrawiam, Warszawiak.

    PS.Blogowe słowo na niedzielę jest również moim zdaniem rzeczywistością w krzywym zwierciadle……

    1. Kornik

      > Blog blogowi nierowny.

      Byc moze. Przyznam, ze nie wiem, bo regularnie obserwuje tylko kilka miejsc w sieci, a i to uwazam, ze jest za duzo.

      Osobiscie trzymam sie livermorowskiej zasady, iz "nikt nie zarobi duzych pieniedzy na tym, co doradza mu inni".

      A poza tym, co to za frajda zdobyc szczyt "na barana"?

    2. AlGebroid

      "podobno grabie zawsze grabią do siebie…"
      Mam na wsi grabie, kilka sztuk, różnych typów. Sprawdzałem i faktycznie! Wszystkie grabią tylko do siebie… Jestem świadom, że dla niektórych to może być cenna informacja.

  7. Warszawiak

    "A poza tym, co to za frajda zdobyc szczyt "na barana"?"

    Frajdę, to ja mogę mieć na demo a na prawdziwe pieniądze nie ma nic przeciwko, żeby mnie na barana noszono….. analogicznie jak to jest na solidnej górskiej ekspedycji gdzie jast się pod szczyt podprowadzany i nie trzeba zajmować się transportem bagaży….. dowodem na to jest i to, że tu się zagląda….

  8. Kornik

    >> pod szczyt podprowadzany

    Przewodnikow i tragarzy wole szukac w ksiazkach.

    Jak trafnie zauwazyles – blog, to na ogol przedluzenie ego jego autora, albo bardziej wyrafinowana technika sprzedazowa instytucji, ktora go prowadzi.

    >> dowodem na to jest i to, że tu się zagląda

    To jest raczej dowod na to, ze przyzwyczajenie jest druga natura, a stare nawyki trudno wyplenic.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proszę podać wartość CAPTCHA: *