Forex straceńców, część 5

Skoro ostrzeganie o możliwości straty nie wydaje się być skutecznym narzędziem to może edukacja będzie nim?

 

Jednym z zadań Komisji Nadzoru Finansowego jest właśnie edukowanie, w tym jak mniemam obecnych i potencjalnych inwestorów. Celowo i nieco z obawą tak domniemywam gdyż na podstawie doświadczeń korespondencyjnych z KNF mógłbym powziąć wniosek, że edukacji tej nie podlegają jednak podmioty nie nadzorowane, jakimi są inwestorzy indywidualni.

Z ciekawości odwiedziłem stronę KNF z działem edukacyjnym, gdzie wisi do pobrania kilka broszur. Niestety nie trafiłem na żadną, która dotyczyłaby forexu. Rozumiem jednak, że jest to rynek nieregulowany więc KNF jedynie go nadzoruje, ale już nie edukuje. Może zmieni się coś gdy rozliczenia forexowe prowadzone przez naszych rodzimych brokerów przejmie specjalny dział KDPW o kryptonimie CCP?

Przemyślałem jednak sprawę strat forexowych, które stały się w nadzorze takim zmartwieniem, i doszedłem do wniosku, że najprawdopodobniej edukacyjna broszura KNF nie zmieniłaby nic w proporcjach między wygrywającymi i przegrywającymi na rynku walutowym. Skąd taki wniosek?

Zakładam bowiem, że niewiele osób w naszym nadzorze potrafiłoby zidentyfikować i opisać z dużą wiarygodnością błędy prowadzące do strat generowanych przez spekulujących walutami. No może poza tymi oczywistymi, objawowymi, które zostały już rozpracowane i dopiero co przeze mnie opisywane/cytowane, typu tak doniosłego jak zbyt wysoki lewar. Sama zmiana lewara na bezpieczny nie prowadzi niestety do przejścia ze strony przegrywającej do zyskującej! Co najwyżej zmniejsza wielkość strat!

Natomiast wiarygodny przewodnik, który pokazywałby jak wygrywać, co nie jest zresztą prostym przeciwieństwem przegrywania, nie powstanie w KNF ponieważ z dużym prawdopodobieństwem zakładam, że nie pracuje tam osoba, która potrafi na forexie zarabiać spekulując. Jeśli ktoś odczytuje to jako złośliwość czy ironię, to bardzo przepraszam, ale ja po prostu konstatuję i spekuluję przekonaniami 🙂 Jeśli jednak mylę się i dla KNF pracują grający z sukcesami na forexie to pozostaje ucieszyć się, że nadzór znajduje się w doskonałych bo fachowych rękach.

Co mógłby natomiast wydać KNF? Otóż broszurkę o ryzykach na forexie, zagrożeniach, statystykach i potencjalnych czarnych stronach. Najlepiej bez popadania w radykalne czarnowidztwo, a jeśli już to sprawiedliwie wyartykułowane. Ktoś kto bowiem nie poradzi sobie w spekulacji na forexie będzie miał problemy również z grą akcjami (i na odwrót).

Dobrze, to teraz nieco poważniej. Edukacja to dużo potężniejsza broń niż jałowe ostrzeganie, pominę jednakże kilka paragrafów, które mogłyby do tego przekonywać. Jak zwykle czyha tu jednak jakieś „ale”. Znam sporo angielsko i polskojęzycznej literatury dotyczącej forexu – mechanizmów, analiz i strategii. Niestety moja opinia na ich temat może zabrzmieć kontrowersyjnie, ale niezmiennie ośmielam się twierdzić, że przedstawiają one polukrowany, wyidealizowany świat, nazbyt różowo optymistyczny, czasem wręcz kiczowato. Powielane wielokrotnie te same bazgroły po wykresach lub analizy wydarzeń, domyślnie obiecujące raj, bez refleksji o naturze przewagi (wartości oczekiwanej), wpływie losowości, zarządzaniu ryzykiem i błędach poznawczych. Klasycznie nie uczą one zarabiania tylko co najwyżej analizowania. Taki jednak ich urok w tej branży. Nie znaczy jednak, że są niewartościowe, sporo w nich wiedzy choć nadal istnieje zaraz za nią bariera, która oddziela ją od praktycznej aplikacji.

Tej ostatniej niezmiennie najskuteczniej uczy po prostu kontakt z żywym rynkiem czyli spekulacja z użyciem gotówki. Oczywiście to prowadzić może do wynaturzeń, błędów i powstania demonów oraz czarnego pi-aru, o czym później, ale czyż Edison wynalazłby żarówkę gdyby nie kilka tysięcy nieudanych eksperymentów?

Nie bez powodu w poprzednim wpisie zadałem pytania, które wydawać się mogły mało znaczące. Chciałem za ich pomocą podkreślić, że wielu grających walutami przychodzi na ten rynek z całkowicie nieprawdziwymi przekonaniami, nieświadomi rzeczywistych mechanizmów zarabiania i do tego uzbrojeni w mało przydatne umiejętności. Inteligencja, spryt czy brak strachu przed ryzykiem to często nie tylko żadna pomoc lecz wręcz przeszkoda. Co gorsza – opuszczają rynek często z równie mylnymi opiniami i wnioskami jak przed wejściem. Ostrzeżenia w tej sytuacji to, jak już wcześniej pisałem, przerzucanie wody grabiami. Świadomość zabójczego działania lewara nie pomaga osiągnąć zyskowności.

Natomiast pomysł z certyfikowaniem czy licencjonowaniem nie ma nic wspólnego z ograniczaniem wolności, a był rzucony przez mnie nieco prowokacyjnie jako zawiązanie problemu i wstęp do dyskusji. Idąc do zawodu czy korporacji jesteśmy proszeni o odbycie kursów (choćby BHP), lub wręcz sami się o nie prosimy, i nikt z tego powodu jakoś się nie oburza. Jeśli ktoś nie chce traktować forexu tylko jako rozrywki to zwykle chłonie każdy rodzaj wiedzy, którą znajdzie, zamiast pogrążać się w ignorancji. Do dziś w rozmowach czasem słyszę gorycz w głosie tych, którzy żałują, że zanim zaczęli nie wiedzieli tych elementarnych spraw, o których tu rozprawiam. W tej samej tonacji słyszałem opinie o naszych blogach. A cała odpowiedź na wspomniane pytania z poprzedniego wpisu to raptem 1-2 godzinki rozmowy. I nie są to niestety rzeczy, których można się dowiedzieć z pierwszej lepszej książki. Z ostrzeżeń tym bardziej nie.

p.s. W stół walimy a nożyce na to:

http://www.knf.gov.pl/o_nas/komunikaty/komunikat_forex_7_2013.html

—kathay—–

TREŚĆ WPISÓW NINIEJSZEGO BLOGA JEST JEDYNIE WYRAZEM NIEZALEŻNYCH OPINII ORAZ POGLĄDÓW ICH AUTORA I NIE MA NIC WSPÓLNEGO Z JAKIMIKOLWIEK DZIAŁANIAMI DM BOŚ. AUTOR STOI NA STANOWISKU, ŻE JEDYNIE MERYTORYCZNA WYMIANA POGLĄDÓW PROWADZI DO ROZWOJU BRANŻY A TAKŻE, ŻE OCENY POWINNY SKUPIAĆ SIĘ JEDYNIE NA TREŚCI A NIE NA OSOBACH.

[Głosów:0    Średnia:0/5]

45 Komentarzy

  1. lesserwisser

    Zgadzam się generalnie ale autorsko proponuje aby KNF opracował materiał edukacyjny o tym gdzie, przez co i jak nie tracić na forexie, i to już będzie sukces duży, moim skromnym zdaniem.

    Natomiast ci co wiedzą jak zarabiać niech się podzielą tą wiedzą, a wtedy może zarobią nawet więcej niż na swoim zarabianiu na forexie.

    Obiecuję że sam kupię dwa egzemplarze, jeden do robienia uwag i notatek na marginesie, a drugi do czytania, bo strasznie nie lubię czytać popisanych książek.

    No i jest już pierwszy klient!

  2. blackswan

    Ręce opadają.

  3. lesserwisser

    “Ręce opadają”

    Czy to znaczy że jest kolejny klient, czy też nie?

    Za czy nawet przeciw? 🙂

  4. blackswan

    “jest kolejny klient”

    Tak, proszę mnie ustawić na samym początku kolejki.

    OT: czy zna ktoś polskie tłumaczenie do zwrotu “snake oil salesman”?

  5. lesserwisser

    OT: czy zna ktoś polskie tłumaczenie do zwrotu „snake oil salesman”?

    Less ma swoje tłumaczenie – Sprzedawca miodu arktycznych pszczół.

    Czy ta błyskotliwość nie powala? 🙂

  6. blackswan

    dobre to jest – zapamiętam sobie tę frazę i niechybnie użyję

  7. Piechur

    Kathay to taki troche dr Jekyll i mr Hyde.
    Z jednej strony mamy Kathaya-Jekylla, martwiącego się o los biednych, stratnych inwestorów i często podnoszącego problem ich niedostatecznej wiedzy odnośnie zagrożeń związanych z grą na forexie. W sytuacji gdy wokół nas słychać pełno tekstów typu “zarabiaj 1000 proc. w dzień”, “przeczytaj darmowego ebooka i zarabiaj” oraz “dwa dni szkolenia i wygraj marzenia”, głosy krytyczne i ostrzegające są niewątpliwie potrzebne.
    Jednak jest także Kathay-Hyde. Ten mroczny osobnik proponuje ludziom generatory sygnałów nakazujące grę pod prąd, autorstwa jakiegoś pokątnego meksykańca oraz namawia do korzystania z martingali – czyli systemu zarządzania ryzykiem o którym wszyscy znani mi traderzy wyrażają się jasno że nie ma on nic wspólnego z tradingiem za to dużo z kasynem.
    Pomijając już kwestie podobieństw hazardu do tradingu (była już o tym dyskusja) należy stwierdzić, że obraz Kathay-tradera wyłaniający się z tych porad i notek to gracz niezwykle agresywny, wręcz straceniec…
    Także w sumie, osobliwe to wszystko 🙂

    @blackswan
    Sprzedawca używanych samochodów?
    A tak na serio, mi najbliżej podchodzi hochsztapler.

    @lesserwisser
    A co z tym Ttwoim dziełem o reversalach? Wieńczącym 30 lat intensywnych i wnikliwych badań 🙂

  8. lesserwisser

    @ Piechur

    “A co z tym Twoim dziełem o reversalach? Wieńczącym 30 lat intensywnych i wnikliwych badań :)”

    Ha, ono dawno jest gotowe, czekało aż wrócisz z dalekiej podróży i dasz głos ( to mały wyciąg z 250 stron zapisu).

    Wkrótce będzie nadane, po małej obróbce.

    PS

    “Sprzedawca używanych samochodów?”

    Eee tam, lepsze by było coś w podobie – nówka sztuka, niewiele przechodzona (coś tak jak cerowana dziewica). 🙂

  9. Piechur

    @lesserwisser
    “(…) czekało aż wrócisz z dalekiej podróży i dasz głos.”

    No to jestem. Right Here, Right Now:
    http://www.youtube.com/watch?v=ub747pprmJ8

    Z podróży wróciłem już parę dni temu. Jej tytuł mógłby brzmieć – “W poszukiwaniu zaginionych autostrad” 🙂

    “(…)to mały wyciąg z 250 stron zapisu)”

    Czyli będzie to prawdziwa esencja mądrości. Tym bardziej nie moge się doczekać. Prawie się spociłem jak ta Twoja przechodzona dziewica na widok hmmm, wiadomo czego 🙂

  10. pit65

    “Edukacja to dużo potężniejsza broń niż jałowe ostrzeganie”

    i miecz obosieczny dla cwanego urzednika /i nie tylko/, a tego takowy nie lubi i unika jak ognia.
    Wiec myśle ,że powstanie jakas może rozszerzona ankieta podobna do tej z MFID , dzięki której każdy wchodzący na fxautostrade musi obiektywnie przyznac ,że jest idiotą rynkowym.
    Dzięki temu idiota konstatuje kto tu jest jego zaprzeczeniem , czyli ten który układa pytania i czuwa.
    Czuj czuj czuwaj.

  11. Harry

    Nie chce byc zlosliwy, ale kto do licha zagladalby na strone knf w poszukiwaniu broszury informacyjnej na temat forexu??? Napewno nie average Joe, ktory wlasnie szukyje sie do zabookowania biletu first class na Hawaje zeby wydac swoje profity:P

    ‘Znam sporo angielsko i polskojęzycznej literatury dotyczącej forexu – mechanizmów, analiz i strategii. Niestety moja opinia na ich temat może zabrzmieć kontrowersyjnie, ale niezmiennie ośmielam się twierdzić, że przedstawiają one polukrowany, wyidealizowany świat, nazbyt różowo optymistyczny, czasem wręcz kiczowato. Powielane wielokrotnie te same bazgroły po wykresach lub analizy wydarzeń, domyślnie obiecujące raj, bez refleksji o naturze przewagi (wartości oczekiwanej), wpływie losowości, zarządzaniu ryzykiem i błędach poznawczych.’

    Jakis czas temu bralem udzial w webinarium prowadzonym przez Olivera Veleza (tak wiem, ktoś ostatnio napisał na forum, że ponoc kantuje klientów, ale w tym momencie nie to jest tematem dyskusji) i Velez opisuje ten proces porownujac nauke tradinu do drogi jaka musi przebyc poczatkujacy lekarz. Tak wiec podczas studiow (jego kursu), poczatkujacy doctor musi najpierw poznac klasyczny przypadek i wyglad organow, aby potem muc rozwinac swoja wiedze na zywych pacjentach. Tak samo trader musi najpierw wiedziec czego szuka na wykresie, aby moc to znalesc! Sam bedac na rynku jakies 1.5 roku zaczynam rozumiec pewne mechanizmy i zaczynam rozumiec czego szukam. Czytalem ostatnio ksiazke Eldera (wlasciwie odswiezalem, bo przymierzam sie do handlu akcjami) i na dobra sprawe przewodnia mysla jego ksiazki jest – graj razem z trendem i zgodnie z planem!

  12. pit65

    @Harry

    Broszury informacyjne na stronach KNF bedą zawiarały tyle wiedzy ile jest niezbędne do tego by urzędnik czuł sie bezpieczny na swoim stołku i ani krzty więcej.Taki jest jej /tej wiedzy/ cel .
    Widocznie do tej pory i teraz skoro jej nie uwidzisz znaczy – siodło sie jeszcze pod nim nie pali.
    Na tej samej zasadzie większość książek o giełdzie zawiera taki zakres wiedzy niezbędnej by na niej zarobić i ani krzty więcej.Taki jest jej /tej wiedzy/ cel .
    Jak zapisujesz się na kurs za kilka – naście tysiaków to dostajesz zakres wiedzy taki i ani kszty więcej.Zapłaciłeś za konkretne i precyzyjne lokowanie wiedzy dla szmalownych kursantów.Taki jest jej /tej wiedzy/ cel .

    Masz więc wybór 🙂
    Tylko trzeba sobie zadac pytanie – czy jestes pewien na 100% , że autorom przyświeca szlachetny cel twojej edukacji. NA 100%, żeby nie czuć później rozczarowania.

    Jest jescze internet czyli żródło wiedzy rozproszonej i możesz pokusić się o jej zbieractwo co jest procesem trudnym i czasochłonnym .
    Myślę jednak że warto.
    Każdy autor przemyca cząstke swego geniuszu za free nie z powodu dobrego serduszka 🙂 -po prostu taki jest efekt ludzkiej próżności , który czasami nieświadomie krzewi kaganek oświaty wbrew intencji autora.
    I z tych puzli można czasami ułożyć jakąś mozajkę , której nie wyczytasz z wiedzy podanej na tacy nawet za pieniądze.

  13. Piechur

    @Harry
    Największym problemem edukacji tredingowej jest to że książkę na ten temat może napisać każdy i jest to stosunkowo proste. Natomiast zarabiać regularnie na rynku już nie każdy może i nie jest to proste.
    Wracając po setny do tematu książek, webinarów, szkoleń itp/itp. Moim zdaniem jakieś 95 proc. tego wszystkiego to chłam. Zrecyklowane, powielone z błędami, zmemłane kawałki różnych innych książek/szkoleń/webinarów. Nowych, ciekawych idei, pomysłów, sposobów spojrzenia na rynek jest niewiele i zwykle są pochowane pod setkami stron powielonego po wielokroć wodolejstwa. Dlatego jakiś czas temu przestałem czytać nowe książki. Zwracam uwagę co tam nowego wychodzi ale od 2011 r. nic nowego nie przeczytałem. Nie czuje się z tym żle i nie czuje że czegoś mi brakuje.

    “tak wiem, ktoś ostatnio napisał na forum, że ponoc kantuje klientów, ale w tym momencie nie to jest tematem dyskusji)”

    Przypuśćmy że studiujesz na politechnice budowę mostu i twoim wykładowcą/nauczycielem jest koleś, który zbudował dwa mosty i oba się zawaliły.
    Chciałbyś mieć takiego nauczyciela i jaką wartość według Ciebie może mieć wiedza, którą on próbuje Ci przekazać?

    1. trystero

      @ Piechur

      W tym rzecz, że posiadanie nauczyciela budowy mostów, który zbudował dwa mosty i obydwa się zawaliły a on wie dlaczego się zawaliły może być równie korzystne co posiadanie nauczyciela, który zbudował dwa mosty, obydwa stoją a on wie dlaczego stoją.

      Choć wydaje się mi, że tylko Dolina Krzemowa sensownie kieruje się tą ideą.

  14. astanczak

    @ blackswan

    Troszku jesteś nie fair wobec Kathaya’a. W czasach, kiedy jeszcze usenet był mainstreamem z własnej kasy fundowałem coś takiego jak FAQ listy dyskusyjnej – mimo tego, że wówczas nie miałem innego dochodu niż giełda przez blisko 2 lata – i Tomek był mocno zaangażowany w edukację na tym polu.

    Niemniej pomogę – w Polsce odpowiednikiem snake oil jest maść żmijowa. Jeden znajomy, który za komuny trafił do wiezienia opowiadał mi, że lekarz – jeśli to jest odpowiednia nazwa na lekarza pracującego w więzieniu w komunie na początku lat 80 – wszystko leczył maścią żmijową (przeterminowaną). Nie wiem, czy niczego innego nie miał i może używał maści, jako wymówki/placebo, ale maść żmijowa to polski snake oil.

  15. Harry

    @ Piechur

    No coz… Nie bedac skromnym przyznam sie, ze jesli za kilka lat bede w stanie sie utrzymac z tradingu to sam mam zamiar napisac jedna:P Ale tak na serio – co nowego mozesz napisac w temacie tradingu??? Trend to trend a doji to doji! Zmienia sie volatility i volume ale te same linie trendu i invereted hammers ktore dzialaly 50 lat temu dzialaja tez dzis!

    Nie wiem na ile jest to prawda, ale Velez opowiadal o swoich poczatkach jako tradera i ponoc byl na poziomie C. Faitha zarabiajac miliony. Nawiazal tam jednak do waznej kwestii – consistency!!! Mozesz miec najlepszy system na swiecie, ale jesli nie potrafisz go egzekwowac w 100% to nie zarobisz pieniedzy!

    Co do komentarza o mostach – ostatnio sie dowiedzialem, ze moja kolezanka ze studiow (raczej z ogona) obronila dr i wyklada na jednej z lepszych politechnik! Niestety wiekszosc naszych wykladowcow to ksiazkowe mole, ktore nigdy nie pracowaly w zadnej firmie uczac o rzeczach ktorych tak na prawde nie znaja! A po drugie to nawet konczac najlepsze polibude wciaz nie masz gwarancji, ze zostaniesz swietnym budowniczym, bo do tego potrzeba czegos wiecej niz tylko teorii!

    @ pit65

    Chyba tylko buddysci pokazuja swoja dobra wole bezinteresownie, bo wierza w reinkarnacje i zycie po zyciu. Po blisko 3 latach spedzonych z moja Tajka jestem akurat w stanie w to uwierzyc:)! Co do autorow ksiazek to oczywistym jest, ze nie robia tego z dobrego serca, ale dla zysku. Dla jednych sa to miliony sprzedanych egzemplarzy, dla innych slawa etc. To o czym zapominasz to fakt, ze nie musisz brac wszystkiego na wiare!!! To o czym czytasz mozesz sprawdzic na rynku i przeanalizowac. Problem jest taki ze wiekszosc dummies nigdy tego nie zrobi tylko zacznie slepo stosowac cos opisanego (nie majac podstawowej wiedzy, a potem dziwia sie, ze sa jakies straty! To taj jak z gra w szachy – kazde dziecko, ktore odwiedzilo klub szachowy lub przeczytala ksiazke debiutowa zna ruchy partii wloskiej, hiszpanskiej etc. Pytanie jest takie – ile z nich rozumie znaczenie tych ruchow??? Zeby je poznac musisz miec swietnego trenera, intelekt i ciezko pracowac!

  16. Piechur

    @Trystero
    “(…) on wie dlaczego się zawaliły.”
    Wiedza pt. “co zrobiłem ostatnio źle” w stosunku do wiedzy pt. “co należy robić aby było dobrze” jest wciąż bardzo daleko.
    Poza tym pamiętaj że trading to nie nauka jak w przypadku budowy mostów lecz ocean subiektywności i niepewności. Temu wykładowcy może się tylko wydawać że już wie jak zarabiać, ale póki nie udowodni tego empirycznie, to IMHO nic nie znaczy

  17. Ekonom polityczny

    “specjalny dział KDPW o kryptonimie CCP”

    Czy tylko mi się to źle kojarzy:-)?

    Nie mogli wybrać innego kryptonimu?
    A potem człowiek zaczyna myśleć, że jego pieniądze na foreksie są “pewne jak w ruskim banku”, gdy takie litery kryptonimu widzi…

  18. któś_taki

    “Jest jeszcze internet czyli żródło wiedzy rozproszonej i możesz pokusić się o jej zbieractwo co jest procesem trudnym i czasochłonnym”

    Internet był źródłem wiedzy rozproszonej 15-10 lat temu. Obecnie każdy, komu coś działa ( a zapewniam, że działa ) trzyma to pod kloszem i czytając różne mądre dysputy uśmiecha się z pobłażaniem. Cóż, trzeba było żyć giełdą w czasie, gdy z internetem można było łączyć się za pomocą modemu telefonicznego czekając cierpliwie na to, aby łącze było wolne. Wówczas cierpliwość popłacała. Tak przy okazji, bo rzadko wchodzę na polskie strony giełdowe, mam pytanie, czy w tym roku odbył się konkurs Parkietu?

  19. lesserwisser

    @ Ekonom Polityczny

    “Czy tylko mi się to źle kojarzy:-)?”

    Nie tylko, bo mnie też, to była zresztą moją pierwsza myśl podczas lektury.

    Młodziaki to mogą nawet nie wiedzieć, że CCCP – to był rosyjski skrót Sojuz Socjalistyczeskich Sowietskich Respublik – czyli nasze ZSRR.

    Ludzie u nas rozwijali zaś ten akronim tak: Cep Cepa Cepem Pogania, co kiedyś radziecka prasa, w okresie gdy w Polsce nastąpiło nasilenie nastrojów antysowieckich określiła tak – CCCP w Polsze imiejet toże wariant wulgarnoj razszifrowki.

    Myślę, że nie muszę tłumaczyć.

    @ astanczak

    “w Polsce odpowiednikiem snake oil jest maść żmijowa”

    Tak jeśli idzie o lekarstwo na bazie jadu węża/żmiji, ale nie jest odpowiednikiem sales oil salesman – co oznaczało
    tradycyjnie szarlatana/hosztaplera który sprzedaje oszukane lekarstwo, mające być rzekomo cudownym panaceum na wszelkie dolegliwości.

    Obecnie zaś oznacza też cwanego polityka obiecującego cuda niewidy na kiju – czyli politycznego sprzedawcę kitu i bałachu.

    @ pit65

    “Każdy autor przemyca cząstke swego geniuszu za free nie z powodu dobrego serduszka 🙂 -po prostu taki jest efekt ludzkiej próżności , który czasami nieświadomie krzewi kaganek oświaty wbrew intencji autora.
    I z tych puzli można czasami ułożyć jakąś mozajkę , której nie wyczytasz z wiedzy podanej na tacy nawet za pieniądze.”

    Dokładnie tak jest, problem w tym by osiągnąć taki poziom samoświadomości w temacie, by móc ułożyć tę mozaikę nawet jak brakuje paru kawałków puzla.

    @ Piechur

    “Wracając po setny do tematu książek, webinarów, szkoleń itp/itp. Moim zdaniem jakieś 95 proc. tego wszystkiego to chłam. Zrecyklowane, powielone z błędami, zmemłane kawałki różnych innych książek/szkoleń/webinarów.

    Nowych, ciekawych idei, pomysłów, sposobów spojrzenia na rynek jest niewiele i zwykle są pochowane pod setkami stron powielonego po wielokroć wodolejstwa.”

    Przeginasz jak zwykle, nie żadne 95% tylko raczej 90%. 🙂

    Problem w tym, że większość z tych przepisywaczy, kompilatorów i
    mieszaczy, co mielą temat w te i we wte, zazwyczaj nie rozumie prawdziwej istoty rzeczy, o których piszą. Leją więc wodę i w tym zalewie słów czytający nie jest w stanie wyłapać sedna sprawy, oddzielić zdrowe ziarno od plew.

    Typowy przykład – większość publikacji na temat analizy technicznej dzieli figury na odwracacze trendu (reversal patterns) oraz kontynuatory trendu (continuation poatterns).

    Autorzy powielając tę nomenklaturę wyrabiają w czytających przekonanie, że rewersale to formacje, które odwracają kierunek trendu na przeciwny (np. z wzrostowego na spadkowy) tymczasem prawidłowo reversal oznacza zmianę kierunku trendu na trend boczny (czyli konsolidascję najczęściej, po której może a nie musi nastąpić zwrot na kierunek przeciwny) albo faktyczne odwrócenie kierunku trendu (znacznie rzadziej)

    I niewłaściwe przekonanie odbija się na percepcji rynku i na wejściach tradingowych, również przy interpretacji świec japońskich.

    @ All:

    Jeśli idzie o lekturę publikacji fachowych, to nie ma tal letko, że wystarczy przeczytać parę książkek, kilkanaście artykułów i posiedzieć pare miesięcy na jakim blogu czy forum specjalistycznym, i już się jest fachurką odnoszącym praktyczne sukcesy w danej dziedzinie.

    Popatrzcie jaki zalew literatury szachowej czy brydżowej jest na rynku, i to rzetelnych pozycji zazwyczaj pisanych przez arcymistrzów mających udokumentowane sukcesy w grze.

    A ilu nowych mistrzów gry pojawia się spośród amatorów? Niewielu, bo
    oprócz dobrych chęci ( to jest studiowania literatury i ćwiczeń praktycznych) potrzebny jest też talent w danej dziedzinie, dryg, lub jak kto woli iskra Boża, a te nie każdemu są dane.

    Podobnie jeden muzyk (np. gitarzysta, pianista, skrzypek) jest solistą wirtuozem, inny (less gifted) gra w orkiestrze a jeszcze inny przygrywa w knajpie do kotleta.
    albo

  20. Piechur

    @”Harry”
    “Ale tak na serio – co nowego mozesz napisac w temacie tradingu?”

    No właśnie, dobre pytanie. Więc po co komu te dziesiątki nowych książek o AT rocznie? Czas w końcu powiedzieć wszystkim – nie ma żadnej tajemnicy i nie ma żadnego graala. Wszyscy “kumaci” chartliści grają pod to samo – wybicia, kontynuacje trendu, odwrócenia trendu, odbicia od stref oporu/wsparcia linii trendu, stref konsolidacji. To wszystko.

    @lesserwisser
    “Przeginasz jak zwykle, nie żadne 95% tylko raczej 90%”

    No ok , nie będe się kłócił o 5 proc. Piwa typu radler nie tykam 🙂

  21. blackswan

    @ astanczak

    Pozwól, że zacytuję – tylko dwa wybrane fragmenty:

    “Powielane wielokrotnie te same bazgroły po wykresach lub analizy wydarzeń, domyślnie obiecujące raj, bez refleksji o naturze przewagi (wartości oczekiwanej)”

    oraz

    “Ciekawszym rozwiązaniem byłoby np. wprowadzenie swego rodzaju licencji czy certyfikatu, które należałoby uzyskać chcąc inwestować powyżej pewnej minimalnej kwoty. Wystarczyłoby odbycie kursu w tematach określonych przeze mnie wyżej. To oczywiście nierealne na dziś, ale dobra podstawa do kolejnego wpisu.”

    W tym momencie cała galaktyka powinna robić kolektywny fejspalm.

    Edukacja o naturze przewagi (jak rozumiem autorowi chodzi nie tyle o wartość oczekiwaną, co raczej o DODATNIĄ wartość oczekiwaną – ale kto by się przejmował detalami w przypadku ogólnie nonsensownej koncepcji) to jest coś, co jest dokładnie tym o co pytałem – sprzedawaniem maści żmijowej. Narzucona na to censorthisshit projekcja wprowadzenia licencji, rzecz jasna po zaliczeniu egzaminu poprzedzonego obowiązkowym kursem i jak napisałem wcześniej – ręce opadajom.

    PS1. Co to za logika “ów dżentelmen był kiedyś harcerzem ergo może pisać dowolną bzdurę”?

    PS2. Być może w przeciwieństwie do Ciebie nie wierzę w coś takiego jak “uniwersalne dobro edukacji”. Od razu zimny pot po mnie pływa kiedy myślę o nauczycielach.

  22. astanczak

    @ blackswan

    Mimo wszystko widzę dawkę ironii w tym, co Tomek napisał.

    > pisać dowolną bzdurę

    Między powiedzeniem piszesz bzdury a zarzutem oszustwa w sprzedawaniu snake oil jest przepaść. Stąd odniesienie, że prowokował do myślenia za free a nie dla zysku.

    Dla jasności od lat zachowuję dystans do idei poszukiwania przewagi na rynku przez inwestora indywidualnego.

  23. lesserwisser

    “Mimo wszystko widzę dawkę ironii w tym, co Tomek napisał.”

    Niby ja też dostrzegam (ale wzrok mam kiepski, dziś byłem u okulisty).

    “Dla jasności od lat zachowuję dystans do idei poszukiwania przewagi na rynku przez inwestora indywidualnego.”

    No to po co ja sobie kupiłem w niedzielę książkę “PRZEWAGA. O zasadach zwyciężania we współzawodnictwie” (tytuł oryginału The Competitive Edge), autor dr. Jeffrey Brow, wyd. 2008 przez Dobry Skarbiec.pl !!!!

    Wprawdzie z przeceny ale czyżbym zmarnował te 6 zetów? Przecież mogłem odłożyć na “Leksykon świec” a wtedy miałbym już 17,20 zł. 🙁

  24. blackswan

    @astanczak

    “widzę dawkę ironii”
    “zarzutem oszustwa”

    Chwila chwila. Zacznijmy od tego, że jako czujny czytelnik doszukujący się ironii w tekstach artykułujących pewne stanowisko czarno na białym, zaś nie widzący ironii w komentarzach do nich, przejawiasz pewien brak konsekwencji. Tak czy inaczej jest to kolejny niepotrzebny detal. Snake oil w moim rozumieniu – sprzedaję (bądź propaguję) chłam ładnie go opakowując. Ok, przyznam – Kat może być nieświadomy kitu, który wciska. Ba – on może w niego święcie wierzyć. Z mojej strony oklasky i nie protestuję. Każdy wierzy w swojego Baala. Samemu nie mam nic przeciwko takim dyrdymałom – każdy sobie rzepkę skrobie. Ale na litość boską, polemizując i podsuwając jakieś rady do KNF (to licencjonowanie….jeśli myślisz, że jest jakaś ironia w takiej propozycji to polecam poczytać sobie odpowiedź do niejakiego RoLudluma w poprzedniej części) wypada jednak nie robić sobie jaj.

  25. astanczak

    @ lesserwisser

    > Wprawdzie z przeceny ale czyżbym zmarnował te 6 zetów?

    Najwyżej trafi na półkę z napisem “I didn’t fail the test i just found 100 ways to do it wrong” 🙂

  26. lesserwisser

    Jakby ktoś się zastanawiał czemu użyłem w swoim komentarzu określenia “zalew literatury” to informuję, że dlatego, że to coś mniejszego od potopu, a trochę większego od kałuż w Warszawie, po deszczu.

    Ale jest i inny powód, otóż podejrzewam, że sztuka AT może wywodzić się z Polski, no bo jak inaczej rozumieć słowa księcia Radziwiłła z Potopu:

    “Kazałem ministrowi Andersowi w gwiazdy patrzyć…. Zaraz erygował figurę i mówi, że są złe koniunktury.” !!!

    erygować – (dawniej) wyrysować, nakreślić

    Toż to jest ewidentny przykład astro-chartingu, więc teraz poszukuję kopii “Czary i czarty polskie”, może będę miał wreszcie jakiś pożytek z czytania literatury. 🙂

  27. _dorota

    “od lat zachowuję dystans do idei poszukiwania przewagi na rynku przez inwestora indywidualnego”
    Czy to wypada dawać w łeb całej idei szkoleń akurat pod wpisem Kathaya? 😉 (wiem, wiem: Plato przyjacielem etc.)

  28. astanczak

    @ _dorota

    Nie wydaje mi się, żebym dawał w łeb. Idea przewagi to dość powszechna sprawa i nie do zabicia. Każdy chce mieć przewagę czy być liderem, innowacyjnym. Na rynku jest też jednak miejsce dla osób czy firm, które stosują strategię “follow the leader”. Nie szukają przewagi – szukają niszy.

    1. trystero

      @ AStanczak

      A dlaczego Twoim zdaniem szukają niszy?

      Mam wrażenie, że bardzo specyficznie i wąsko definiujesz przewagę.

  29. blackswan

    “Nie mogli wybrać innego kryptonimu?”

    CCP być może kojarzy się z zeteseser, ale jednak nie – nie mogli wybrać innego kryptonimu. Tak to jest kiedy funkcjonuje się w Europie i prowadzi działalność polegającą na byciu Central CounterParty…

  30. GZalewski

    @blackswan
    I tak i nie – jako nazwa funkcjonalna jest średnio zgrabne (jeszcze z tym podkreślnikiem “_”

  31. blackswan

    – Dzień dobry. Dzwonimy do Pana/Pani z Kadepewusisipi z informacją…
    – Że niby kto dzwoni? Helaaaa! To do Ciebie dzwonią. Musi wyngiel przywieźli

    Natomiast dla inwestorów zagranicznych sytuacja przedstawią się inaczej. Wystarczy powiedzieć “Polish CCP” i wszystko jasne

  32. astanczak

    @ trystero

    > A dlaczego Twoim zdaniem szukają niszy?

    Nie umiem odpowiedzieć na to pytanie – stwierdzam fakt, że istnieją strategie typu follow the leader. Zresztą tego jest więcej – np. zjawisko reverse engineering.

    Możliwe, że wąsko definiuję przewagę, ale nie widzę sensu w poszukiwaniu jej na rynku – wolę szukać niszy.

  33. GZalewski

    KejDiPiDablju – chyba

    Ale gdybys mial nazwę prostą i krótką (i zgrabnie się wymawiającą) to tez tego problemu by nie bylo

  34. blackswan

    “KejDiPiDablju”

    Nie-e. Funkcjonująca nazwa to właśnie KaDePeWuSiSiPi. Pod tym kryptonimem są znani i lubiani.

  35. blackswan

    PS. Zastanawialiście się kiedyś w BOŚ czy nie zrobić sobie reklamy “Like a BoŚ” – mogłoby się przyjąć wśród zachodnich klientów oglądających NBA…

  36. Piechur

    @blackswan
    “(…)to licencjonowanie….jeśli myślisz, że jest jakaś ironia w takiej propozycji to polecam poczytać sobie odpowiedź do niejakiego RoLudluma w poprzedniej części”

    Tu chodzi o pieniądze. Obowiązkowe szkolenia, certyfikaty,licencje – wszystko płatne. Super, samokręcący się biznes, praktycznie bez żadnego ryzyka. Jest już nawet pewna organizacja znane ze spamowania skrzynek pocztowych ofertami które wręcz krzyczą “Scam”, są “poważane” zaprzyjaznione z nią firmy typu Teletrade. Jednym słowem – struktury i zawodnicy są już gotowi, teraz potrzeba tylko miodu. A rozwiązania typu obowiązkowe szkolenia,licencje, zagwarantują go aż nadto.
    Także Kathay opisuje nam tutaj mokre sny pewnego specyficznego środowiska. Ale prędzej mi kaktus na dłoni wyrośnie niż oni zobaczą choć złotówkę z moich pieniędzy 🙂

  37. lesserwisser

    KejDiPipi, w diabły tam język się plącze!

  38. blackswan

    @Piechur

    Popełniasz podstawowy błąd popełniany przez 99.99% zwolenników wszelkiej maści teorii spiskowych. Zakładasz jakąkolwiek premedytację oraz umiejętności wprowadzenia niecnych planów w życie. Tak to nie działa. Na szczęście.

  39. lesserwisser

    “Zakładasz jakąkolwiek premedytację oraz umiejętności wprowadzenia niecnych planów w życie. Tak to nie działa. Na szczęście”

    Niestety, tak to działa. Na nieszczęście! Tylko ufni i/lub naiwni nie chcą dopuścić takiej myśli do siebie.

  40. blackswan

    “Tylko ufni i/lub naiwni”

    Powiedzmy, że jestem pełen podziwu dla ludzkiej głupoty, wobec czego z definicji odrzucam większość spiskowych teoryjek. Być może ufność (w głupotę rzecz jasna), być może naiwność (choć moim zdaniem jest to odwrócenie naiwności), być może natomiast zwykły realizm.

  41. pit65

    @piechur

    “kaktus na dłoni wyrośnie niż oni zobaczą choć złotówkę z moich pieniędzy”

    Chcesz zostac wilkiem?

    Popatrz na historię .
    Wilki w rezerwatach nieliczne , pieski mają sie dobrze 🙂
    Altruizm ludzki jak blacki rzecze “zwykły realizm”:-)

  42. kathay (Post autora)

    KNF nie wyda niczego co pomoże przestać tracić, to oczywiste i celowo chowam to za ironią. Ale starania by zamiast tego ostrzec wszystkich i wszędzie to jeszcze większa kpina, tym bardziej, że kierowana do ludzi, którzy albo nie rozumieją natury rynku i ostrzeżenia są bezcelowe, albo je po prostu ignorują. Z dwojga złego niech KNF zajmie się więc jakąkolwiek edukacją. Jak SEC, który w tym kontekście wspominałem.

    Nie ma znaczenia z jakiego rodzaju wartości oczekiwanej robić szkolenia, nawet ujemna zostanie zrozumiana jeśli wykład ma sens. Póki co matematycznie ujęta wartość oczekiwana jest powszechnie nie rozumiana o czym świadczą statystyki i moje obserwacje/rozmowy. Czepialstwo nic w tym nie zmieni.

    Certyfikaty to figura retoryczna, prowokacja, zaznaczam to zresztą w tekście. Poniekąd nawiązuje do “prawa jazdy”, który wyciągnęła w tym temacie Wyborcza. Patrzę przez pryzmat rozmów i maili, które dostaję. Moi rozmówcy dziś żałują, że nikt nie pokazał im podstawowych spraw związanych choćby z zarządzaniem ryzykiem, sami podkreślają, że nawet o tych sprawach nie mieli pojęcia, a taki “kurs BHP” byłby dla nich zbawieniem z perspektywy czasu patrząc.
    Bojownikom o wolność osobistą przypomnę natomiast jak wiele mają do oprotestowania: te wszystkie prawa jazdy, te kursy zawodowe (w tym na członka rad nadzorczych), te dyplomy i staże które musi posiadać lekarz czy prawnik, te licencje zawodowe, te świadectwa wyższych uczelni przy naborze do pracy, te uprawnienia na
    maszyny itd.

    Wszystkim za dobre rady wypada podziękować.

  43. blackswan

    @Kathay

    Dziękuję Ci za ten wpis. Dał mi dużo do myślenia.

    „KNF nie wyda niczego co pomoże przestać tracić, to oczywiste i celowo chowam to za ironią. Ale starania by zamiast tego ostrzec wszystkich i wszędzie to jeszcze większa kpina, tym bardziej, że kierowana do ludzi, którzy albo nie rozumieją natury rynku i ostrzeżenia są bezcelowe, albo je po prostu ignorują”

    Jak rozumiem w powyższym fragmencie chodzi Ci o to, że owe starania aby ostrzec wszystkich nie owocują większą awersją do ryzyka ze strony wszystkich pardon-my-french frajerów? Tu spór jest zbędny – obaj się co do tego zgadzamy. Nie uważam jednak, żeby te starania były kpiną. Wprost przeciwnie. To, że pewna metoda propagandy (np. „rzuć palenie”) nie działa na wszystkich (czyt. niektórzy ją ignorują) nie oznacza, że nie jest ona potrzebna czy, że jest bezowocna. Podejrzewam, że co do zasady obaj przyklaskujemy inicjatywom „ostrzegania ludzi przed…” w obszarach, w których ma to uzasadnienie. Jeżeli istnieje jakakolwiek rola dla KNF to w świetle braku możliwości pomocy w osiąganiu lepszych wyników pozostają wyłącznie ostrzeżenia.

    Jest to zresztą o tyle ciekawe, że po raz nie-wiem-już-który zaprzeczasz sobie pisząc dalej:

    „Moi rozmówcy dziś żałują, że nikt nie pokazał im podstawowych spraw związanych choćby z zarządzaniem ryzykiem”.

    Jak rozumiem twierdzisz, że Twoi rozmówcy narzekający na brak uprzedniego dostępu do ważnych informacji z wysokim prawdopodobieństwem by jej nie zignorowali gdyby tylko mieli do niej dostęp, gdyż nie należą do uprzednio wspomnianej grupy potencjalnych ofiar.

    Po drugie oznacza to, że Twoim zdaniem jednak możliwa jest jakaś forma pomocy w poprawieniu wyników z gry na foreksie/giełdzie i KNF powinien się tym zajmować. Co by z kolei oznaczało, że Twoje zdanie tyczące się ironii:

    „KNF nie wyda niczego co pomoże przestać tracić, to oczywiste i celowo chowam to za ironią”

    jest ironiczne… Wielce interesujące – zaserwowałeś właśnie ironicznie zamaskowaną ironię!

    Pozwól, że zapytam czy, z punktu widzenia potencjalnych rybek, nawet tych, których ostrzeganie jest jałowym przedsięwzięciem, jesteś w stanie wymienić jakieś niekorzyści, w przeciwieństwie do domniemanego braku korzyści, płynące z kampanii anty-trejding w ogólności, bądź anty-forex w szczególności (pomijając wątki wynikające z lobbingu różnych potencjalnych grup interesu)?

    W zamian za trud wytłumaczenia powyższego podzielę się zasygnalizowaniem niekorzyści płynących z wysnuwanych przez Ciebie koncepcji działań edukacyjnych – począwszy od problemów związanych z syllabusem dla tak ulotnego zagadnienia jak trejding, skończywszy na podawaniu fałszywych i błędnych treści do ludzi ufających w ich sens (certyfikowane „g**** prawda” łatwo sprzedać jako „święta prawda” ).

    Twoje porównania do „prawa jazdy”, certyfikatów obsługi maszyn itd. to niestety straszna demagogia, co oznacza, że nie traktujemy siebie poważnie. Ufam, że dostrzegasz jednak różnice w konsekwencjach pomyłek w obu obszarach…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proszę podać wartość CAPTCHA: *