Ponad piętnaście lat temu, w 1995 roku, gdy średnie miesięczne wynagrodzenie w Polsce wynosiło ok. 700 PLN, czyli jakieś 300 dolarów, kupiłem w Amazon.com kilka książek, o ile pamiętam, za jakąś 1/4 tych kwot.

Wśród nich była książka Donalda Cassidy „It’s When You Sell That Counts”, która kilka lat później po polsku ukazała się pod tytułem „Kiedy sprzedawać akcje” (wyd. Wolters Kluwer). W tamtym czasie była to jedna z najciekawszych rzeczy jaką zdało mi się czytać. Prowokująca do myślenia, stawiająca niewygodne pytania (np. o rolę rekomendacji sprzedaży), wyjaśniająca wiele spraw, które na naszym młodym rynku brzmiały jak sprawy z innego świata.

Jednym z wyjątkowo inspirujących elementów w niej był „emocjonalny roller-coaster inwestora”, czyli wykres hipotetycznej spółki, na którą  nałożono wewnętrzny dialog inwestora, który zarabia, traci i próbuje sobie tłumaczyć te wszystkie rzeczy, których doświadcza. Oczywiście nie zauważając najbardziej istotnych problemów, tylko najczęściej się oszukując. Ten koncept jest tak prosty i tak „zgrany”, bo wielu autorów go już wykorzystywało.

A jednak pozwalałem sobie również na skorzystanie z tego pomysłu podczas serii szkoleń, już czerpiąc z doświadczenia lat na rynku i rozmów z inwestorami. Podczas jednego z takich spotkań, gdy po kolei odsłaniałem wykres i prowadziłem „monolog” typowego inwestora, jedna z uczestniczek powiedziała: „Pan mówi o mnie. Nawet spółka jest ta sama” (to była Lubawa, choć nazwy nie podawałem, był tylko sam wykres).

Wiele razy później okazywało się jak bardzo ludzie zachowują się typowo w konkretnych fazach rynku. Oczywiście pierwsze doświadczenie zdobyłem na sobie.

Gdy wspólnie z profesorem Tomkiem Zaleśkiewiczem rozmyślaliśmy o pomyśle książki dla początkujących inwestorów, zasugerowałem, żebyśmy przeszli przez te „fazy typowego inwestora”.

I tak się zaczęło. Uznaliśmy, że pokażemy te typowe zachowania, żeby pobudzić czytelników do refleksji. Liczyliśmy na to, że wielu po przeczytaniu pomyśli sobie właśnie jak owa uczestniczka „to o mnie” i zacznie poszukiwać dalszych rozwiązań. Przede wszystkim w tych sferach, o których w ostatnich latach mówi się bardzo dużo. Choć i tak ludzie mając do wyboru autorefleksję i pracę nad sobą, chętniej sięgają po setny wskaźnik, który da szansę na zarobienie 100% w tydzień.

W pewnym momencie mieliśmy pomysł, żeby nadać jej tytuł „Jak nie zarobić 1 000 000 dolarów w tydzień”, ale uznaliśmy, że nie należy przesadzać z pesymizmem, który i tak podobno wylewa się ze stron książki (takie opinie usłyszeliśmy od pierwszych czytelników – jeszcze przed drukiem – Alicjo, Adamie, dziękujemy za wskazówki).

Choć jako podstawę do naszej rozmowy wybraliśmy rynek akcji, to ma ona – podobnie jak analiza wykresów – wymiar różnoraki. Będzie obowiązywała graczy na rynkach terminowych i na walutowych, choć w ich przypadku czas poszczególnych etapów może być znacznie szybszy i nie dają się one tak „ładnie” nakładać na wykres akcji. Raczej trzeba wówczas patrzeć na wykres własnego rachunku.

 

Książka „Droga inwestora. Chciwość i strach na rynkach finansowych” jest od kilku tygodni dostępna i właśnie przeczytałem „recenzję”, która – choć może to brzmieć dziwnie – mnie ucieszyła.

Na forum konkursowym bossafx.pl znalazł się taki wpis:

„W ciągu 5 dni zaliczyłem cały cykl przeżyć inwestora opisanych w książki z BOŚ 🙂

2011-10-31 06:53:39 – spłukany przez EUR/USD”

 

Pomyślałem sobie – no tak znów się to dzieje, ale uznałem, że może właśnie prawdziwe wyznania przekonają innych, że lepiej uczyć się na cudzych błędach. Już kiedyś przy okazji zupełnie innego projektu swoje wspomnienia „z życia inwestora” opublikował dla mnie internauta z listy usenetowej.

Zróbmy więc to jeszcze raz.

Proponuję czytelnikom blogów następującą zabawę.

Do 30 listopada 2011 czekamy na materiały dotyczące „własnej drogi inwestora”.

Tekst powinien wynosić ok. 3000 – 6000 znaków

Materiały proszę przysyłać w formie plików *.doc lub *.rtf

Może opisywać jedną transakcję lub wieloletnie przejścia. Nie muszą być opisy porażek 😉 Ważne żeby zawierały opis emocji związanych z transakcjami.

Prace proszę wysyłać na adres:

Najciekawsze wspomnienia pozwolimy sobie opublikować na stronach bossa.pl i wydawnictwa Linia (z zastrzeżeniem do wykorzystania również przy innych projektach „papierowych”)

Rozstrzygnięcie konkursu nastąpi do 31 grudnia 2011

 

Zwycięzca „potyczki”, czyli autor najlepiej ocenionego tekstu otrzymuje w nagrodę po 1 egzemplarzu każdej książki, która w całym 2012 roku zostanie wydana przez Wydawnictwo Linia.*

Wyróżnieni otrzymają po jednym wybranym przez siebie tytule (dotyczy tylko książek wydanych przez Linię) z oferty.

Zastrzegam sobie prawo do nieprzyznania nagrody.

Tych którzy zamiast formy pisanej wolą rozmowę zapraszam na spotkanie autorskie na którym porozmawiamy o „drodze inwestorów”. Dlaczego robimy wszystkie te rzeczy i czy jest sposób na wyrwanie się z tego morderczego cyklu.

Niestety profesor Zaleśkiewicz w związku z objęciem funkcji dziekana na SWPS we Wrocławiu, stał się jeszcze bardziej zajętym człowiekiem. Postaram się reprezentować nas obu.

Spotkanie odbędzie się w Warszawie w dniu 16.11 o godz. 12 Szczegóły na stronie:

http://www.bossa.pl/edukacja/szkolenia

Kolejne, odbędzie się w Kołobrzegu na Profesjonalnym Inwestorze (http://www.profesjonalnyinwestor.org.pl/) w dniach 18-20.11.2011

Już od dziś można zadawać pytania na które postaram się odpowiedzieć na tych spotkaniach.

*na zachętę tytuły, które już mogę podać (podana kolejność, nie jest kolejnością wydania)

1) “Spekulacja instynktowna”, Curtis Faith

2) “Super Trader” Van K. Tharp

3) “Rynki walutowe i analiza międzyrynkowa”, Ashraf Laidi

4) “Mała książeczka o trendach bocznych. Jak zarabiać, gdy na rynku nic się nie dzieje”, Vitaliy Katsnelson

5) …niespodzianka

więcej szczegółów o książkach na stronie www.wydawnictwolinia.pl

[Głosów:0    Średnia:0/5]

2 Komentarzy

  1. Spłukany przez EUR/USD

    Cieszę się, że moje przeżycia sprawiły Panu radość. Przy okazji dziękuję za książkę, niedługo znów do niej wrócę, a zwłaszcza do porad w dodatku.

    1. gzalewski (Post autora)

      @spłukany
      NIe zrozum mnie źle. To jest taki uśmiech w stylu “no tak, znów ktoś to robi” (jak każdy z nas, przynajmniej raz).
      Ale mało kto się do tego zwykle przyznaje. WIec tym bardziej mnie to ucieszyło

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proszę podać wartość CAPTCHA: *